Carl Lutz (1895–1975). Nieznany Szwajcar, który ocalił tysiące ludzi

W Walzenhausen, rozłożonej na malowniczym wzniesieniu miejscowości w kantonie Appenzell, niewiele osób zna Carla Lutza. Lutz? Nie znam. A mieszka gdzieś tutaj? – pytaniem na pytanie odpowiada młoda mieszkanka wsi. Aż niewiarygodne, żeby człowiek, który uratował od śmierci ponad pięćdziesiąt tysięcy Żydów, był tak mało znany.

Jakby nie było wojny

Pośród szalejącego hitlerowskiego terroru Budapeszt jawił się jako oaza spokoju. Życie w mieście toczyło się normalnie: prądu i gazu było pod dostatkiem, na sklepowych półkach leżało prawdziwe masło i białe pieczywo, restauracje i nocne kluby tętniły życiem. Nawet licząca prawie dwieście tysięcy osób społeczność żydowska mogła czuć się tu względnie bezpiecznie.

Nic dziwnego, skoro Węgry były w czasie II wojny światowej najlepszym sojusznikiem Niemiec. Hitler pozyskał ich poparcie, obdarowując częścią rumuńskiego Siedmiogrodu i Jugosławii. Dla podupadłego po traktacie w Trianon państwa (członkowie Ententy pozbawili wówczas Węgry jednej trzeciej części terytorium), taki prezent był ważną kartą przetargową.

Sytuacja na Węgrzech zmieniła się drastycznie w 1944 roku.

Strzałokrzyżowcy dochodzą do władzy

Kiedy stało się jasne, że hitlerowskie Niemcy nie wyjdą zwycięsko z rozpętanej przez siebie wojny, węgierski rząd rozpoczął negocjacje z aliantami. Rozwścieczony tym faktem Hitler wydał rozkaz zajęcia Węgier i 19 marca niemieckie wojska, wśród nich oddziały Waffen SS, wkroczyły do Budapesztu. Opanowana przez żołnierzy budapeszteńska stacja radiowa ogłosiła powstanie nowego, prohitlerowskiego rządu, na czele którego stanął regent Miklos Horthy.

Dla węgierskich Żydów oznaczało to koniec bezpiecznego życia. Sytuacja pogorszyła się jeszcze bardziej, kiedy w październiku Horthy ogłosił zawieszenie broni i wycofanie się Węgier z wojny po stronie Niemiec. Wówczas, dzięki wsparciu Hitlera, władzę w kraju przejęli „strzałokrzyżowcy” – działające na Węgrzech faszystowskie, skrajnie antysemickie ugrupowanie, które za symbol miało dwie skrzyżowane strzały.

Żydzi mieszkali wówczas w domach oznaczonych żółtą gwiazdą. Masowo wywożono ich do obozów koncentracyjnych, pędzono w „marszach śmierci”. Żeby przyspieszyć eksterminację, strzałokrzyżowcy rozstrzeliwali ich na brzegu Dunaju i wrzucali do wody. Dzisiaj przypomina o tym poruszający pomnik: kamienne buty rozstrzelanych, stojące na nabrzeżu rzeki.

Pomoc dyplomatów

Niektórzy przedstawiciele neutralnych państw, mających swoje placówki w stolicy Węgier, nie potrafili bezczynnie patrzeć na krzywdę żydowskiej ludności. Najbardziej znany to Szwed Raoul Wallenberg, zamordowany późnej przez stalinowców. Niewiele osób słyszało natomiast o Carlu Lutzu, urodzonym w Walzenhausen wicekonsulu Szwajcarii. Jako wysłannik neutralnego państwa reprezentował w Budapeszcie kraje, które zamknęły tu swoje ambasady: Wielką Brytanię i Stany Zjednoczone.

Początkowo, dzięki jego inicjatywie, Szwajcaria objęła ochroną dyplomatyczną prawie osiem tysięcy osób. Lutz oficjalnie poinformował o tym Adolfa Eichmanna, głównego koordynatora „ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej”. Ten zaproponował mu układ: kilka tysięcy Żydów może opuścić Węgry pod warunkiem, że Lutz zakończy wydawanie ochronnych dokumentów. Aby zyskać więcej czasu, Szwajcar zwlekał z odpowiedzią. Konsulat zaczął wydawać dokumenty z powtarzającymi się numerami. Potem wystawiane były nie na indywidualne osoby, ale na całe rodziny. W sumie Lutz i jego współpracownicy wystawili tysiące certyfikatów imigracyjnych do Palestyny, zbiorowych paszportów, wiz, dokumentów poświadczające ochronę dyplomatyczną.

Sposobem ochrony ludności żydowskiej na miejscu, w Budapeszcie, było tworzenie tzw. domów chronionych. Budynki te obejmował immunitet dyplomatyczny neutralnych państw. Lutz stworzył siedemdziesiąt sześć takich placówek. Najbardziej znanym był „szklany dom”, który przed wojną należał do żydowskiej rodziny Weissów – producentów szkła. Odebrany im przez nazistów, przez długi czas stał pusty i niszczał. Przejęła go w końcu ambasada Szwajcarii i utworzyła tu wydział imigracyjny. W 1944 roku na niewielkiej powierzchni „szklanego domu” przebywało nawet do trzech tysięcy Żydów. Mimo wielkiego stłoczenia i ekstremalnie trudnych warunków sanitarnych byli doskonale zorganizowani.

Dokładna liczba ocalonych przez Lutza i jego współpracowników nie jest znana – historycy oceniają, że dzięki działaniom Szwajcarów śmierci uniknęło ponad pięćdziesiąt tysięcy osób żydowskiego pochodzenia.

Lubił sprawiać radość innym...

...mówi o Carlu Lutzu Agnes Hirschi, jego przybrana córka. Kiedy Hitler zajął Węgry, miała sześć lat. Urodziła się w Londynie, jednak tuż po jej narodzinach rodzice, węgierscy Żydzi, wrócili do Budapesztu. Kiedy Niemcy zajęli Węgry, moi rodzice zorientowali się, że robi się dla nas niebezpiecznie – wspomina Agnes Hirschi. W maju 1944 roku matka Agnes, Magda Grausz, zwróciła się o pomoc do szwajcarskiego konsulatu i Carl Lutz zaproponował jej posadę gospodyni domowej w swoim domu. Obie zamieszkały w małym mieszkaniu w rezydencji Lutza w Budzie i dzięki temu uniknęły deportacji do obozu koncentracyjnego. Kilka lat po wojnie Lutz i Magda wzięli ślub i zamieszkali w Szwajcarii. Agnes całkowicie zintegrowała się z nową ojczyzną. Do emerytury pracowała jako dziennikarka.

Mój ojczym był bardzo miłym, trochę introwertycznym człowiekiem. Lubił dookoła siebie harmonię i szczęście. Nie był typem bohatera, nie był przeznaczony do robienia wielkich rzeczy. Po prostu kiedy widział cierpienie Żydów, czuł, że musi coś z tym zrobić

 mówi Agnes Hirschi.

Kiedyś powiedział jej, że jako metodysta nie mógł postąpić inaczej. Zainspirowana działaniami ojczyma Agnes Hirschi wspólnie z profesor Charlotte Schallie z kanadyjskiego University of Victoria opracowały wydaną w ubiegłym roku w języku angielskim książkę Under Swiss protection. Obszerna publikacja zawiera rozmowy z ocalonymi przez Carla Lutza.

Gorzki powrót

Trwające kilka tygodni radzieckie oblężenie Budapesztu Lutz przeżył w piwnicy jednego z budynków należących do legacji brytyjskiej.

Kiedy wrócił do ojczyzny, spotkał się z obojętnością. Podobno jedyne pytanie, jakie zadano mu przy wjeździe do Szwajcarii, brzmiało: „Czy ma pan coś do oclenia?”. Podobno nie podobało się też jego „działanie bez przyzwolenia zwierzchników i przekroczenie swoich kompetencji”.

Dlaczego Szwajcaria tak nie doceniała humanitarnej postawy Lutza? Jeden z politycznych powodów jest taki, że jako neutralne państwo nie chciała eksponować działań swoich przedstawicieli, które świadczyły o opowiedzeniu się po jakiejś stronie. Poza tym, podczas kiedy wicekonsul Lutz bezpiecznie opuścił Budapeszt, konsul Szwajcarii został aresztowany przez Rosjan i helwecki rząd koncentrował się wówczas na jego ocaleniu. [...]

Ocaleni pamiętają, w Szwajcarii sobie przypomniano

W 1965 roku Carl Lutz jako pierwszy Szwajcar otrzymał tytuł Sprawiedliwego wśród Narodów Świata. Przed ambasadą USA w Budapeszcie ma swoją tablicę pamiątkową. W 1999 roku szwajcarska poczta wydała znaczek z jego wizerunkiem. Imię Lutza nosi jedna z uliczek w Bernie.

W lutym tego roku, w 43. rocznicę śmierci dyplomaty, nazwano jego imieniem salę konferencyjną w Pałacu Federalnym w Bernie, w zachodnim skrzydle mieszczącym Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Na umieszczonej na ścianie skromnej srebrnej tabliczce można przeczytać: „Pokój ten jest poświęcony wszystkim współpracownikom departamentu, którzy jak Carl Lutz, Harald Feller, Gertrud Lutz-Fankhauser, Ernst Vonrufs i Peter Zurcher w latach 1944–1945 w Budapeszcie wykazali się wiekim humanizmem, będącym dzisiaj dla nas inspiracją”.

Francois Wisard z departamentu historii w MSZ, autor publikacji Szwajcarski Sprawiedliwy, podkreśla zespołowe działanie Lutza i jego współpracowników.

Carl Lutz był głównym inicjatorem akcji ratowania Żydów, ale przecież pomagali mu inni pracownicy szwajcarskiego konsulatu w Budapeszcie

wyjaśnia Wisard.

Działania Lutza i jego zespołu uważane są za największą cywilną operację ratunkową II wojny światowej. Sam Lutz w 1970 roku w liście do znajomych z Budapesztu napisał:

„Przykro mi, że nie mogłem ocalić większej liczby ludzkich istnień, ale negocjacje z Eichmannem były najniebezpieczniejszym i najtrudniejszym zadaniem w moim życiu”. 

 Urszula Król, maj 2019


 

Bibliografia:

Tadeusz Kopyś, Polityka zagraniczna Węgier w latach 1867-1945, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego 2018

Ignac Romsics, Historia Węgier, wyd. Media Rodzina 2018

Under Swiss Protection. Jewish Eyewitness Accounts from Wartime Budapest, red. Agnes Hirschi, Charlotte Schallie, wyd. ibidem Press 2017

Francois Wisard, Les Justes Suisses, wyd. Cicad 2008