Kolejne głosy o „Złotych żniwach” Jana Tomasza Grossa

Maria Zawadzka, 16 listopada 2016
Dyskusje na temat nowej książki Jana Tomasza Grossa zaczęły się jeszcze przed jej wydaniem. „Złote Żniwa” ukażą się w Polsce nakładem wydawnictwa „Znak” w lutym 2011 roku i poświęcone będą powojennym poszukiwaniom złota przez Polaków na terenach dawnego obozu w Treblince, pośród popiołów i zwłok ofiar Holocaustu.

Samuel Willenberg, uczestnik buntu więźniów Treblinki i uciekinier z obozu – nie zgadza się z metodą przyjętą przez badacza. Twierdzi, że Jan Tomasz Gross nie jest w swoich publikacjach obiektywny.

Autor „Buntu w Treblince” zwraca uwagę, że sam nigdy nie zdecydował się na przywoływanie zdarzeń, których istnienia nie potrafił udowodnić. „Historia powinna być prawdziwa. Nie można wyciągać tylko jednych faktów. Nie można pisać tylko w kolorze czarnym, albo białym” – argumentuje Willenberg.

Samuel Willenberg i jego żona Ada Lubelczyk Willenberg twierdzą, że starają się „bronić Polaków przed nieuzasadnionymi oskarżeniami o antysemityzm”.

Ada Willenberg przeżyła Holokaust dzięki Polakom. „Pani Helena Majewska, która mnie uratowała i wyciągnęła z getta kilkanaścioro dzieci, ma swoje drzewko w Yad Vashem. Posadzono je dla niej, Sprawiedliwej Wśród Narodów Świata, podobnie jak dla wielu innych Polaków, którzy podczas okupacji ratowali Żydów. A Gross pisze tylko o jednych” – podsumowuje ocalona.

Jednocześnie Willenberg nie neguje faktu poszukiwania żydowskiego złota po Holokauście: „Przychodzili chłopi i kopali, szukali skarbów, kosztowności po Żydach”.

Ksiądz Adam Boniecki, redaktor naczelny „Tygodnika Powszechnego” – zwraca uwagę, że Gross „rzeczy bolesne, fakty prawdziwe przedstawia w świetle tak ostrym, jupiterów, że ma się wrażenie, że to jest pars pro toto”.

„Powinniśmy być wdzięczni Grossowi za spowodowanie dyskusji. Można się denerwować na jego przerysowania i pewną nonszalancję, którą historycy mu zarzucają. Natomiast to, że stymuluje szukanie poważnej odpowiedzi – za to mu chwała” – konkluduje Boniecki