Przed wybuchem wojny Władysław i Maria Krystyna Dydynowie mieszkali we wsi Zawadówka (powiat Podhajce, województwo tarnopolskie), gdzie prowadzili gospodarstwo rolne. Rodzina Dydynów była liczna, w jednym domu mieszkała także matka Marii – Tekla Sobotkiewicz (1872–1966) – oraz sześcioro ich dzieci: Bronisław (ur. 1924), Longin (ur. 1933), Piotr (ur. 1935) i Stanisław (ur. 1942) oraz Stanisława (później Soszka, ur. 1926) i Anna Paulina (później Król, ur. 1931).
W październiku 1942 r. na terenie ich gospodarstwa ukryło się kilkoro Żydów – trzy kobiety nazwiskiem Klein: Chawa, Binka i Alfreda oraz dzieci Chawy: Bracha, Hersz i Chaim. Mąż Chawy został zamordowany podczas akcji w Monasterzyskach, a ona z dziećmi znalazła się w Buczaczu. Grupa uciekła najprawdopodobniej właśnie stamtąd. 17 października w Buczaczu miała miejsce akcja, w której 1600 Żydów zostało wysłanych do obozu zagłady w Bełżcu.
Wedle relacji Longina Dydyny, spisanej w 1992 r., kobiety z dziećmi znalazły schronienie w suszarni tytoniu w sadzie należącym do Dydynów. Maria Dydyna odkryła ich obecność dopiero po trzech dniach: „Poszła do sadu po suszącą się bieliznę i ukrywający się Żydzi zawołali ją, prosili aby dała im coś zjeść i coś do ubrania, bo byli po prostu nadzy i bosi”. Dydyna przyniosła im ubrania i jedzenie. Następnego dnia okazało się, że Żydzi nie odeszli: „Bardzo prosili i płakali, aby przechowała ich przez jakiś czas, a jak nie chce to niech ich zaraz wyda Niemcom. Matce zrobiło się ich bardzo żal (przede wszystkim dzieci) i bez wiedzy ojca ukryła wszystkich w stodole, na czas przygotowania jakiejś bezpiecznej kryjówki”. Kiedy Maria opowiedziała o ukrywanych Żydach mężowi i pozostałym członkom rodziny, „początkowo wszyscy bardzo się przestraszyli, bo wiadomo, że za taki postępek groziła śmierć całej rodzinie i Żydom, oraz spalenie całego domostwa”. O ukrywanych do końca wojny nie wiedział mieszkający w tym samym domu wuj z rodziną.
Władysław Dydyna przygotował kryjówkę w oborze, zabraniając ukrywanym wychodzenia „i powiedział, że jak zginiemy, to wszyscy razem”. Żydzi wchodzili do komory na zboże przez strop w stajni. Dydyna wstawił tam drewniane piętrowe prycze. Nocą ukrywający się mogli zejść do stajni po drabinie wciąganej do góry, by umyć, ogrzać się i wyprostować.
Maria gotowała ziemniaki dla ukrywanych. Dzieci Dydynów uczestniczyły w ich dostarczaniu i wynoszeniu nieczystości z kryjówki. W oborze nadal trzymano konie i bydło. Zimą Maria grzała w piecu cegły, które owijano w szmaty i przekazywano Żydom, by mogli się choć trochę ogrzać.
Wedle relacji Longina, po kilku tygodniach Binka i Alfreda Klein opuściły kryjówkę. Po jakimś czasie Binka wróciła sama „mówiąc, że siostrę zabili Niemcy w Podhajcach”.
Kilka dni później w domu Dydynów odbyła się rewizja przeprowadzona przez Niemców i Ukraińców. Władysław był akurat w młynie. Nie znaleziono ukrywanych Żydów, ale próbowano następnie – wedle relacji Longina – „przekupić młodsze rodzeństwo czekoladą, aby dzieci ich wydały, [a] gdy nie odniosło to skutku, Niemcy kazali się ubierać dzieciom strasząc, że zabierają nas zamiast Żydów”. Dzieci zachowały zimną krew i Niemcy opuścili gospodarstwo Dydynów. Od tego czasu jednak rodzina znalazła się pod stałą obserwacją prowadzoną „przez ukraińskich mieszkańców, ukraińską milicję i Niemców”. Dzieci musiały przestać zapraszać inne dzieci do zabawy na podwórku.
Wiosną 1944 r., wraz z pierwszym wejściem armii radzieckiej, Binka Klein opuściła kryjówkę i odeszła razem z wojskiem. Chana z dziećmi została u Dydynów. Do wsi wrócili Niemcy, a w domu Dydynów zakwaterowano niemieckich żołnierzy. „W komorze, gdzie był schron, urządzono zbrojownię. Bardzo baliśmy się, że Niemcy odkryją ukrywających się ludzi, bo byli oni oddzieleni tylko cienką otynkowaną ścianką i choćby przy wbijaniu w nią gwoździa, wszystko mogło się wydać”, wspomina Longin. Pod pozorem zabawy dzieci przekazywały do kryjówki przygotowaną przez Marię żywność: „Znakiem umownym otwarcia władu do schronu, było trzykrotne stuknięcie w sufit”.
We wrześniu 1944 r. Dydynowie pozostawili Żydom zapasy żywności i opuścili dom. Gdy wrócili, schron był pusty. Po wojnie Dydynowie zamieszkali w Różance, w Kotlinie Kłodzkiej, a rodzina Kleinów osiedliła się początkowo w Gliwicach, a następnie wyjechała do Izraela. Maria Dydyna utrzymywała przez pewien czas kontakt listowny z Kleinami.
W 1991 r. Maria Dydyna wraz z jednym z synów odwiedziła rodzinny dom, zastała kryjówkę, w której przechowywała Żydów, nietkniętą.
W 1994 Instytut Yad Vashem nadał Marii Krystynie i Władysławowi Dydynom tytuły Sprawiedliwych wśród Narodów Świata.





