Historia mojego taty, Kazimierza Sikorskiego
Mój tata Kazimierz Sikorski wraz z ojcem Józefem urodzonym ok. 1879 r. i macochą (drugą żoną Józefa) Marią Kramczyńską-Sikorską mieszkali w Babincach, na terenie powiatu borszczowskiego, w województwie tarnopolskim (obecna Ukraina). W czasie wojny udzielili pomocy młodej żydowskiej kobiecie – Etii Engel.
Etia urodziła się w latach 20. Jej matka nazywała sie Zoja, ojciec Juda (w czasie wojny już nie żył), brat Fajbisz (urodzony w Kudryńcach w 1915 r.). Dziewczyna miała także siostrę, ale tata nie pamięta jej imienia. Engelowie mieszkali we wsi Kudryńce, także w powiecie borszczowskim. Prowadzili sklep z materiałami, odzieżą i skórami – w sklepie były zwoje materiałów. Posiadali 2 hektary ziemi, uprawiali tytoń.
Podczas okupacji hitlerowskiej niedaleko Borszczowa utworzono getto i przesiedlano tam Żydów. W getcie, na polu, wykopano rowy i przykryto je deskami. Żydzi sprowadzani byli tam podstępem. Niemcy dawali im po kawałku chleba i mówili, że zabiorą ich na pole, gdzie będzie można wymienić przedmioty na jedzenie. Na miejscu kazano rozbierać im się do naga, bito ich i rozstrzeliwano. W Kudryńcach, gdzie mieszkało wielu Żydów, wyciągano ich z domów, zabierano z ulicy, z pola. Zabrano też Ecię i jej rodzinę – matkę , siostrę i kuzynkę. Jej brata nie było w tym czasie, ponieważ wcześniej, w roku 1941, został powołany do rosyjskiej armii czerwonej.
Po dotarciu na pole getta, ludzie zostali wymieszani, Ecię odłączono od reszty rodziny. Matka, siostra i kuzynka zostały rozstrzelane na jej oczach. Niemieccy i ukraińscy wojskowi kazali Eci rozebrać się. Była przerażona, prosiła by ją puszczono, płakała, mówiąc, że ona tu chciała tylko wymienić towar z Żydami, bo przecież mówili, że będzie można. Mówiła, że nie jest Żydówką, tylko Ukrainką. Wtedy jeden z wojskowych ukraińskich coś powiedział do drugiego, kopnięto ją, uderzono batem (nahajem) zakończonym ołowiem i krzyczano: „Raus! Raus!”. Ecia zaczęła uciekać polami, wystraszona, do swojego domu. Uciekła śmierci , ale w Kudryńcach nadal było niebezpiecznie. Po kilku dniach lub tygodniach, usłyszała od kogoś by udała się do Babiniec, do domu mojego dziadka, taty oraz jego macochy. I tak sie stało.
W nocy 14 lipca 1943 r. ktoś zapukał do drzwi. Wszyscy sie wystraszyli, ale trzeba było otworzyć. W drzwiach stała Ecia. Prosiła o pomoc , by ja wpuścić, bo właśnie uciekła z akcji w Borszczowie. Mówiła, że oszukała policję ukraińską i niemiecką, że zamordowano jej mamę, siostrę i kuzynkę. Rodzina bała się ją przyjąć, ale jednak przyjęła. Naradzili się, że będą ryglować drzwi i zasłaniać okna kotarami z tkanych materiałów. W razie czego, gdyby ktoś zobaczył Ecię, to powiedzą, że jest z biednej rodziny macochy. Macocha taty miała w innej wsi rodzeństwo – to powiedzieliby, że to córka jej siostry, na służbie.
Dziadek miał gospodarstwo, rodzina pracowała w polu. Ecia gotowała dla nich, a dziadek albo mój tata brali to jedzenie z domu i nosili na pole. Do domu wchodziło się przez pokój, a za nim była kuchnia, więc jak ktoś nadchodził, to Ecia uciekała do kuchni. Jak był to ktoś swój, z rodziny, to się krzątała, a jak ktoś nie z rodziny to chowała sie pod piec. W kuchni był piec z głęboką wnęką - człowiek tam mógł nawet leżeć schowany. W kuchni też miała swoje łóżko i tam spała. Ludzie, którzy przychodzili do domu pytali czemu tak zamykają drzwi, to tata, dziadek i macocha odpowiadali, że różni ludzie sie błąkają nieznani, to lepiej zamykać. Koło domu stała drewniana stodoła i miała jakby drugą ścianę z desek – tam chowano Ecię, gdy dochodziły słuchy o niebezpiecznych akcjach. Dziadek dowiedział się, że jej dom zajęli Ukraińcy, więc bała sie tam wracać. Opowiadała, że bardzo chciałaby uciec do Ameryki i że za to co rodzina dla niej zrobiła – przyjęła w nocy, nie odmówiła, uchroniła od ponownego wywleczenia do getta i śmierci, że dobrze traktowała, dała jedzenie – nie zapomni i jak będzie w Ameryce odwdzięczy się .
Etia przebywała w domu rodzinnym taty do listopada 1944 r. Wtedy właśnie tata otrzymał od niej list z podziękowaniami za pomoc i informacją, że właśnie przeniosła się do Mielnicy, bo tam dostała pracę. Po zakończeniu wojny, w 1945 r. wysłała kolejny list, w którym ponownie wspominała, że chce wyjechać do Ameryki i że jest tak wdzięczna, że musi się odwdzięczyć .
Mój tata Kazimierz Sikorski w kwietniu 1944 r. został powołany do utworzonej w ZSRR Armii Polskiej generała Berlinga. Miesiąc później wstąpił do oddziału w Sumach. W Kompanii tej, która kierowała się w stronę Niemiec, pojawił się żołnierz z Armii Sowieckiej i wkrótce został mianowany szefem Kompanii. Nazywał się Franciszek Skosowski – syn Józefa i Zofii, urodzony w 1915 r. w Kudryńcach. Dopiero pod koniec wojny tata dowiedział się, że tak naprawdę był to Fajbisz Engel, rodzony brat Eci, syn Judy i Zoji!
Listy, które tata otrzymywał w wojsku od Eci i swego ojca podawał mu zawsze Skosowski. Tata zauważył , ze człowiek ten jest nim wyjątkowo zainteresowany, pomaga mu – przynosi czasem chleb czy konserwę. Dziwiło to tatę, ale uznawał, że człowiek ten lituje się nad nim, bo jest wychudzony i blady. Skosowski zawsze kazał by nikomu o tych darach nie mówić, nie przyznawać się. Tata więc nic nikomu nie wspominał i był wdzięczny w duchu.
Gdy oddział znalazł się na froncie nad Wisłą, tata stał na punkcie obserwacyjnym. Wtedy podszedł do niego Skosowski i takimi słowami tatę spytał wprost: „Kto u Ciebie Sikorski w domu jest?”. Tata odpowiedział bez zastanowienia, gdyż na wojnie nie ma niedomówień , zastanawiania się co ma się powiedzieć – jest życie i jest... śmierć... Odpowiedział, że ukrywali w domu kobietę żydowskiego pochodzenia, bo była zagrożona. Ale tata nie podał jej danych, nawet imienia. Zobaczył wyraźnie, że Skosowski zamyślił się, zagryzł wargi, zadumał się i po chwili odszedł. Po tej rozmowie wciąż przynosił tacie czasem kawałek chleba i konserwę. Tatę ciągle dziwiło, dlaczego jest tak wyróżniany.
Zanim Kampania wkroczyła do Berlina, zatrzymała się w Oranienburgu, a następnie wycofała się w okolice miasteczka Petershagen. Żołnierze zakwaterowali się w tamtejszym lesie. Tata był wtedy w 16stym Pułku Artylerii. W pobliżu zatrzymał się 15sty Pułk Artylerii, w którym walczył wuj taty - Władysław Monasterski. Pochodził ze wsi Michałówka, 2 km od Kudryniec. Wuj znał Fajbisza Engela, brata Eci. Którejś niedzieli wuj przybył do pułku taty, siedli na jakiejś starej ławce i rozmawiali. W pewnej chwili nadszedł Skosowski i wtedy wuj cicho powiedział tacie wskazując na niego: „Czy Ty Kaziu wiesz, ze to Fajbisz Engel z Kudryniec – brat Eci, którą ukrywaliście?”. Tata bardzo się wtedy zmieszał i odpowiedział wujowi, że chyba się pomylił, bo to jest przecież szef jego pułku i nazywa się Skosowski Franciszek. Na to wuj, że zmienił nazwisko Engel na polskie, bo osoby pochodzenia żydowskiego były prześladowane. Tata zrozumiał wtedy, że to jedzenie, które otrzymywał, miało powiązanie z Ecią, bo to jest jej brat! Po jakimś czasie tata otrzymał od niej list – była już wtedy w Mielnicy. Tata odpisał Eci, że chyba poznał jej brata, że jest w jego kompanii i (jeśli nie mają kontaktu) niech pisze do niego na nazwisko Skosowski.
Któregoś dnia Skosowski spytał tatę uśmiechając się dyskretnie: „Kto to Kaziu był na ławce u Ciebie?” Odpowiedział, że to brat nieżyjącej już mamy, Monasterski z 15stego pułku. Skosowski postał, postał, uśmiechnął się i poszedł. Po powrocie do Polski do Krzeszowic pod Krakowem (dywizja została już wycofana z Niemiec) Skosowski vel Engel został zdemobilizowany do cywila i kontakt z nim urwał się.
W czasach komunistycznych mój tata pisał do Czerwonego Krzyża poszukując Etii i jej śladów. Ale nie po to, by prosić ją o cokolwiek. Był tylko ciekawy czy spełniło się jej życzenie, czy wyjechała do Ameryki. Myślał też o spotkaniu po latach. Odpowiedziano mu, że do odnalezienia Etii potrzebne jest jej zdjęcie. Ale zdjęć nikt wtedy nie jej robił, bo to trzeba byłoby wołać fotografa z miasta, a to byłoby niebezpieczne. Od Czerwonego Krzyża tata dowiedział się jedynie, że brat Etii zmarł w 1958 r., prawdopodobnie w Dusznikach Zdroju. Ojciec wysłał też pismo do Centrali Żydowskiej w Warszawie załączając list do Eci. List wysłał z Namysłowa. Odpisano mu, że jej adres jest nieznany – ani na teranie Polski, ani Związku Radzieckiego.





