Zmarła historyczka Danuta Dąbrowska
Naprawdę nazywała się Jakoba Blidsztejn. Wśród przyjaciół nazywana Kubusią. Do końca życia została jednak przy swoim okupacyjnym nazwisku, którego używała po stronie aryjskiej, ukrywając się.
Urodziła się w 1925 r. w Berlinie, jak córka tzw. Żydów wschodnich – polskich Żydów, którzy osiedlili się w Niemczech (jej oboje rodzice byli lekarzami, odbywali w Niemczech praktyki). Po powrocie rodziców do Polski wychowywała się na I kolonii Warszawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej na warszawskim Żoliborzu. Po wybuchu wojny wraz z matką i ciotką przeniosły się do getta w Falenicy, skąd uciekły na wieść o jego bliskiej likwidacji. Miały aryjskie papiery. Przeżyły kilkakrotnie szantaż ze strony szmalcowników. Mimo to Danuta Dąbrowska do końca życia zachowała pogodę ducha i nigdy nie oceniała ludzi zbyt pochopnie. Była pełna zrozumienia dla wszystkich, nawet bardzo złych ludzi.
W zrealizowanym dla Muzeum POLIN filmie „Ocaleni”, którego była jedną z bohaterek, tak wspomina jeden z szantaży: „Ktoś za mną zawołał <<Żydówa>>. Przyszli do nas granatowi, na Wyspiańskiego, rewizję zrobić u mamy. Wzięli, co tam znaleźli, już nie pamiętam. Ja najbardziej żałowałam i prawie płakałam: wzięli moje wieczne pióro, które miało złotą stalówkę. Po dziś dzień to pamiętam. Przecież byłam duża dziewczyna. Taka idiotka, że coś strasznego. I byli na tyle przyzwoici, że nie przyszli drugi raz. Bo na ogół było tak: przyszli raz, zabrali wszystko, a później przyszli i zabrali tych Żydów i na gestapo za ten kilogram cukru czy za tę butelkę wódki. Oni tego nie zrobili. Cześć im i chwała. Ja nie mówię teraz wcale cynicznie. Wszystko jest względne, tak? Nawet wśród łajdaków są odcienie”.
Po wojnie ukończyła romanistykę na Uniwersytecie Warszawskim. Była w kontakcie z organizacjami syjonistycznymi. Chciała wyjechać do Izraela. Została jednak w Polsce. W życiu prywatnym związała się z dziennikarzem „Po prostu” Edmundem Gonczarskim. Mieli jedną córkę.
Podjęła pracę w Żydowskim Instytucie Historycznym w Warszawie. Publikowała w Biuletynie ŻIH i Bleter far geshikhte wydawanym w języku jidysz.Opracowała i wydała dwa tomy monumentalnej Kroniki getta łódzkiego (wraz z Lucjanem Dobroszyckim), na które składały się dokumenty powstałe i przechowywane podczas wojny w Wydziale Archiwum Przełożonego Starszeństwa Żydów w Łodzi. Dwa kolejne tomy kroniki, gotowe do druku, zniszczono w wyniku wydarzeń antysemickich Marca ’68. Pełne wydanie kroniki mogło się ukazać dopiero w 2009 roku dzięki współpracy historyków Archiwum Państwowego w Łodzi i Uniwersytetu Łódzkiego.
W 1968 roku, na skutek wspomnianej kampanii antysemickiej, Danuta Dąbrowska wraz z córką wyjechała do Izraela. Do emerytury pracowała w Instytucie Yad Vashem w Jerozolimie, gdzie w latach 70. opracowała wspólnie z Abrahamem Weinem i Aharonem Weissem encyklopedię społeczności żydowskich w Polsce (Pinkas hakehillot Polin). Dzieło to do tej pory służy jako jedno z ważniejszych opracowań historiograficznych opisujących życie żydowskie w Polsce do wybuchu II wojny światowej.
Danuta Dąbrowska zmarła w Izraelu 17 kwietnia 2015 roku. Miała 90 lat.
Przeczytaj szczegółowy biogram Danuty Dąbrowskiej opracowany przez Jadwigę Rytlową.
***
Pani Kubusiu, była Pani wybitną żydowską i polską historyczką, osobą pełną erudycji, znającą kilka języków, posiadającą niezwykłe poczucie humoru, dystans do samej siebie i niepowtarzalny urok osobisty. Od ’68 nigdy nie wróciła Pani do Polski. Szczęśliwie udało się Panią nagrać w Izraelu. Polska publiczność pokochała Panią od pierwszych chwil, w których pojawia się Pani w naszym filmie. Ostatnie lata życia spędziła Pani w domu starców w Givatayim. Bardzo się cieszę, że miałam zaszczyt wymienić z Panią kilka listów. Pamiętam nasze ostatnie spotkanie, w styczniu tego roku. Drobna i delikatna, siedziała Pani w wielkim fotelu. Obok stała hałaśliwa maszyna z tlenem. Tego dnia tylko notowałam, nic nie filmowałam. Nie zrobiłam Pani nawet zdjęcia. Mieszkała Pani na najwyższym piętrze. Z okien Pani małego mieszkanka rozciągał się jeden z piękniejszych widoków na Tel Awiw. Padało. Po deszczu wyszło słońce. Usiłowałam otworzyć okno. Nie byłaby Pani sobą, gdyby nie skomentowała tego żartobliwie: „Biez wodki nie razbieriosz” (bez wódki nie da rady) – Joanna Król, wraz z Karoliną Dzięciołowską autorka filmu „Ocaleni”.





