Rodzina Kielanów

powiększ mapę

Audio

4 audio

Historia pomocy - Rodzina Kielanów

Franciszek Kielan urodził się w Sokołowie Podlaskim. Miał ośmioro rodzeństwa. Warunki życia rodziny były ciężkie. Jako 12-letni chłopiec, po skończeniu 4-letniej szkoły powszechnej, został posłany do pracy. Pracował w kancelarii sędziego przepisując podania petentów. Był tak zdolny, że kiedy miał 14 lat, powierzono mu samodzielne kierowanie kancelarią sędziego śledczego.

W 1913 roku wyjechał do Suwałk do pracy w Prokuraturze. W roku 1915 jako pracownik prokuratury ewakuowany do Rosji tam zdał eksternistycznie maturę.

W Rosji przeżył Rewolucję Październikową i jesienią 1918 r. powrócił do Sokołowa. Chciał rozpocząć studia uniwersyteckie, ale na początku 1919 roku został powołany do wojska. W wojsku służył w randze podporucznika w Łukowie na Podlasiu, gdzie poznał Marię Osińską, absolwentkę miejscowego gimnazjum. Pobrali się w 1922 roku i zamieszkali w Sokołowie. Urodziły się im dwie córki: Krystyna i Zofia.

Od 1934 r. zamieszkali w Warszawie, gdzie Krystyna i Zofia poszły do gimnazjum. Były harcerkami. Letnie wakacje 1938 i 1939 roku spędziły na obozach.

Po wybuchu II wojny światowej, Kielanówny podjęły naukę w Szkole Ogrodniczej a przedmiotów zakazanych przez okupanta uczyły się na tajnych kompletach.
Zaangażowały się również w konspiracyjne harcerstwo - Zofia w Szarych Szeregach, a Krystyna wstąpiła do organizacji "Pomoc Żołnierzom".

Jana

W 1941 r. do klasy, w której były obie Kielanówny doszła nowa uczennica, Janina (Jana) Prot. Zofia się z nią zaprzyjaźniła i często zapraszała ją do domu, pomagała Janie uzupełniać braki, powstałe wskutek bardzo nieregularnego uczęszczania Jany do szkoły.

Wiosną 1942 roku Jana zwierzyła się przyjaciółce, że traci pokój, w którym mieszkała i że wobec tego będzie chyba musiała zrezygnować ze szkoły. Zofia, naradziwszy się z siostrą, poprosiła rodziców o zgodę na sprowadzenie Jany do ich obszernego, czteropokojowego mieszkania przy placu Wilsona na Żoliborzu. Rodzice się zgodzili i Jana zamieszkała u Kielanów na prawach trzeciej córki.

”W pewnym momencie, pani Milica jej wymówiła to mieszkanie, że ktoś przyjeżdża i ona potrzebuje tego kąta, [że] nie może dłużej Jany trzymać. A ja się z Janą bardzo zaprzyjaźniłam, byłyśmy w jednej klasie, nie wiedzieliśmy wówczas, że Jana jest Żydówką. I Jana taka przyszła zrozpaczona, mówi: „»Wiesz, chyba musze wrócić do Lasek« – gdzie była [jej] mama z Tomkiem [bratem, ur. 1930 r.] – »bo nie mam gdzie mieszkać, Milica mi wymówiła mieszkanie i ja nie znajdę mieszkania«. Ja jej wtedy powiedziałam: »Wiesz, to może byś zamieszkała u nas, u nas jest duży dom i mogłabyś tam mieszkać, tylko rodzice muszą się zgodzić«. 

Omówiłam to z Krysią i przyprowadziłyśmy Janę do domu, Krysia i ja. W domu była sama mama i mama już Janę znała, bo Jana często przychodziła do mnie, razem się tam uczyłyśmy, i mama zawsze jej dawała jakiś obiad, bo Jana tam sobie coś u tej Milicy pichciła i to było bardzo niedobre, no, więc zjadała czasem normalny obiad. No, i przyszłyśmy, i ja mówię do mamy: »Mamo, czy Jana nie mogłaby u nas zamieszkać, bo nie ma gdzie mieszkać, a nasz pokój dziecinny…« - bo były takie wielkie pokoje w tym mieszkaniu i myśmy mieszkały z Krysią razem - »…przecież tam stanie jeszcze jeden tapczan«. Mama mówi: »No dobrze, ale niech tatulek wróci z pracy, musimy się zastanowić«. I tata przyszedł, też lubił Janę, dobrze, rodzice się zgodzili, żeby u nas zamieszkała”.

Jana ani przedtem, ani po wprowadzeniu się do Kielanów, nie ujawniała swego żydowskiego pochodzenia. Jednak w kilka tygodni po przenosinach, do Kielanów przyjechała kuzynka z okolicy Pionek. Nazwisko Prot było jej znane. Okazało się, że ojciec Jany, to słynny doktor inż.,chemik Jan Prot, który był od 1927 roku do wybuchu wojny naczelnym dyrektorem Państwowej Wytwórni Prochu i Materiałów Kruszących w Pionkach, zatrudniającej parę tysięcy osób.

Jan Prot nazywał się wcześniej Jan Berlinerblau. Był legionistą, bliskim współpracowanikiem Piłsudskiego. Przeszedł na katolicyzm, zmienił nazwisko. Matka Jany, Zofia Deiches, również była Żydówką.

Kielanowie dowiedzieli się w ten sposób, kogo goszczą:

„Mama do mnie przyszła z taką zmienioną twarzą, przyjechała któraś nasza ciotka czy ktoś, kto znał rodziców Jany i mówi mi mama: »Wiesz, ona powiedziała, że zarówno ojciec Jany, jak i matka są pochodzenia żydowskiego. No i musimy się zastanowić, co robimy w tej sytuacji«. Potem, po jakimś czasie mama mi powiedziała, że tak byli z ojcem zdenerwowani, że w ogóle nie mogli sypiać. Ale wreszcie zdecydowali, że co będzie to będzie”.

Latem 1942 r. Franciszek Kielan zaprotegował Janę do pomocy w gospodarstwie rolnym należącym do Szkoły Rolniczej w Dąbrowie Zduńskiej, prowadzonej przez znajome małżeństwo Wyszomirskich,. Tam, pomagając przy pracach w polu, oborze i domu Jana dotrwała do Bożego Narodzenia 1942 r. po czym, wobec groźby denuncjacji, Kielanowie zabrali ją znów do siebie.

Wróciła także na tajne komplety i wiosną 1943 r. zdała maturę razem z obiema córkami Kielanów. Od Kielanów się wyprowadziła, jednak często u nich bywała i korzystała z ich pomocy.

Romana Laks

Jesienią 1942 r. do Kielanów zwróciła się siostra Franciszka Kielana - Jadwiga Krauze z prośbą o zaopiekowanie się 7-letnią żydowską dziewczynką, córką kolegi męża, która po ucieczce z getta z rodzicami, państwem Laks, oczekiwała na fałszywe papiery, dzięki którym miała być umieszczona w klasztorze.

„Mój wuj – Konstanty Krauze pracował w fabryce chemicznej swojego brata. Krauzowie byli zamożną rodziną. I tam miał kolegę – pana Laksa. Któregoś dnia przyjechała do nas ciocia, jego żona, siostra mojego ojca i mówi: »Muszę gdzieś przechować taką dziewczynkę żydowską, która czeka na miejsce w jakimś klasztorze. Wyszła z getta. Czy mogę ja do was przywieść?«. No, i przyjechała”.

Romana Laks spędziła w domu Kielanów około 2 tygodnie.

Powstanie

Wybuch Powstania Warszawskiego zastał Janę, wówczas uczennicę Szkoły Pielęgniarskiej, u Kielanów na Żoliborzu. Razem z Zofią znalazły się w patrolu sanitarnym Zgrupowania Żywiciel Armii Krajowej, działającym na Żoliborzu i Marymoncie.

W chwili kapitulacji Żoliborza Jana z Zofią zostały odcięte od swego dowództwa, gdyż odnosiły rannych do szpitala. Z Warszawy wyszły razem z cywilną ludnością. Przypadkiem spotkały osamotnioną matkę Zofii, Marię Kielanową, i razem trafiły do obozu w Pruszkowie. Tam znajoma lekarka, wystawiła Zofii zaświadczenie o tym, że jest chora na gruźlicę. Jana przywiązła sobie na brzuchu poduszkę i udawała ciężarną.

Dzięki temu wszystkie trzy znalazły się w baraku z wyjeżdżającymi do Generalnej Guberni. W Skierniewicach uciekły z pociągu:

„Bo jak zatrzymał się pociąg w Skierniewicach i ogłoszono, że są Skierniewice, a był to wagon otwarty, lał straszny deszcz i mama sobie przypomniała, że w Skierniewicach mamy znajomych. No i wyskoczyłyśmy przez tą wysoką ścianę, wysiadłyśmy tam, była noc, zobaczyłyśmy, że ktoś idzie – był to kolejarz. I my mówimy, że my jesteśmy z Powstania i on zaprosił nas do domu.

Jana to inaczej pamięta, Jana to pamięta, że jak tam przyszłyśmy do nich do domu, to żona zaczęła mu robić wymówki, po co sprowadza tutaj, jeszcze będzie z tym kłopot. Ja tego nie słyszałam. Oni pozwolili nam siąść na takiej kanapie i przesiedzieć. I pamiętam, że dali nam gorące mleko, zresztą miałyśmy ze sobą jakieś jedzenie. I rano myśmy jeszcze zostały, mama pojechała odszukać tych naszych znajomych i potem wróciła dorożką i zabrała nas. To byli państwo Lewandowscy.

Tam było w domu u nich pełno ludzi z Powstania. Dali nam do dyspozycji kuchnię, gdzie był kocioł z gorącą wodą, gdzie można było wygotować nasze ubrania, bo byłyśmy zawszone. (...) wygotowałyśmy te nasze rzeczy, wykąpałyśmy się, umyłyśmy się i zostałyśmy na razie przez parę dni u nich. A mama miała umówiony z ojcem kontakt w Błoniu [koło Skierniewic] u siostry ojca, no i już nie wiem, jak oni się spotkali, ale w każdym razie ojciec po nas przyjechał. (...) przenieśliśmy się razem do tego Błonia, gdzie mieszkała siostra mojego ojca i parę dni jakoś byłyśmy tam. Kiedy, daty nie pamiętam, kiedy mama Jany przyjechała po nią. W każdym razie ją zabrała i ona była gdzieś pod Krakowem”.

Po wojnie

Franciszek Kielan po wojnie kontynuował pracę w Spółdzielczości jako wysokiej klasy specjalista -- biegły księgowy. Maria Kielanowa pracowała po wojnie jako księgowa.

Krystyna Kielan-Rybicka (I-voto Bąkowska) skończyła SGGW, specjalizowała się w parazytologii, została docentem w Polskiej Akadamemii Nauk. W 1970 roku wyemigrowała do USA, zmarła w Filadelfii.

Zofia Kielan-Jaworowska studiowała biologię na Uniwersytecie Warszawskim. Specjalizowała się w paleontologii, dość prędko otrzymała tytuł profesora. Dzięki swoim pracom naukowym zyskała światowy rozgłos.

Zorganizowała osiem Polsko-Mongolskich Wypraw Paleontologicznych do Mongolii i kierowała w terenie pięcioma z nich. Wyprawy te zgromadziły cenne kolekcje dinozaurów i wczesnych ssaków, opracowywanych naukowo przez polskich i zagranicznych paleontologów.

Osiem lat (1987-1995) spędziła w Oslo, gdzie kierowała katedrą paleontologii na tamtejszym Uniwersytecie.

Po wojnie Jana skończyła medycynę we Wrocławiu. Jeszcze podczas studiów przez jakiś czas była asystentką sławnego uczonego Ludwika Hirszfelda, odkrywcy grup krwi. W Warszawie specjalizowała się w neurologii uzyskując w 1962 roku stopień naukowy doktora medycyny. W 1968 roku wyemigrowała do Stanów Zjednoczonych, gdzie mieszka do dziś.

Przez cały okres powojenny utrzymywała bardzo serdeczne stosunki z Zofią Kielan, jej rodzicami i siostrą.

Romana Laks również wyemigrowała do USA. Maria i Franciszek Kielanowie wymieniali serdeczną korespondencję z jej rodzicami, a z nią spotkali się podczas pobytu w Nowym Jorku w 1976 r. Odwiedzali wtedy córkę Krystyną i wnuczkę.

W roku 1991 Instytut Yad Vashem nadał Franciszkowi i Marii Kielanom oraz ich córkom Zofii i Krystynie tytuł „Sprawiedliwych wśród Narodów Świata”.

Historie pomocy w okolicy

Bibliografia

  • Jadwiga Rytlowa, Wywiad z Zofią Kielan-Jaworowską, Warszawa 15.01.2010
  • Gutman Israel red. nacz., Księga Sprawiedliwych wśród Narodów Świata, Ratujący Żydów podczas Holocaustu, Kraków 2009