Rodzina Tolaków

powiększ mapę

Audio

6 audio

Wywiad z Marią Sankowską

Sklep

„Rzekomo dla mojego bezpieczeństwa sąsiadka nasza, już folksdojczka, zaproponowała babci, żeby dała mnie do jej sklepu, rzeźniczego, że tam będę bezpieczna, no i tak zrobiła, byłam w tym sklepie, pracowałam jako kasjerka”.

„Ninkę właściwie poznałam w drugim sklepie »tylko dla Niemców«, w spożywczym (…), tak się złożyło, że tuż po odejściu z tego pierwszego sklepu tam przyszła Ninka moja, no, nie pracowała tam długo i za mną przyszła kolejno do tego sklepu spożywczego”.

„Pamiętam, że to była sobota, był bardzo duży ruch. Pełny, duży, pełniusieńki sklep klientów, tak że ja nie miałam nawet okazji wejść do magazynu, w którym była Ninka - Danusia wtedy, oczywiście. (…) Kiedy już wieczorem skończył się, sklep już został zamknięty, ja weszłam do magazynu, ubrać się po prostu, a tam siedzi dziewczynka i płacze”.

„Zapytałam się: »Czego ty płaczesz?« A ona mi powiedziała: »Bo ja nie mam domu, nie mam gdzie iść«. No to wie pani, to mnie już wystarczyło, serce mi się otworzyło, zrobiłam się już dorosła od razu tak. (…) Kazałam się ubrać, przestać płakać przede wszystkim, ubrać się i pójdziemy razem, no i tak się to zaczęło (…). »Ja będę u babci, a ty będziesz u cioci, Katarzyny Tolak«. (…) tak się zaczęło nasze wspólne życie”.

„Uchowałyśmy się, ja myślę, że (…) trochę może dzięki temu, że tak my nigdzie nie chodziłyśmy, nigdzie nie bywałyśmy. Latem jeździłyśmy do Raszyna, a sklep ten był na Czerniakowskiej. Latem jeździłyśmy do Raszyna, no bo była możliwość, a już jesienią i zimą to było niemożliwe, bo była godzina policyjna, więc musiałyśmy mieszkać w Warszawie”.

„Szukaniem mieszkania, pokoju zawsze już ja się tym zajmowałam, (…) ja mogłam je tylko szukać u folksdojczów, którzy do sklepu przychodzili tegoż, no i wie pani, zawsze ten pokój jakoś znalazłam, no, ale tam mieszkałyśmy miesiąc, dwa, to już dobrze, no bo wtedy, wie pani, wtedy ktoś się dopatrzył. Jedna twierdziła otwarcie, że pani koleżanka jest Żydówką”.

„Nie, ja to w ogóle nie widziałam w niej Żydówki, ale oczywiście, (…) ludzie mówili, że podobna, tak. Otwarcie miałyśmy takie u jednej rodziny, taki pokój, gdzie otwarcie powiedziała właścicielka, że pani koleżanka jest Żydówką, (…) ale to już było przed końcem właściwie okupacji i (…) wtedy, no, ona nie wymówiła nam pokoju, ponieważ mnie wykorzystywała, bo ja byłam w tzw. ausgabe przy wydawaniu towarów (…). Miała korzyści, dlatego nas trzymała, ale dobrze, że nie oskarżyła”.

Powstanie

„Powstanie wybuchło wieczorem tak jakoś… Właściciele tego sklepu spożywczego, oni już uciekli wcześniej, a nam pozwolili, polecili, że co chcemy z tego sklepu wziąć towaru, to żebyśmy zabrały dla siebie”.

„Przyjechał wujek wozem konnym, no i zabrał nas, to, co mieliśmy, zabrał, no mieliśmy też w tym wypadku dużo szczęścia, bo (…) mijając Warszawę, już był posterunek i zaczęli krzyczeć na wujka, żeby skręcał w bok, (…) ale w pewnym momencie Niemiec, jak wujek się zastanawiał, to Niemiec wystrzelił. (…), okazało się, że wtedy Niemiec trafił Ninkę w nogę”.

„Jak uciekłyśmy z Warszawy, wie pani, to ja poszłam do gminy naszej, dlatego że wyszukiwali warszawiaków (…) , więc ja pobiegłam do naszej gminy zameldować, żeby zameldowali, żeby wpisali gdzieś tam, żeby wpisali w księgi Ninkę, że ona jest tam urodzona w Raszynie (…), załatwiłam to za gęś, bo faktycznie kupiłam gęś i zaniosłam”.

„Ninka miała dowód na swoje nazwisko - Gierczak. (…) musiała mieć kogoś, kto jej już wcześniej wystarał się o ten dowód”.

„(…) ktoś krzyknął chyba powiedział, że Niemcy wyszukują, wybierają warszawiaków z Powstania (…). Najbardziej się bałam o swojego wujka, młodszego, który, proszę panią, miał bardzo ciężką astmę, no ja sobie nie miałam pojęcia, co to jest obóz, ale sobie wyobrażałam jednak, co to jest, że chciałam lecieć do lekarza znajomego, żeby dla tegoż wujka zaświadczenie dał, że on jest tak ciężko chory”.

„Tylko wyszłam, przekroczyłam furtkę od ogrodu, a już z daleka Niemiec: »Halt, halt«. Zatrzymał mnie, nie miałam możliwości cofnięcia się, żeby kogoś tam ubezpieczyć, powiadomić, ale to nie było możliwości i tak by to nic nie dało, bo nie było już gdzie się ukryć, no i musiałam stać i czekać na tego Niemca, no i wprowadził, czy ja jego, czy on raczej mnie do domu”.

Roboty

„(…) zabrali nas. Ninki nie wziął ten Niemiec, wziął tylko mnie i tego schorowanego wujka. I pani sobie wyobrazi jaki szok był z mojej strony, ja się zaczęłam, no, Niemiec kazał się ubierać i to, a moja Ninka mówi: »Ja idę z tobą, ja tu nie zostanę«. (…) Nie miałam możliwości bronić jej, żeby nie zwrócili uwagi, jak ona sama faktycznie chciała iść”.

„No i do takiego punktu zbornego nas zabrali w Raszynie jeszcze i, proszę panią, w tym punkcie zbornym ja tylko broniłam, tak chciałam wyreklamować tego wujka swojego, chorego, co mi się zresztą udało”.

„Transport miał iść do Niemiec, mieliśmy jechać do Niemiec. Przysłali księży do spowiedzi, udostępnili ludziom spowiedź, komunię… (…) Ja sobie myślę, no nie, nie mogę wziąć Ninki do spowiedzi, bo na tą okoliczność nie było, myśmy chodziły do kościoła, pacierz umiała, no ale na tą okoliczność to niestety nie była przygotowana, tak że myślę sobie, no nie mogę jej puścić do księdza do spowiedzi. (…) Tak że… ale do komunii poszłyśmy obydwie”.

„Później (…) poszłam do spowiedzi i powiedziałam, że doprowadziłam Żydówkę do komunii, no nie zganił mnie, pochwalił, że w obronie życia robiłaś to”.

„Z tych warsztatów z tegoż obozu wywieźli nas... (…) w Polsce. Tam budowaliśmy, proszę panią, tory dla kolejki wąskotorowej (…). Dwa miesiące. (…) zaświtała mi myśl uciec stamtąd”.

Ucieczka

„Gospodyni, u której tam leżałyśmy na tych barłogach, proszę panią, jakoś ja się z nią skontaktowałam i ona miała syna takiego kilkunastoletniego, nie wiem, może miał 18 lat, może 17 (…), że ten chłopiec, że postanowiłam, że uciekniemy i ten chłopiec nas przeprowadzi do drogi głównej, tam gdzie będziemy mogły już rzekomo bezpieczne (…). No, tak się złożyło, że akurat na wigilię przyszłyśmy do babci”.

„Starałam się jak najmniej wiedzieć o jej rodzinie. (…) później się wydało, że o Nince przynajmniej mama wiedziała, gdzie jest Ninka i że jest pod moją opieką (…). A jej mama była wywieziona, tzn. ukrywała się na Mazurach dzisiejszych, na Prusach Wschodnich…”.

Po wojnie

„Jak zobaczyłam mamę, dopiero się przeraziłam. Zmarnowana, brudna, ona się ukrywała gdzieś tam po piwnicach, po jakiś dołach, tak że to widziałam dopiero tą twarz, wie pani, taką semicką, tak? No, ale szczęśliwie, wie pani, oddałam ją w ręce mamy, zdrową, całą. (…) brata miała i sąsiad zadenuncjował”.

„Najbardziej dla mnie ważne to, tak jak pisałam kiedyś, najpierw ja znalazłam ją poniekąd, a później Ninka mnie znalazła. To dla mnie było całym szczęściem, zadowoleniem, że ona nie zapomniała o mnie. Wyjechała zaraz po wojnie (…), spotkały jakiegoś wujka, jakiegoś kogoś, który zabrał je do Kanady. Mąż zwrócił się do przyjaciela naszego wspólnego (…). I on mnie namówił, on mnie namówił do tego, żeby to zgłosić, bo ja nie chciałam w ogóle słuchać, nigdy nie uważałam, że zrobiłam coś nadzwyczajnego, no mój Boże, trafiła się dziewczynka pod moją opieką, no to jak umiałam, tak się opiekowałam”.

Historie pomocy w okolicy

Więcej

Bibliografia

  • Czyżewska Małgorzata, Wywiad z Marią Sankowską, Szczecin 16.07.2010