„Zadbałem o jego duszę, zatroszcz się o jego ciało”

W 1939 r. w Słonimie, obecnie na terytorium Białorusi, mieszkało około 28 tysięcy osób – 20 tysięcy Żydów oraz Polacy i Białorusini. W 1907 r. w mieście założono klasztor Zgromadzenia Sióstr Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Marii Panny. W sierpniu 1939 r. jego przełożoną została siostra Marta Wołowska. Funkcję lekarza dyżurnego w działającym przy klasztorze szpitalu pełniła siostra Ewa Noiszewska.

Siostra Marta od Jezusa

Kazimiera Wołowska urodziła się w Lublinie 12 października 1879 r. w rodzinie ziemiańsko–inteligenckiej. Jej ojciec Józef pracował w sądzie, był działaczem społecznym. Matka zmarła, gdy Kazimiera miała trzynaście lat. Dziewczynka otrzymała prywatne wykształcenie. Religii uczył jej znany teolog – rektor seminarium duchownego ks. Antoni Noiszewski. Dom Wołowskich, z racji współpracy z miejscowym kościołem, zyskał miano „Lubelskiego Watykanu”. Kazimiera wstąpiła do zakonu Zgromadzenia Sióstr Niepokalanego Poczęcia w 1900 r. i przybrała imię siostry Marii Marty od Jezusa.

Siostra Ewa od Opatrzności

Bogumiła Noiszewska urodziła się 11 lub 24 czerwca 1885 r. w Osaniszkach, guberni wileńskiej, jako najstarsze z jedenaściorga dzieci Marii z Andruszkiewiczów i Kazimierza Noiszewskiego, okulisty. Dziadków ze strony matki i ojca zesłano w głąb Rosji za udział w powstaniu styczniowym. Dzieciństwo i pierwsze lata młodości Bogumiła spędziła w okolicach Dyneburga (dziś Łotwa), a potem w Tule (Rosja). Ukończyła studia medyczne w Petersburgu. W czasie I wojny światowej leczyła w lazaretach i szpitalach. W 1919 r. wstąpiła do Zgromadzenia Sióstr Niepokalanego Poczęcia i przyjęła imię siostry Marii Ewy od Opatrzności. Nauczała w gimnazjach w Jazłowcu i Słonimie oraz pracowała jako lekarz szkolny i zakonny.

Okupacja radziecka

Po wybuchu II wojny światowej Słonim znalazł się w strefie wpływów Związku Radzieckiego. Siostry zmuszono do opuszczenia klasztoru, zamieszkały u zaprzyjaźnionych rodzin, a budynek przeznaczono na szpital dziecięcy. Zakazano noszenia habitów. Kilka sióstr zostało w szpitalu, pracując jako praczki czy salowe.

Okupacja niemiecka

24 czerwca 1941 r. miasteczko zajęli Niemcy. Rozpoczęli brutalne prześladowania Żydów. Zamknęli ich w getcie, żądając ogromnych kontrybucji. Mężczyzn wyznaczyli do robót przymusowych, a w lipcu 1941 r. około 1200 Żydów rozstrzelali na przedmieściach Słonimia, na uroczysku w pobliżu wsi Pietralewicze. W listopadzie zamordowali kolejnych 8000 tysięcy żydowskich mężczyzn, kobiet i dzieci. Ci, którzy pozostali w getcie, podjęli w końcu czerwca 1942 r. próbę zbrojnego oporu. Niemcy podpalili dzielnicę zamkniętą, a ukrywających się wymordowali w trwających dwa tygodnie krwawych obławach. Tuż przed początkiem akcji likwidacyjnej, kilkuset młodych ludzi przedostało się do okolicznych lasów, gdzie utworzyli oddziały partyzanckie. Ostatnia pozostawiona przez Niemców w Słonimie grupa Żydów, których zmuszono do grzebania zamordowanych i oczyszczenia terenu byłego getta, zginęła we wrześniu 1942 roku.

Działalność sióstr w czasie wojny

Z chwilą wybuchu wojny siostra Marta otworzyła słonimski klasztor dla uciekinierów; zorganizowała tajne nauczanie, pomoc dla głodujących, zwłaszcza dla rodzin uwięzionych i pomordowanych. Pracowała w ogrodach miejskich i przy kopaniu ziemniaków.

W kwietniu 1940 r. władze radzieckie usunęły siostrę Ewę ze szpitala jako podejrzaną o nielegalną działalność. W obawie przed wywózką na Sybir lub do Kazachstanu, siostra opuściła Słonim. Wróciła w 1941 r., po zajęciu miasta przez Niemców. Leczyła prywatnie, we wrześniu została nowym dyrektorem słonimskiej polikliniki. W porozumieniu z s. Martą ukrywała w klasztorze żydowskie dzieci, czasem całe rodziny. Zapewniała lekarstwa i wypisywała recepty dla Żydów. Za jej wiedzą jedna z lekarek, dr Orlińska, kiedy jej mąż dołączył do partyzantów, przemycała dla nich z polikliniki lekarstwa.

Siostry współpracowały z księdzem Adamem Sztarkiem, jezuitą z parafii w Albertynie odległym o 6 km od Słonimia, kapelanem klasztoru Niepokalanek. Ksiądz Sztark ukrywał Żydów na terenie parafii i w prywatnych domach. Razem z parafianami oddał złoty krzyżyk, składając się na podatek wyznaczony przez Niemców Żydom.

Siostry niosły ratunek mimo ostrzeżeń niemieckiego księdza, że klasztor jest pod obserwacją i że składane są na nie donosy. Siostra Marta śledzona, przesłuchiwana przez gestapo, nie wstrzymała działań pomocowych. Żydzi ukrywali się na strychu, w oranżerii i w oborze.

Ratowani

Jakub i Helena Gliksonowie znaleźli pracę w słonimskiej poliklinice po ucieczce przed Niemcami z Warszawy. On był bakteriologiem, ona farmakolożką, kształcili się na Uniwersytecie Warszawskim. Jakuba ściągnął na wschód jego brat Józef, aktor teatru jidyszowego. Józef z żoną Cyporą, również aktorką, dostali angaż w teatrze jidysz w Wilnie.

W czerwcu 1941 r. Helena Glikson była w siódmym miesiącu ciąży. Józef z Cyporą uciekli przed Niemcami do Uzbekistanu. W połowie sierpnia Helena urodziła synka – Jerzego. Poród w poliklinice odbierał dr Henryk Kagan. Rodzice nie obrzezali chłopca.

Gliksonowie wstąpili do partyzantki. Zginęli prawdopodobnie w 1942 r., w niemieckiej obławie. Ich synek, przez poliklinikę, trafił do ochronki w klasztorze, gdzie spędził rok. Następnie ksiądz Sztark umieścił go w rodzinie prowadzącej szkółkę leśną na obrzeżach Słonimia. Według zapisów sióstr Niepokalanek pojawił się u państwa Mikuczynów zimą, spod płaszcza wyjął dziecko i wręczył je pani Mikuczyn, mówiąc: „Zadbałem o jego duszę, zatroszcz się o jego ciało”.

Również dr Henryk Kagan, który odbierał poród Heleny Glikson, oddał pod opiekę sióstr swojego syna, a sam wstąpił do partyzantki. W klasztorze znajdowała się również inna rodzina o nazwisku Kagan – dwoje dentystów z dziewięcioletnią córeczką, dla której ksiądz Sztark przygotował fałszywe metryki chrztu.

Aresztowanie i śmierć

18 grudnia 1942 r. gestapo aresztowało księdza Sztarka w jego parafii w Albertynie. Zabrali  go do Słonimia. Około godziny jedenastej wieczorem więzień został dowieziony do klasztoru, gdzie  niemieccy oficerowie zażądali widzenia z s. Martą.  Jedna z zakonnic powstrzymywała oficera udając, że nie rozumie języka niemieckiego. Wszedł on jednak do celi s. Marty i zmusił, by się ubrała. Siostra Ewa właśnie wróciła z polikliniki. Oświadczyła Niemcom, że chciałaby towarzyszyć s. Marcie. Sprawdzili jej tożsamość i odkryli, że nakaz aresztowania także dotyczy także jej. Działalność siostry wyszła na jaw, kiedy przy złapanym Żydzie, Niemcy znaleźli podpisaną przez nią receptę.

Obie siostry i ksiądz Sztark zostali zabrani na posterunek gestapo. Około godziny drugiej w nocy żandarmi niemieccy przeprowadzili kontrolę, domagali się oddania cennych przedmiotów. Według zapisków sióstr, s. Marta poprosiła, aby pozwolono jej zatrzymać krzyż – żandarm wyrwał go z jej ręki, rzucił na ziemię, a siostrę skopał.

Koło piątej rano załadowano aresztowanych na ciężarówki i zawieziono na Górę Pietralewicką, 2 km od Słonimia. Zofia Poczebyt, mieszkanka Słonimia opowiada po latach: „Przed egzekucją ofiarom kazano rozebrać się. Ksiądz Sztark spełnił rozkaz, natomiast siostry się ociągały, krępując się. Wówczas ksiądz […] powiedział: «Pana Jezusa też obnażono» […] siostry posłusznie rozebrały się. Powyższe wiadomości ludzie tutejsi mieli od naocznych świadków, którymi byli miejscowi policjanci, asystujący przy egzekucji”. Razem z nimi było 84 innych osób. W ich liczbie dentyści Kagan z córką.

Do nagich ofiar strzelał pluton egzekucyjny a ich ciała wpadały do przygotowanego wcześniej dołu. Jeden z policjantów, Jan Poważyński, który był obecny przy samej egzekucji opowiadał, że proponowano siostrom ucieczkę. Uważały, że powinny zostać ze skazańcami. Świadkowie egzekucji, którzy odnieśli do klasztoru ubrania sióstr, opowiedzieli o przebiegu zdarzenia.

Jerzy Jerry Glikson – życie w ukryciu i czasy po wojnie

Słonim został wyzwolony spod okupacji niemieckiej w lipcu 1944 roku. Józef Glikson przybył do Słonimia w kwietniu lub maju 1945 roku. W poliklinice odszukał kobietę, która pracowała w laboratorium z jego bratem Jakubem. Przed dołączeniem do partyzantów Jakub i Helena zostawili jej mikroskop i obrączkę ślubną oraz listę kontaktów, gdyby nie wrócili. Opowiedziała o losach ich synka, wiedziała, że został adoptowany przez Mikuczynów.

„Moja pamięć sięga czasów, gdy mając około dwóch lat, mieszkałem na gospodarstwie państwa Mikuczyn i chowałem się na strychu kiedy przychodzili Niemcy”, zapisał po latach Jerry Glickson.

„Nie miałem pojęcia, że jestem Żydem, […] nie miałem pojęcia co to jest  Żyd  i chodziłem  z państwem Mikuczyn przy różnych okazjach do kościoła i modliłem się. […] prawdopodobnie jeździliśmy do parafii w Albertville (Albertynie), gdzie proboszczem był ksiądz Sztark. Pamiętam jak klęczałem i modliłem się przed obrazem Matki Bożej w przedsionku kościoła.

Życie z państwem Mikuczyn było sielanką. Niemcy nie wtrącali się do wieśniaków, pozwalali im uprawiać ziemię i nigdy nie byliśmy głodni.

Pewnego dnia obcy mężczyzna pojawił się w obejściu […]. Dał mi czekoladki i powiedział, że jest moim ojcem. To był mój wujek Józef Glikson, brat mojego rzeczywistego ojca Jakuba, który przetrwał wojnę w Taszkiencie z żoną Cyporą. Byłem przerażony i uciekłem. Moja matka (pani Mikuczyn) powiedziała, że to był Niemiec, więc chowałem się na strychu kiedykolwiek przychodził. Ale z czasem musieliśmy z mamą pójść do miasta, gdzie opieka nade mną została przekazana Józefowi i Cyporze Glikson. Nasza sąsiadka Zofia – niedawno powiedziała nam jak rozdzierającym serce doświadczeniem było to dla mojej matki. Dla mnie było to również wstrząsające. Nie pamiętam rozprawy, ale pamiętam, że po niej musiałem pójść z tym mężczyzną do którego mówiłem pan Glikson, a spaliśmy w domu młodszej kobiety, która składała zeznania na rozprawie. Byłem wstrząśnięty zabraniem od matki i nieprzerwanie płakałem”.

Nowa rodzina Gliksonów przez Moskwę, Taszkient, Warszawę i Sztokholm dotarła w 1948 r. do Ameryki, gdzie osiedli w Nowym Jorku. Chłopiec urodzony w poliklinice jest dziś profesorem radiologii, biochemii i biofizyki na Uniwersytecie Pensylwania. Prowadzi Laboratorium Molekularnego Obrazowania, które zaangażowane jest w badania nad rakiem i chorobami serca.

„Nie wiedziałem o moich prawdziwych rodzicach do osiemnastego roku życia, kiedy musiałem być formalnie adoptowany by otrzymać obywatelstwo Stanów Zjednoczonych. Nie wiedziałem o roli księdza Sztarka ani Sióstr Ewy i Marty w ocaleniu mnie aż do roku 2005, kiedy miałem sześćdziesiąt cztery lata i zdecydowałem się wrócić do Słonimia by odnaleźć moje korzenie. […] Matka [przybrana matka, Cypora Glikson – red.] napisała pamiętniki w 1992 r. na krótko przed śmiercią ojca Józefa [Gliksona, brata Jakuba – red.]. […] Kiedy ojciec umarł, matka popadła w depresję i usiłowała popełnić samobójstwo. Prawdopodobnie nie chciała by pamiętniki były czytane przed jej śmiercią”.

W czasie wizyty w Polsce w 2005 r. Jerry Glikson ofiarował Niepokalankom w Szymanowie pamiątkową tablicę poświęconą tym, którzy zginęli. W środku sześcioramiennej gwiazdy znajduje się hebrajski napis: „Oni poświęcili życie, aby ocalić mnie i innych. Napis jest złoty, bo symbolizuje czyn Ojca Starka i jego parafian, którzy oddali swoje złote krzyżyki, aby pomóc Żydom w zebraniu okupu zażądanego przez Niemców. Cała żydowska społeczność Słonimia została wymordowana. W imieniu zamordowanych składam hołd Marcie, Ewie i ojcu Adamowi”.

Uhonorowania

Ksiądz Sztark otrzymał tytuł Sprawiedliwego wśród Narodów Świata w 2001 roku. Siostry Marta i Ewa zostały beatyfikowane przez Jana Pawła II w grupie 108 męczenników II wojny światowej 13 czerwca 1999 roku. Jerry Glikson podjął starania o nadanie im tytułu Sprawiedliwych wśród Narodów Świata w 2008 roku.