Kolejne głosy o „Złotych żniwach” Jana Tomasza Grossa
Samuel Willenberg, uczestnik buntu więźniów Treblinki i uciekinier z obozu – nie zgadza się z metodą przyjętą przez badacza. Twierdzi, że Jan Tomasz Gross nie jest w swoich publikacjach obiektywny.
Autor „Buntu w Treblince” zwraca uwagę, że sam nigdy nie zdecydował się na przywoływanie zdarzeń, których istnienia nie potrafił udowodnić. „Historia powinna być prawdziwa. Nie można wyciągać tylko jednych faktów. Nie można pisać tylko w kolorze czarnym, albo białym” – argumentuje Willenberg.
Samuel Willenberg i jego żona Ada Lubelczyk Willenberg twierdzą, że starają się „bronić Polaków przed nieuzasadnionymi oskarżeniami o antysemityzm”.
Ada Willenberg przeżyła Holokaust dzięki Polakom. „Pani Helena Majewska, która mnie uratowała i wyciągnęła z getta kilkanaścioro dzieci, ma swoje drzewko w Yad Vashem. Posadzono je dla niej, Sprawiedliwej Wśród Narodów Świata, podobnie jak dla wielu innych Polaków, którzy podczas okupacji ratowali Żydów. A Gross pisze tylko o jednych” – podsumowuje ocalona.
Jednocześnie Willenberg nie neguje faktu poszukiwania żydowskiego złota po Holokauście: „Przychodzili chłopi i kopali, szukali skarbów, kosztowności po Żydach”.
Ksiądz Adam Boniecki, redaktor naczelny „Tygodnika Powszechnego” – zwraca uwagę, że Gross „rzeczy bolesne, fakty prawdziwe przedstawia w świetle tak ostrym, jupiterów, że ma się wrażenie, że to jest pars pro toto”.
„Powinniśmy być wdzięczni Grossowi za spowodowanie dyskusji. Można się denerwować na jego przerysowania i pewną nonszalancję, którą historycy mu zarzucają. Natomiast to, że stymuluje szukanie poważnej odpowiedzi – za to mu chwała” – konkluduje Boniecki





