Rodzina Kostusiów

powiększ mapę
Zdjęć: 3

Historia rodziny Kostusiów

Rozalia Kostuś, wdowa z dwójką dzieci – Genowefą i młodszym Mieczysławem – mieszkali w czasie wojny w Samborze przy ul. Kopernika 1. Utrzymywali się z handlu na miejskim rynku.

30 czerwca 1941 r. miasto położone około stu km od Lwowa zajęli Niemcy. Wiosną 1942 r., w dzielnicy Blich, którą wcześniej zamieszkiwali głównie Żydzi, utworzyli getto. Pierwszą akcję likwidacyjną okupanci przeprowadzili w sierpniu tego roku, następną we wrześniu, dwie kolejne w październiku.  1 grudnia otoczyli getto drutem kolczastym. Przesiedlili do niego Żydów ze Starego Sambora, Felsztyna i Turek. Na terenie dzielnicy zamkniętej pozostawało ok. trzy tysiące osób. Od lutego regularnie odbywały się kolejne akcje. W największej, w czerwcu 1943 r., Niemcy zamordowali ok. stu osób. 

„W grudniu 1942 r. przy niemieckiej obławie na bazari, moja matka naznajomiła się z panem Grossem Martinem i niebyło gdzie jemu się schować, tu moja matka zabrała pana Grosa do domu”, zapisała w relacji dla instytutu Yad Vashem Genowefa Marczuk z d. Kostuś [pisownia oryginalna – red.]. „Pan Gros poprosił mamę ażeby dała znać siostrze. Matka posłała mnie ja przyszeła gdzie była siostra Martina, Szańcia. Ja tam zastała jeszcze cztery iwreji [Żydów – red.], ta był jeszcze Martina brat Tulek i troje ich znajomych, ja przeprowadziła ich do domu”. Genowefa miała wówczas siedemnaście lat. 

Mieszkanie Kostusiów składało się z dwóch pokojów z kuchnią. Całą siódemkę ukryli w piwnicy. „To był Martin Gross, Tolik Gross, Szańcia Gross, Gienia Gross, Berkowicz cudzy [Siegman], Singer i Srul Berkowicz”. […] [za Yad Vashem: rodzeństwo Gross: Martin, Shantya, Tulik, Goldi, oraz Józef Singer i Itche Siegman – red.]. „Żyli oni w piwnicy, wchód był z kuchni. O ich schowaniu nikt nie wiedział, oprócz nas matki mnie i brata”. Tymczasem w mieście ukraińska policja ścigała zbiegłych z getta Żydów. 

„Ja poszłam na robotę, brat jeszcze do szkoły chodził, a ja chodziła do technikum i ja musiała zostawić, bo nie było już z czego żyć. Jeść trzeba było”, opowiadała pani Marczuk badaczom projektu Instytutu Etnologii i Antropologii Kulturowej UW „Multikulturowe Podkarpacie”. Rozalia i Genowefa handlowały przy rynku, Mieczysław sprzedawał gazety. Zygman miał trochę dolarów, za które Kotusiowie robili zakupy. „[…] jakby on nie miał dolarów, to mama, to my byli ich zostawili i byli my uciekli, bo nie było za co jeść”.

„Osiemnaście miesięcy, prawie dwa lata, to straszne było, wody nie było, palić nie było czym, brat mój zbierał węgle na stacji, toalety nie było, mama wynosiła za nich, prała i wszystko, i sława Bogu nikt nie zameldował, nikt nie wiedział, że my trzymamy, nas byli rozstrzelali, to było straszne”. Kiedy Kostusiowie wychodzili  do pracy zabezpieczali dom zostawiając na drzwiach kartkę: „Nie ma nas w domu”. Jedzenie Rozalia przygotowywała nocą. „Spać wychodzili z piwnicy, spali w pokoju. Spali, jedli, rozmawiali... Gazetę czytali – brat chodził i gazetę sprzedawał i zawsze przynosił im czytać gazetę. […] Okno otwierali i tak oddychali, nikt nie wychodził. Oni w czym przyszli, w tym byli. Ja na fabryce jak robiła, to jeszcze i koszulę ukradłam, jednemu jakieś portki ukradłam i tak ubierali my ich”. 

Któregoś razu za wracającą z pracy Genowefą do mieszkania przyszli Niemcy z psem. „A mama otworzyła drzwi, a pies chce iść, a mama mówi halt, znaczy umiała po niemiecku mówić moja mama, jakby nie umiała po niemiecku, to by my wszystkie przepadli. Mama im mówi, że ich nie puszcza dalej, bo syn trzyma króliki tu w korytarzu, a pies może zagryźć”.

Grupa ukrywających się Żydów mieszkała u Kostusiów do września 1944 roku. „Tak my żyli dopóki przyśli Rosjanie i nas wyzwolili od Niemców. […] I oni powyjeżdżali kto gdzie mógł. Nie dawali o sobie znać, […] i my nie wiedzieli czy oni żyją czy nie”.

Kotusiowie pozostali w Samborze. Pani Rozalia zmarła w 1957 roku. Kilkadziesiąt lat później, w 1997 r., Genowefa Marczuk przeczytała w lokalnej gazecie, że Martin Gross poszukuje jej rodziny. Wymienili się listami a w grudniu pojechała do niego w odwiedziny. W Stanach Zjednoczonych spędziła pół roku. W lutym 2001 r. rodzina Kostusiów uhonorowana została tytułem Sprawiedliwych wśród Narodów Świata.