Odezwa „Protest!” Zofii Kossak (1942)

Odezwa „Protest!” Zofii Kossak (1942)

Protest! to dokument świadomości – tekst założycielski dla polskiego myślenia o ratowaniu Żydów. Został rozkolportowany w formie ulotki na ulicach Warszawy w sierpniu 1942 r., w nakładzie 5000 egzemplarzy. Był odpowiedzią na trwające masowe wywózki Żydów z getta warszawskiego do ośrodka zagłady w Treblince. W imieniu podziemnej katolickiej organizacji Front Odrodzenia Polski, jego autorka, Zofia Kossak – pisarka i działaczka społeczna, wzywała do niezgody na eksterminację. Wokół Protestu! trwa spór. Jan Błoński dziwił się, że jest to tekst „bardzo prożydowski […] i zarazem… jaskrawie antysemicki”. 


Antysemickie fragmenty odezwy przywoływane są zwykle po to, żeby z całokształtu postawy autorki wyprowadzić wniosek o polskiej niewinności w związku z zagładą Żydów i zasadniczej różnicy między polskim a niemieckim antysemityzmem. W efekcie obraz polskiej kultury i Polaków pozostaje czysty. Jan Błoński w artykule Polak-katolik i katolik-Polak tak podsumowywał refleksje na temat Zofii Kossak: tradycja chrześcijańska „dopuszczała antysemityzm, ale go zarazem nie tyle kiełzała, ile ograniczała, nie pozwalając na zbrodnię zabójstwa (okaleczenia, ewentualnie rozboju)”. 

Z prowadzonych w ciągu ostatnich dwudziestu lat badań wiemy, że sformułowany przez Błońskiego wniosek stoi w sprzeczności z faktami. Jednocześnie uchodził do niedawna za oczywisty. Wróćmy zatem do Protestu! Kossak, żeby uchwycić moment, w którym wiedza o okupacyjnej rzeczywistości oraz postawach nieżydowskich Polaków wobec ich żydowskich sąsiadów znikają z pola widzenia kultury.

Empatia i nienawiść. O czym jest Protest! Zofii Kossak?

Pierwsza część tekstu opisuje sytuację w getcie warszawskim i przedstawia szczegóły akcji eksterminacyjnej. Kossak poświęca wiele miejsca opisowi żydowskiego cierpienia, chce wstrząsnąć sumieniami, a emocjonalna temperatura wypowiedzi świadczy, że sama także jest wstrząśnięta. Wydarzenia za murem są dla niej czymś strasznym i wyjątkowym. W opisie brak jednak ważnego elementu, który nie mógł ujść uwadze świadka tamtych wydarzeń: nie pojawiają się Polacy i ich zachowania wobec Żydów próbujących ratować się po „aryjskiej stronie”. Odnosimy wrażenie, że zbrodnia dokonuje się w przestrzeni, w której obecni są jedynie Żydzi i Niemcy, a polscy sąsiedzi – wraz z Kossak – przyglądają się temu z pozycji nieuczestniczącego w wydarzeniach obserwatora. 

Emocjonalny i wyraźnie empatyczny opis kontrastuje z wywodem uzasadniającym konieczność sprzeciwu wobec niemieckich zbrodni i mówiącym jednocześnie o Żydach jako wrogach, którzy razem z Niemcami szkalują Polaków przed opinią międzynarodową.

Obie części wydają się pochodzić z nieprzystających do siebie porządków. W drugim akcent pada nie na cierpienie ofiar, ale na polską krzywdę, polski autowizerunek, a przede wszystkim na polską wyższość w stosunku do Żydów. Odpowiedzieć lojalnością na krańcową nielojalność, jaką jest szkalowanie dobrego imienia Polski, może tylko ktoś, kto stawia sobie najwyższe wymagania moralne. Niezgoda na eksterminację staje się w tym kontekście moralnym zwycięstwem w obliczu niczym nieuzasadnionej żydowskiej nienawiści oraz bezpodstawnych, krzywdzących oskarżeń. 

Wyłożone przez Kossak motywy Protestu! zamieniają go w element polskiej autoprezentacji. Współczucie z pierwszej części nie jest już współczuciem wobec ludzi takich jak my, ale wobec wrogów, którzy przez swoją postawę sami usuwają się z kręgu ludzkiej i obywatelskiej solidarności.

Przemilczana wiedza. Czego w odezwie Zofii Kossak nie znajdziemy?

Dysproporcja między dwiema częściami Protestu! budzi podejrzenie, że w wywodzie Kossak brakuje elementu, który uzasadniałby żarliwość sprzeciwu, bo przecież świadomość, z czyim cierpieniem mamy właściwie do czynienia, musiałaby wprowadzać przynajmniej pewien chłód do jego opisu. Warto pamiętać, że w opowiadaniu Kobieta cmentarna Zofia Nałkowska włożyła w usta tytułowej bohaterki sformułowania z Protestu! i sportretowała współczucie, które nie przeszkadza zapiekłej nienawiści.

Idąc śladem emocji, dochodzimy do punktu, w którym przerażeniu losem mordowanych towarzyszy przerażenie możliwymi oskarżeniami, które Kossak pragnęłaby oddalić. W zakończeniu odezwy autorka aluzyjnie wspomina o szczególnie bolesnych dla niej zjawiskach. Chodzi o demoralizację społeczeństwa polskiego: 

„Wiemy również, jak trujący bywa posiew zbrodni. Przymusowe uczestnictwo narodu polskiego w krwawym widowisku spełniającym się na ziemiach polskich może snadnie wyhodować zobojętnienie na krzywdę, sadyzm i ponad wszystko groźne przekonanie, że wolno mordować bliźnich bezkarnie”.

Na ślad zdarzeń, które autorka mogła mieć na myśli, mówiąc o „posiewie zbrodni”, naprowadza jej artykuł Proroctwa się wypełniają opublikowany w maju 1942 r. w miesięczniku „Prawda” wydawanym przez Front Odrodzenia Polski. Czytamy tam:

„Natomiast paląca staje się kwestia demoralizacji i zdziczenia, jakie rzezie żydowskie wprowadzają wśród nas. Nie sami bowiem szaulisi (litewscy), volksdeutsche lub ukraińcy używani są do potwornych egzekucji. W wielu miejscowościach (Kolno, Stawiski, Jagodne, Szumów, Dęblin) w masakrze brała udział na ochotnika miejscowa ludność. Przeciw podobnej hańbie trzeba przeciwdziałać wszelkimi środkami. […] Na razie nikt tej sprawy nie porusza a zło się szerzy jak epidemia, zbrodnia przechodzi w nałóg”.

Rozmiary „epidemii” i „nałogu”, a więc masowość polskiej przemocy, z której Kossak zdaje sobie sprawę, są powodem przerażenia. Artykuł Proroctwa się wypełniają nie pozostawia wątpliwości, że emocje autorki wywołuje nie los Żydów, ale polska „hańba”, a więc nie tylko stan polskiego społeczeństwa, ale i jego wizerunek. Teraz do opisu losu ginących dołącza się chłód: „Pod żadnym pozorem nie można dopuścić, by zaraza zezwierzęcenia i sadyzmu przeniosła się do nas. Bóg sprawiedliwie czyni to, co czyni, lecz ludziom, co dobrowolnie stają się narzędziem jego kary, byłoby lepiej, aby się nie urodzili”. Jeszcze raz uderza kontrast między bezwzględnością fragmentów dotyczących słuszności kary spadającej na Żydów, a emocjami wywołanymi troską o Polaków i ich stan moralny oraz obraz polskiej społeczności. 

Dysonanse w Proteście!: dyskryminacja Żydów i autowizerunek Polaków

Zofia Kossak nie rewiduje swoich poglądów dotyczących Żydów w Polsce. Wprowadzając czytelnika w kwestię demoralizacji, pisze o błędach „naszej polityki żydowskiej”:

„Wiemy wszyscy, że błędy te były rażące, a stosunek nasz do żydów bezplanowy, chaotyczny, niekonsekwentny, wahał się pomiędzy dwoma krańcami: niewolniczym poddawaniem się żydom a pałkarstwem. Należy sądzić, że błędy te nie powrócą i że w odniesieniu do pozostałych w Polsce żydów społeczeństwo potrafi znaleźć formy uczuciowe a celowe, zgodne zarazem z interesem narodu i z etyką chrześcijańską”.

Połączenie w tym kontekście słów „uczuciowe” i „celowe” budzi dreszcz grozy. Kossak wikła się w sprzeczności, z których niełatwo wybrnąć. Zachowuje w mocy dyskryminacyjne przekonania i co więcej, nie zamierza wycofywać się z dyskryminacyjnych praktyk. I jedne, i drugie pozostają dla niej niekwestionowaną oczywistością. Zgadza się co do celów „polityki zgodnej z interesem narodu”, tak jakby można je było oddzielić od metod prowadzących do ich realizacji, które tak czy owak muszą być brutalne. Postuluje zatem karkołomne rozwiązanie: pozytywne uczucia względem ludzi, których zagłada – w maju 1942 r. przybierająca już jak najdosłowniejsze kształty – okazuje się dla niej „słusznym” bożym wyrokiem. Chce także połączyć owe uczucia z „celową” polityką „zgodną zarazem z interesem narodu”, rozumianą wyraźnie na sposób antysemicki. 

Jednocześnie czuje, że jest świadkiem zbrodni, i wie, że uczestniczy w niej polska społeczność, a jej udział „przybiera rozmiary epidemii” i „przechodzi w nałóg”. Zbrodnię tę odczuwa jako odrażającą i twierdzi, że odczucie to płynie z chrześcijańskich pobudek, przy czym to samo chrześcijaństwo każe jej wierzyć w „słuszność” bożych wyroków. Całą tę mieszankę widzi z perspektywy „świata” i wizerunku Polski, zdając sobie niejasno sprawę, że zewnętrzne kryteria oceny polskich postaw mogą być diametralnie różne od jej własnych, a wynikający z tych kryteriów obraz Polski jest wysoce niekorzystny. Głównym elementem owych zewnętrznych kryteriów jest współczucie dla ofiar i potępienie zbrodni – obie te postawy Kossak musi uznać za zasadne. Stają się one podstawą do zakamuflowanych, formułowanych nie wprost i aluzyjnych oskarżeń pod adresem polskiej większości, która nie staje na wysokości własnych wyobrażeń o sobie oraz wyobrażeń autorki Protestu! o Polsce i Polakach.

Empatia spełnia w tym węźle dwie funkcje: na powierzchni tekstu, świadomie, staje się argumentem przemawiającym na korzyść Polaków, uwikłanym przy tym w przeciwstawienie polskiej „wielkoduszności” i żydowskiej „małości”; w warstwie osuwającej się w przemilczenie – pozostaje oskarżeniem pod adresem społeczeństwa, które „na ochotnika bierze udział w masakrze”.

„Wroga dla nas akcja”. Dyskryminacyjny fantazmat Zofii Kossak

Protest! i motyw sprzeciwu wobec hitlerowskich zbrodni tworzy model mówienia o Sprawiedliwych w Polsce. Wątek Sprawiedliwych wypływa zwykle razem z wybuchami lub ożywieniem antysemityzmu: po pogromie kieleckim w 1946 r., w Marcu 1968 r., wreszcie w III RP w reakcji na książki Jana Tomasza Grossa. Przeważnie nie zauważa się tej równoległości lub poprzestaje na wyjaśnieniu, że chodzi o wyważoną ocenę historii. A jednak po lekturze źródeł trudno oprzeć się wrażeniu, że mówienie o polskiej pomocy Żydom łączy się z dyskryminacją i jest jej częścią. Tworzy szerszy model myślenia i działania dobrze zadomowiony w polskiej kulturze, a co gorsza, odtwarzany nieświadomie, często z najlepszymi intencjami.

W Proteście! Zofii Kossak dwukrotnie pojawia się motyw szkalowania Polski przez ginących:

„Uczucia nasze względem żydów nie uległy zmianie. Nie przestajemy uważać ich za politycznych, gospodarczych i ideowych wrogów Polski. Co więcej, zdajemy sobie sprawę z tego, iż nienawidzą nas oni więcej niż Niemców i czynią nas odpowiedzialnymi za swoje nieszczęście”.

I dalej:

„W upartym milczeniu międzynarodowego żydostwa, w zabiegach propagandy niemieckiej usiłującej już teraz zrzucić odium za rzeź żydów na Litwinów i… Polaków, wyczuwamy planowanie wrogiej dla nas akcji”.

„Czynienie nas odpowiedzialnymi za swoje nieszczęście”, a więc – przekładając to na język realiów – otwarte mówienie o antysemityzmie i przemocy, z którymi mieli do czynienia eksterminowani, i stawianie tych zjawisk jako problemu polskiej kultury okazuje się osią dyskryminacyjnego fantazmatu obecnego w tekście Kossak. Dowodem na to, że Żydzi „nienawidzą nas więcej niż Niemców”, jest właśnie mówienie o polskiej odpowiedzialności i winie. Kossak posuwa się wręcz do tego, żeby sugerować równoległość wrogich Polsce poczynań nazistów i „światowego żydostwa”, którego „uparte milczenie” łączy się z „zabiegami propagandy niemieckiej”. Właśnie z powodu tak pojmowanej „wrogości” – biorę ją w cudzysłów, bo sformułowanie to opisuje świadomość autorki, a nie faktyczną postawę Żydów – Żydzi okazują się „wrogami Polski”.

Wykluczenie przez ratowanie. Protest! jako model narracji o polskich Sprawiedliwych

Opowieść o Sprawiedliwych to włączenie Żydów do polskiej wspólnoty społecznej po to tylko, żeby ich natychmiast wykluczyć. Protest! ożywia współczucie wobec cierpiących i świadomość chrześcijańskiego obowiązku, a jednak stawiając katolikom-Polakom najwyższe wymagania moralne, Kossak tworzy jednocześnie kontrast między dominującą większością a dyskryminowaną mniejszością. Polak jest tym lepszy i tym bardziej zasługuje na podziw, im gorszy okazuje się Żyd. Na tle „wrogiej dla nas akcji” jaśnieje polski duch katolicki i narodowy. Pomaganie wrogom jest znakiem wyższości i moralnym zwycięstwem nad Żydami, którego najwyższym dowodem są chętnie przywoływane przykłady Sprawiedliwych-antysemitów.

Dla Zofii Kossak pomoc ofiarom Shoah nie oznacza unieważnienia „kwestii żydowskiej”, a więc rezygnacji z uprzedzeń. Żydzi pozostają dla niej niebezpieczni, teraz jako ci, którzy szkalują i będą szkalować Polskę. Ich „niewdzięczność”, a więc rzekoma nielojalność będąca odpowiedzią na akty solidarności, sprawia wrażenie, jakby sami postawili się poza wspólnotą. Nic w tym dziwnego, że Polacy nie lubią tych, którzy oszczerstwami odpowiadają na wyciągniętą rękę. Tego rodzaju manipulacja tworzy najważniejszy tryb antysemickiego mechanizmu obecnego w Proteście!, a później w narracji o Sprawiedliwych. Szokujące Błońskiego sformułowania są jedynie jej następstwem.

Jak schemat ten działa w praktyce? 

Okazuje się on nie tylko modelem narracji, ale także praktyką, w tym sensie, że mówienie o Sprawiedliwych staje się działaniem względem żydowskich Polaków, stawia ich w pewnej sytuacji i domaga się odpowiedzi z ich strony. Przywołajmy kilka przykładów zastosowania i rozwinięcia modelu myślenia o Polakach i Żydach obecnego w Proteście!.

Dwa tygodnie po pogromie kieleckim na pierwszej stronie „Tygodnika Powszechnego” ukazała się notka od redakcji. Autorzy mówią o czterdziestu jeden zabitych, ale tekst jest niemal w całości poświęcony „narodowi polskiemu wychowanemu w duchu chrześcijańskiej moralności”. Dowiadujemy się, że „fakty nietolerancji i sporadyczne rozruchy były w Polsce wyjątkami i nigdy nie ogarnęły szerszych kręgów społeczeństwa”. Dowodem mają być Sprawiedliwi: „W czasie ostatniej wojny, bardzo wielu Polaków, z narażeniem własnego życia pomagało i chroniło Żydów w okresie najstraszliwszej eksterminacji tego narodu przez Niemców. Niewątpliwie, gdyby nie ta pomoc, niemal żaden Żyd w tym kraju nie zdołałby ocalić życia”.



Redaktorzy „Tygodnika” jednoznacznie potępiają przemoc, ale jednocześnie tworzą wrażenie polskiej wyższości. Sytuacja ofiar schodzi na drugi plan. Nie skupiają się na zbrodni i jej kulturowych przyczynach, ale na tym, jaki jest jej wpływ na obraz polskiej społeczności w jej własnych oczach i w oczach świata. Wnioski z tego osobliwego rozumowania są takie, że mimo zbrodni w Kielcach to Żydzi są dłużnikami Polski, katolicyzmu i polskiego społeczeństwa. Polski czytelnik, choć przerażony pogromem, może spać spokojnie: w jego wspólnocie nie dzieje się nic złego. „W tradycjach narodu polskiego nie było nigdy prześladowań rasowych czy wyznaniowych” – pisze „Tygodnik”.

Żydzi mieli jednak powody do obaw. Tuż po wojnie ginęli w Polsce w pociągach i na drogach, ryzykowne okazywały się powroty do opuszczonych i zamieszkanych już przez kogo innego domów, w roku 1945 wybuchły pogromy w Krakowie i Rzeszowie. W obronie sprawców pogromu kieleckiego zorganizowano strajk. „Planowane od końca lat trzydziestych przez środowiska nacjonalistyczne «oczyszczenie» Polski z Żydów przez przymusową emigrację, zredefiniowane pod koniec okupacji jako projekt czystki etnicznej zostało zrealizowane niemal w pełni” – podsumowuje swoje badania Andrzej Żbikowski w artykule Morderstwa popełnione na Żydach w pierwszych latach po wojnie. Żydzi zdawali sobie sprawę z otaczającej ich niechęci i z realnego zagrożenia. Stwierdzenie, że zawdzięczają życie Polakom – nawet jeśli rzeczywiście zawdzięczali je komuś, kto zdołał ukryć ich przed sąsiadami – musieli odczytać jak groźbę. Tym bardziej że redaktorzy „Tygodnika”, pisząc o pogromie, nie powstrzymali się przed upomnieniem: „Jasne jest, że tego rodzaju sprowokowana reakcja (choć nie mniej przez to zbrodnicza), jest zjawiskiem odosobnionym i wyjątkowym. Nie wolno wobec tego dopuszczać się zbyt pochopnego i dowolnego generalizowania”.

Po takich słowach ratujący i ratowani z pewnością zdali sobie sprawę, że opowiadając o swoim doświadczeniu, muszą uważać na każde słowo dotyczące polskiej większości.

Oni by tego dla nas nie zrobili…

Na znajdującym się w pobliżu miejsca pogromu i wzniesionym już po przełomie 1989 roku pomniku Sprawiedliwych w Kielcach, obok mosiężnych tabliczek z nazwiskami ratujących umieszczono dwie tablice. Po lewej napis: 

„Pamięci Polaków
zamordowanych przez Niemców 
w latach 1939–1945 
za udzielanie pomocy Żydom 
i ratowanie ich przed Zagładą”. 

Po prawej wiersz żydowskiego autora: 

„Ja słyszę ten tytuł i staram się 
o tych ludziach myśleć, co chronili mnie.
Ja pytam i pytam: o na miły Bóg,
czy ja bym na ich miejscu tak uczynić mógł?”. 

Podpis: Chaim Chefer. To jeszcze jeden wariant obecnego w Proteście przekonania o polskiej wyższości. 

Po pogromie kieleckim Stefania Skwarczyńska w „Tygodniku Powszechnym” tak zwracała się do Żydów:

„Słowo o prawdzie staje się obowiązkiem. Ale czyim? Myślę, że nie tych, którzy wtedy w każdej sekundzie dawali swoje życie za brata swojego. Ale że jest to obowiązkiem tego brata. Wiem, że to jest trudne [...]. Powiedzcie sobie tak, jak myśmy sobie niegdyś powiedzieli wobec wam grożącego nieszczęścia: tak trzeba. Oddajcie nam w momencie odwagi cywilnej dług zaciągnięty u naszej odwagi żołnierskiej niebacznej na ryzyko śmierci”.

W narracji o Sprawiedliwych Żydzi okazują się zasadniczo gorsi od polskiej społeczności. Nie tylko szkalują Polskę, choć Polakom zawdzięczają właściwie wszystko, bo wyłącznie dzięki nim przeżyli. Nie są też zdolni dać świadectwa o polskiej postawie. Skwarczyńska wzywa ich, aby zdobyli się na gest bohaterstwa. W mówieniu o „odwadze cywilnej” kryje się sugestia, że oddając sprawiedliwość Polakom, Żydzi muszą przeciwstawić się jakiejś przemożnej i niesprecyzowanej presji. Presji własnego środowiska wrogo nastawionego do Polski, presji „świata”, a może komunistów albo ZSRR. Trzeba im przypominać o przyzwoitości, bo jako grupa nie są skłonni o niej pamiętać. Dostali coś, co nie pozostawia im możliwości rewanżu, ponieważ w przekonaniu dominującej większości nie są w stanie odwzajemnić się tym samym.

Dlatego tak ważna w narracji o Sprawiedliwych jest najwyższa ofiara z życia złożona przez Polaków idących na pomoc eksterminowanym. Jej emblematem jest hasło „Życie za życie”. Równie ważna okazuje się symetria polskiego i żydowskiego cierpienia. Skoro cierpieliśmy podobnie, opowieść o Sprawiedliwych daje pojęcie o tym, jak różne były reakcje obu społeczności na wojenne nieszczęścia. Jedni myśleli o własnej skórze i dlatego nie mogliby uczynić dla nas tego, co my zrobiliśmy dla nich; drudzy zajmowali się ratowaniem tych pierwszych, choć ci, nawiasem mówiąc, nie bardzo na to zasługiwali.

Stefania Skwarczyńska wyciągnęła konsekwencje z tego wyobrażenia: Żydzi mają złożyć samokrytykę. Wzywa ich zatem do świadectwa, powinni powiedzieć prawdę o Polakach. I rzeczywiście, w cztery tygodnie później w dziale „Listy do redakcji” pojawia się w „Tygodniku” głos Laury Kauffman utrzymany w tonie przepraszającym i dziękczynnym. „Poczuwam się do wdzięczności nie tylko w stosunku do tych, którzy mi tę pomoc bezpośrednio okazali, ale w stosunku do społeczeństwa polskiego, do Polski”. I dalej: „Boję się, że namiętny krzyk i złośliwe szepty zagłuszą głosy spokojne i sprawiedliwe. Toteż mord kielecki jest dla mnie podwójnie bolesny: boli ohyda czynu, ale i boli niesprawiedliwa i szkodliwa dla Polski propaganda”. Rozumiemy, że „niesprawiedliwa propaganda” to określenie dotyczące Żydów, którzy postanowili powiedzieć, co w Polsce przeżyli, co o tym myślą i co w związku z tym czują. Autorka dystansuje się od nich. Ucho wyczulone na głosy epoki usłyszy w jej reakcji strach przed polską większością i represjami.

Schemat ten będzie się powtarzał. Rok 1968 to istny wysyp tego rodzaju oświadczeń, będących jednocześnie laurkami na cześć Polski i Polaków, żeby wspomnieć tylko książkę Szymona Datnera Las Sprawiedliwych, czy cykl artykułów Adama Rutkowskiego, ówczesnego dyrektora Żydowskiego Instytutu Historycznego, zamieszczony w „Polityce” w kwietniu i maju. Jeden z nich nosił znamienny tytuł: Musiałbym dziękować całym gminom.

Rutkowski, tak jak i inni przed nim i po nim, zdawał sobie sprawę, że musi zrobić to, czego oczekuje od niego dominująca większość, inaczej nie będzie dla niego w Polsce miejsca, a los kierowanej przez niego instytucji stanie pod znakiem zapytania. Każdy z wywołanych do odpowiedzi wiedział, jak było i co przeżył on sam oraz jego bliscy, o ile w ogóle ocaleli. Samokrytyka wymagała jednak wejścia w rolę kogoś proszącego o przebaczenie za wszystkich niewdzięcznych Żydów i za siebie. Składający ją Żydzi chwalili Polaków i udawali, że nie podlegają przemocy, choć wciąż jej zaznawali i niemało już doświadczyli. Było to poniżające. W dodatku rytuał ten miał trwać już zawsze: Żyd, który chciał przebłagać większość, próbował przecież spłacić dług, w dominującej narracji polegający właśnie na tym, że nie istniało dla niego wyrównanie.

Podsumowanie: figura Sprawiedliwego-antysemity i mechanizm samowybielania

Zofia Kossak i jej Protest! są w polskiej kulturze emblematami polskich postaw. Jan Błoński w tekście Polak-katolik i katolik-Polak broni tezy o ludowym i chrześcijańskim charakterze polskiego antysemityzmu, czego dowodem mają być poglądy i postawa Zofii Kossak. Zdaniem Błońskiego niechęć do Żydów, jakkolwiek silna, nie przybierała jednak w Polsce form otwartej agresji. „Antysemickie rozjuszenie – pisze Błoński – natrafiało na niewidzialną granicę i ręka, zebrana już w pięść, opadała”. Polski antysemityzm zasadniczo różni się w jego ujęciu od antysemityzmu nazistowskiego, nowoczesnego, totalitarnego i pogańskiego, który przybierał formy eliminacyjne. 

Przyjrzyjmy się, jak działa figura Sprawiedliwego-antysemity. 

Błoński na potwierdzenie swoich też przywołuje anonimowy pamiętnik opisujący przedwojenne pogromy:

„Ale gdy hasło „Bij Żyda!” przybrało formy niemalże pogromów […], kler zobaczył, że ludność przeholowała w zapale. Kler zaczął mitygować, ale ludzie nauczeni politykowania, nie słuchają zakazów, biją, rozwydrzenie. Biją starców i dzieci – ja, choć jestem antysemitą, to tego nie pochwalam”.

Mamy do czynienia z niekontrolowanym wybuchem fizycznej agresji, spowodowanym agitacją elit – działaczy ruchu narodowego i kleru. Sprawcą jest „ludność”, a więc większość. Zastosowanie figury Sprawiedliwego-antysemity sprawia, że wszystko to znika z pola widzenia. Słowa „ja, choć jestem antysemitą, to tego nie pochwalam”, unieważniają informacje o faktycznej roli kleru oraz elit, o skali agresji, skali uczestnictwa w agresji, wreszcie – co najważniejsze – o trwaniu samej agresji oraz podtrzymujących ją norm kulturowych. Wszystko, co już wiedzieliśmy, przestało dla nas istnieć. Wnioski, które wyciąga Błoński z cytowanych relacji, są zaskakujące: „Nie można mieć wątpliwości, co ten antysemita będzie myśleć kilka lat później, kiedy zobaczy przy robocie nazistów… Działało w nim to samo, co w przestraszonym klerze, to samo, co w ratującej «wrogów» Kossak-Szczuckiej: nakaz ewangeliczny, tkwiący w chrześcijańskiej tradycji narodu”. 

A co z tymi, którzy bili? Przecież i kler, i sam pamiętnikarz nie byli ich w stanie zatrzymać. Nawołując do opamiętania, okazali się niewiele znaczącym marginesem. Błoński wbrew przywoływanym przez samego siebie faktom tworzy mimo to obraz „narodu” jako większości, na którą oddziałuje „nakaz ewangeliczny”. Warto zauważyć, że sens owego „ewangelicznego nakazu” także pozostaje wątpliwy, bo przecież to kler doprowadził do wybuchu, choć być może ten i ów ksiądz przestraszył się skutków własnych kazań. Dystans wobec przemocy – nawiasem mówiąc ograniczony zaledwie do „nie pochwalam” – wyraża tylko przywołany przez Błońskiego pamiętnikarz, a jego postawa nie odzwierciedla żadnej zmiany, którą dałoby się odnotować poza jego odosobnionym przypadkiem.

Fragment ten jest modelowym przykładem uogólnienia dokonywanego w figurze Sprawiedliwego-antysemity i związanego z nim przemilczenia. Okazuje się ono przy tym tak oczywiste w polskiej kulturze i przez to niewidzialne dla publiczności, że Błoński nie ukrywa zabiegów retorycznych, do których się ucieka, bądź po prostu nie jest ich świadom.

dr hab. Tomasz Żukowski, red. Mateusz Szczepaniak, sierpień 2022


Przeczytaj więcej



 Bibliografia


  • J. Błoński, Polak-katolik i katolik-Polak. Nakaz ewangeliczny, interes narodowy i solidarność obywatelska wobec zagłady getta warszawskiego, [w:] tegoż, Biedni Polacy patrzą na getto, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1996. 
  • Z. Kossak, Proroctwa się wypełniają, „Prawda”, maj 1942.
  • Z. Kossak, Protest!, sierpień 1942.