Ceremonia Sprawiedliwych w Muzeum POLIN

Redakcja/Editorial staff; English translation - Andrew Rajcher 26 Październik 2022
Kolejne dziewięć osób zostało pośmiertnie uhonorowanych przez Instytut Yad Vashem w Jerozolimie tytułem Sprawiedliwych wśród Narodów Świata. Ceremonia wręczenia medali i dyplomów honorowych odbyła się 27 października 2022 r. w Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN z udziałem rodzin bohaterów i potomków Żydów ocalałych z Zagłady.

„Człowiek, który nie umiał czytać i nie umiał pisać, ale miał serce. To musiał być dobry człowiek”, powiedziała Róża Lipszyc z Handelsmanów (ur. 1929), ocalała z Zagłady, która podcas ceremonii wygłosiła laudację na cześć Stanisława i Marii Jabłońskich.  

Ceremonia przyznania tytułów Sprawiedliwych wśród Narodów Świata została zorganizowana w Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN przez Ambasadę Izraela. W uroczystości wziął udział ambasador, potomkowie uhonorowanych pośmiertnie tego dnia Sprawiedliwych wśród Narodów Świata, a także przedstawielki Polskiego Towarzystwa Sprawiedliwych: Anna Bando, Irena Senderska-Rzońca, Alicja Schnepf. Gości przywitał gospodarz uroczystości, dyrektor Muzeum POLIN, Zygmunt Stępiński:

„Dzisiejsza ceremonia to już szósta taka uroczystość w Muzeum POLIN. Jej organizacja ma dla nas zawsze szczególne znaczenie. Wpisuje się w naszą misję: ochronę i przywracanie pamięci o historii Żydów polskich, a także w wizję Muzeum, w której deklarujemy odpowiedzialność za pokazanie tej wielowymiarowej historii jako żywej i znaczącej dla współczesności.

Skłania nas to do uniwersalnego odczytania historii Sprawiedliwych i ukrywających się z ich pomocą Żydów – do myślenia o ludziach współcześnie potrzebujących pomocy, do aktywnego działania na ich rzecz. Wydarzenia ostatnich miesięcy – kryzys humanitarny na granicy polsko-białoruskiej oraz agresja Rosji na Ukrainę – pokazują, że wartości reprezentowane przez Sprawiedliwych pozostają ważne, a ich historie aktualne”.  

Decyzją Instytutu Yad Vashem w Jerozolimie tytułem Sprawiedliwych wśród Narodów Świata uhonorowani zostali pośmiertnie: Aleksandra i Michał Benedykowie, Maria i Stanisław Jabłońscy, Michał Cegielski, Feliks i Kazimiera Wiśniewscy, a także Antoni i Weronika Stangret. Medale i dyplomy honorowe odebrali ich potomkowie.

Historie uhonorowanych Sprawiedliwych

„Uważamy, że edukacja o Sprawiedliwych – mówił Zygmunt Stępiński – wymaga dobrej edukacji o Zagładzie, dlatego historie pomocy prezentujemy na tle szerokiego kontekstu historycznego. Poświęcamy wiele miejsca na przybliżenie realiów życia w okupowanej przez Niemców Polsce, omówienie złożonych i zróżnicowanych postaw polskiego społeczeństwa wobec Zagłady. Przypominamy, że Sprawiedliwi honorowani są za swoją odwagę cywilną – za postawę pomocy, która w tamtych czasach była czymś wyjątkowym”.  

Poniżej przedstawiamy historie osób uhonorowanych 27 października 2022 r. tytułem Sprawiedliwych wśród Narodów Świata. Kompletne historie pomocy opublikujemy wkrótce.

Aleksandra i Michał Benedyk

 

Przed wojną w miasteczku Śniatynia mieszkała społeczność żydowska licząca 4000 osób, stanowiła ponad połowę całej jego populacji. Po wybuchu wojny teren przeszedł pod kontrolę sowiecką, a w 1941 r. w ręce niemieckie. Wtedy utworzono getto, jednak już rok później było jasne, że zostanie ono zlikwidowane.

Wtedy Motl Sass postanowił poprosić o pomoc w przechowaniu swojej rodziny Polaka, który wydawał się być osobą godną zaufania. Ten jednak bardzo szybko zmienił zdanie,  oszukał go i zażądał, by opuścili jego dom. 

Całej rodzinie udało się dotrzeć do domu Marka Baranowskiego, który zaoferował im pomoc i wyżywienie. Niestety dość szybko sąsiad Baranowskiego zaczął nabierać podejrzeń co do nowych gości, trzeba więc było znaleźć dla nich inną kryjówkę. Rodzina Sassów i Epsteinów zgodnie z instrukcją Baranowskiego schroniła się w zbożu na jego polu. Niestety babcia Feiga Sass nie przeżyła ucieczki. Marek pochował ją na miejscu. 50 lat później rodzina Sass przeniosła jej szczątki i złożyła je w Jerozolimie. 

Rodziny w końcu dotarły do domu Michała Benedyka, którego znali z czasów przedwojennych. Pan Michał udał się do zaprzyjaźnionego leśniczego, a ten wyraził zgodę na budowę kryjówki w lesie Skałackim – był tam naturalny dół, który mężczyźni pogłębili i dostosowali. Pan Michał dostarczał żywność, zostawiając ją we wcześniej ustalonym miejscu. Do pomocy zaangażował swoich braci Jana i Józefa wraz z rodzinami oraz swojego syna Kazimierza. Wszystkie trzy rodziny dzieliły się obowiązkami i na zmianę przygotowywały posiłki. Dzieci rodziny Benedyk wspominały, że: „musiały milczeć i nikomu nie mówić o ludziach, którzy przychodzili się do nich kąpać; byli chudzi, liczni i zawsze głodni.”

Po wyzwoleniu ocaleni przez pewien czas przebywali w Skałacie, później przenieśli się do zachodniej Polski, a następnie wyjechali do Włoch, skąd wyemigrowali do Stanów Zjednoczonych. Również rodzina Benedyk w lipcu 1946 r. musiała zostawić cały swój dobytek i udąć się w głąb zachodniej Polski. Po wojnie rodzina Sassów i Benedyków utrzymywały ze sobą kontakt, wymieniając się listami. Kontakt zakończył się w 1968 r., kiedy Paul Sass zginął tragicznie w Stanach Zjednoczonych. Dopiero po pięćdziesięciu latach kontakt ponownie udało się odnowić, dzięki odnalezieniu korespondencji oraz pomocy Instytutu Yad Vashem. 

Maria i Stanisław Jabłońscy

Lejzor i Dwora Handelsman (z d. Finkielstein) mieszkali w Lublinie na ulicy Grodzkiej. Mieli trójkę dzieci: Icchaka, Różę i Henia. W 1941 r. po utworzeniu getta w Lublinie na Podzamczu, Handelsmanom odebrano mieszkanie. Wyjechali wówczas do swoich krewnych do Osmolic, ok. 20 km od Lublina. Przez rok mieszkali w drewnianej szopie w ciężkich warunkach, utrzymując się z pracy u okolicznych chłopów oraz z wyprzedaży przedwojennych rzeczy. 13 października 1942 r. przyszedł nakaz, aby wszyscy Żydzi opuścili okoliczne miejscowości i udali się do Bełżyc. Tam miała miejsce selekcja – rozdzielono mężczyzn od kobiet z dziećmi i kazano im iść w stronę stacji, skąd odjeżdżały pociągi do Sobiboru. W trakcie tego marszu, matka przeczuwając co ma się stać powiedziała do Rózi: „Idziemy na śmierć, ale nie wierzę, że cały świat oszalał. Musi być jakiś człowiek, który ci pomoże. Ja to czuję. Jeśli ty będziesz żyła – ja będę żyła”. Po tych słowach Dwora zepchnęła trzynastoletnią córkę na pobocze. Tego dnia Rózia po raz ostatni widziała swoją matkę, ojca i obydwu braci.

Róża zaczęła biec, a gdy Niemcy zatrzymali ją, jeden z gapiów poświadczył, że to Polka, która się zgubiła. Udało się jej oddalić i dojść do znajomego gospodarstwa we wsi Nowiny koło Krężnicy Jarej, należącego do Stanisława Jabłońskiego, który wraz z żoną pomagał też innym Żydom. W jego domu przebywała babcia Rózi ze strony mamy. Stanisław Jabłoński dał Rózi metryki chrztu swoich córek, aby mogła wraz z ciotką, Różą Finkelstein, podjąć próbę wyjazdu na roboty do Niemiec. Odprowadził dziewczyny na stację kolejową do Niedrzwicy i wyprawił do Lublina. 21-letnia kobieta i jej 13-letnia siostrzenica wyjechały do pracy w fabryce jako siostry Leokadia i Helena Jabłońskie. Przez cały czas pobytu w Niemczech utrzymywały kontakt ze Stanisławem Jabłońskim, który przesyłał im listy i paczki z jedzeniem, jako ich rzekomy ojciec. Aby intryga się nie wydała, Stanisław Jabłoński odesłał własne córki do pracy do innych miejscowości. Sam był często pytany przez miejscowych o to, czy jego córki pojechały do Niemiec.

Po wyzwoleniu Rózia i jej ciotka trafiły do obozu Dipis w Bremen. Tam odnalazła je druga siostra matki Rózi, która wróciła z synkiem z Rosji, gdzie przeżyli zsyłkę na Syberię. Obie siostry zdecydowały się na wyjazd do Ameryki, ale Rózia wolała wyjechać do Izraela. Wyszła za mąż i po kilku latach wyemigrowała z mężem do Kanady. Rose Lipszyc utrzymywała kontakty z rodziną Jabłońskich.

Michał Cegielski

Po niemieckiej napaści na Związek Radziecki rodzina Spektorów z Zabokrzyków Małych na Wołyniu została zmuszona do zamieszkania w kozińskim getcie. W październiku 1942 r. do czwórki sióstr Spektor dotarła wiadomość o planowanej likwidacji getta. Zrozumiały, że muszą uciekać i znaleźć stałą kryjówkę. Nie miały konkretnego planu ani miejsca, do którego mogłyby się udać. Najpierw ukryły się na noc w lesie, a potem udały się do pana Michała Cegielskiego, przedwojennego znajomego, który mieszkał obok nich i znał ich ojca.

Cegielski był biednym rolnikiem, ale zgodził się ich przyjąć, mimo bardzo ciężkich warunków mieszkanych. Wykopał bunkier na polu za domem, w którym dziewczęta mogły się ukryć, przez cały czas dostarczał im pożywienie. Kryjówkę mogły opuścić tylko w nocy, gdy było bardzo zimno, chowały się w stercie słomy w stajni lub nocowały w domu.

Po około ośmiu miesiącach syn Michała Cegielskiego przyszedł do bunkra i poinformował dziewczęta, że ​​Cegielskiego zabili Ukraińcy, którzy przyszli go obrabować. Wypytywali także czy ukrywa jakichś Żydów, ale zaprzeczył i ich nie wydał. Dziewczęta Spektor bardzo szybko uznały, że lepiej im będzie odejść i niedługo potem rozdzieliły się, aby zwiększyć swoje szanse na przeżycie.

Chajka, Rose i Eta przeżyły wojnę znajdując schronienie u innych rodzin, a Libbe zginęła w niewytłumaczonych okolicznościach. Dziewczęta zawsze miały Michała Cegielskiego w sercu i pamiętały o jego poświęceniu. Latami próbowały odnaleźć jego rodzinę, ale dopiero Chai się to udało.

Feliks i Kazimiera Wiśniewscy

Frida-Peja Zilberman znała rodzinę Wiśniewskich jeszcze sprzed wojny. Dotarła do nich z getta warszawskiego pod koniec 1941 r., z którego wywiózł ją brat Feliksa Wiśniewskiego. Mieszkała i ukrywała się w domu Wiśniewskich przez trzy lata. Z powodu częstych niemieckich przeszukiwań za kryjówkę służyła jej także stodoła Wiśniewskich. Rodzina Wiśniewskich traktowała Fride-Peję jak członkinię swojej rodziny. Według zeznań ocalonej, u Wiśniewskich ukrywało się również małżeństwo Frydman z czwórką dzieci, jednak nie udało się zaleźć więcej informacji na ten temat. 

Frida-Peja ukrywała się u rodziny Wiśniewskich aż do wyzwolenia. Kiedy w 1947 r. Feliks Wiśniewski został aresztowany przez władze komunistyczne, interweniowała w jego sprawie. Także po śmierci Kazimiery Wiśniewskiej w 1949 r., starała się pomóc rodzinie Wiśniewskich aż do swojego wyjazdu do Izraela. Stamtąd utrzymywała z Wiśniewskimi kontakt listowny.

Antoni i Weronika Stangret

Krystyna Carmi (Sonia Zorger) mieszkała z rodzicami i dwiema siostrami w Obertynie (obecna Ukraina). Jej rodzice wynajmowali mieszkanie od rodziny Gawlińskich, z którą byli zaprzyjaźnieni i bardzo zżyci. 

Po wkroczeniu Niemców przez pewien czas Zorgerowie pozostawali w getcie w Kołomyi, ale szybko je opuścili, rozdzielili się i ukrywali w kilku różnych domach. Wkrótce wujek Krystyny i obydwie jej siostry zostali odkryci i rozstrzelani, co niedługo potem spotkało także rodziców dziewczynki. Krystynie udało się uciec – ukrywała się na polach i w lasach, korzystając z pomocy okolicznej ludności. 

Po wielu perypetiach Krystyna została odnaleziona przez Antoniego Stangreta i umieszczona przez niego u rodziny Gawlińskich. Po pewnym czasie wróciła jednak do rodziny Stangretów, gdzie ukrywała się kilka tygodni, aż do wejścia do ich domu Niemców. Na szczęście rozproszeni wódką nieproszeni goście nie znaleźli dziewczynki, która ukrywała się na strychu. Po tym wydarzeniu Krystyna znalazła schronienie ponownie u rodziny Gawlińskich, a następnie u Anny Kolankowskiej, gdzie dożyła wyzwolenia. 

Według wspomnień Krystyny rodzina Stangretów traktowała ją z miłością. Antoni i Weronika udzielali także pomocy finansowej w ukrywaniu dwóch innych Żydów: Hermana Wuchera i Markusa Willbach, z których obydwaj przeżyli wojnę. Krystyna Carmi obecnie mieszka w Izraelu.

* * *

Informacje o procedurze przyznawania przez Instytut Yad Vashem w Jerozolimie najwyższego cywilnego odznaczenia Państwa Izrael, tytułu Sprawiedliwych wśród Narodów Świata, znajdziesz na naszym portalu: Kryteria Yad Vashem.