Tadeusz Grzesiak napisał we wspomnieniach: „Ponieważ w latach 1933-1935 byłem więziony za działalność komunistyczną, zdawałem sobie sprawę, że gdy przyjdą Niemcy, to ukraińscy nacjonaliści wydadzą mnie i bez sądu zostanę rozstrzelany. Postanowiłem zmienić miejsce zamieszkania.
„Byłem kowalem i to dawało szansę przeżycia, chociaż samemu byłoby mi łatwiej niż z rodziną i obciążeniami narodowościowymi Nechume i jej półtorarocznym dzieckiem. Uważałem jednak, że jako człowiek zwalczający antysemityzm, mam obowiązek uratować przynajmniej dwoje zagrożonych ludzi”.
Nechume Szwarcblat i jej córkę Wandę urodzoną w 1939 r. Grzesiak znał z sąsiedztwa. Ojciec Nechume był kantorem w synagodze. Gdy uciekał z Kryczylska na Wołyniu (okolice Sarn), Tadeusz zaproponował Nechume, że zabierze ją i dziecko. Zgodziła się. Występowała odtąd jako Zofia Grzesiak. Tak zostało do śmierci obojga.
Mówi córka Wanda: „To było znakomite małżeństwo. Rodzina bardzo prawych ludzi. Mogę czuć się tylko szczęśliwa, że rodzinę mi się przydarzyło mieć wspaniałą”.
W maju 1943 r. Grzesiaków, którzy przebywali w Sarnach, Niemcy zesłali do obozu pracy na terenie Austrii. O poświęceniu na jakie gotów był Tadeusz opowiada jego przybrana córka:
„Jest moment, kiedy ja mam bardzo wysoką temperaturę, kiedy właściwie nie ma żadnej opieki. Matka nie może się mną zaopiekować, bo musi iść do pracy. Wobec powyższego, co robi ojciec? Ucina sobie palec. Człowiek, który nie jest moim ojcem!“
Rodzina przeżyła obóz. Po wojnie Zofia i Tadeusz oficjalnie się pobrali. Ich losy i miłość Zofia Grzesiak opisała w pamietniku „Między Horyniem a Słuczą“. W związku z wydaniem książki w 1992 r. odwiedzili ją w mieszkaniu premier Tadeusz Mazowiecki i Małgorzata Niezabitowska, rzecznik rządu.
Wanda Lotter o Tadeuszu Grzesiaku mówi: „Pozostał mi najlepszym ojcem".





