67. rocznica zamordowania Ulmów i ukrywanych przez nich Żydów

Maria Zawadzka, 24 marca 2011
24 marca 2011 roku mija 67. rocznica zamordowania rodziny Ulmów i ośmiorga ukrywanych przez nich Żydów. Wydarzyło się to we wsi Markowa koło Łańcuta w województwie podkarpackim ok. godz. 5:00 rano.

Do mieszkających z sześciorgiem dzieci Józefa Ulmy i jego żony Wiktorii z domu Niemczak zwróciła się prawdopodobnie jesienią 1942 roku żydowska rodzina Szallów – ojciec, który pochodził z Łańcuta i był przed wojną handlarzem bydła, oraz jego czterech dorosłych synów. Poprosili o pomoc.

Ulmowie przyjęli ich pod swój dach. Wkrótce udzielili też schronienia Gołdzie Goldman i jej siostrze Lajce z córeczką. Goldmanowie byli przed wojną sąsiadami Józefa Ulmy.

Jak ustalił Mateusz Szpytma z Instytutu Pamięci Narodowej, na Ulmów doniósł prawdopodobnie granatowy policjant z Łańcuta, Włodzimierz Leś. „Początkowo za wynagrodzenie sam pomagał rodzinie Szallów. Po pozyskaniu od nich dóbr, wyrzucił ich z ukrycia. Ponieważ Żydzi domagali się zwrotu swej własności, postanowił ich zamordować. Dowiedział się, że znaleźli schronienie u Ulmów” – mówił Szpytma Polskiej Agencji Prasowej.

Leś pojechał najpierw do Ulmów, żeby sprawdzić, czy rzeczywiście ukrywają się u nich Szallowie, a później wrócił do nich już razem z Niemcami 24 marca. Jego rolę udało się Szpytmie ustalić na podstawie materiałów polskiego państwa podziemnego oraz dokumentów sądowych z lat 50.

Szpytma relacjonuje: „Do Markowej jechało czterech żandarmów i czterech policjantów granatowych. Grupą dowodził szef posterunku żandarmerii w Łańcucie, porucznik Eilert Dieken. W jej skład wchodzili żandarmi Joseph Kokott, Michael Dziewulski i Erich Wilde. Spośród policjantów granatowych udało ustalić się personalia dwóch – Eustachego Kolmana i Włodzimierza Lesia"

24 marca 1944 roku o świcie niemieccy żandarmi przyjechali do położonego na uboczu wsi domu Ulmów. Jako pierwsi zginęli dwaj bracia Szallowie oraz Gołda Goldman, później trzeci z braci, Lejka Goldman i jej córka, wreszcie czwarty brat i ojciec Szallów. Następnie Niemcy wyprowadzili przed dom Józefa Ulmę i jego żonę Wiktorię, będącą w ostatnim miesiącu ciąży – wszystkich zastrzelili.

Później żandarmi zaczęli się zastanawiać, co zrobić z krzyczącymi dziećmi Ulmów. Dieken zdecydował, żeby także i je zabić. Zamordowano zatem Stasia, Basię, Władzia, Franusia, Antosia i Marysię Ulmów. Najstarsze spośród nich miało 8 lat. Troje lub czworo z nich zabił Joseph Kokott.

Po trwającym kilkadziesiąt minut mordzie żandarmi zaczęli rabować dom. „Kokott zabrał Franciszka Szylara, jednego z tych, których przyprowadzono, by kopali grób, i nakazał mu, nadzorując i świecąc latarką, dokładne przeszukanie zamordowanych Żydów. Gdy Kokott zauważył przy zwłokach Gołdy Goldman ukryte na piersi pudełko z kosztownościami, stwierdził: »Tego mi było potrzeba«, i schował je do własnej kieszeni" – pisze Mateusz Szpytma.

Ukarano tylko nielicznych sprawców zbrodni na rodzinie Ulmów i na ukrywanych przez nich Żydach. „Najwcześniej, wkrótce po wkroczeniu Sowietów, podziemie wykonało wyrok na gorliwym policjancie, Lesiu. Szef śmiertelnej ekspedycji, porucznik Eilert Dieken, uniknął doczesnej sprawiedliwości. Gdy w latach 60. zebrano w RFN obciążający go zbrodniami materiał dowodowy, okazało się, że zmarł. Trudno określić, co stało się z Dziewulskim i Wildem" – mówi Szpytma.

Ukrywający się w Czechosłowacji Josseph Kokott został w 1957 roku odnaleziony i osądzony. Skazano go na karę śmierci, ale jego karę zamieniono później na dożywocie, a następnie na 25 lat więzienia.

Józef Ulma i jego żona Wiktoria zostali uhonorowani tytułem „Sprawiedliwy wśród Narodów Świata” za ratowanie Żydów w 1985 roku. W 2003 roku rozpoczął się proces beatyfikacyjny Ulmów – obecnie znajduje się on w ostatniej fazie, zakończony został w ostatnim czasie etap diecezjalny. Do 2013 roku w Markowej koło Łańcuta ma powstać Muzeum Polaków Ratujących Żydów na Podkarpaciu im. Rodziny Ulmów. Więcej o rodzinie Ulmów.