Rodzina Paszkowskich

powiększ mapę

Wywiad z Genowefą Jankowską

Prześladowania

„Ojciec mi zmarł, gdy miałam dziewięć lat (…) Trzeba było ciężko pracować, praca była nieskończona, przy świniach, przy krowach, przy noszeniu z pola (…)  To się przechowywało. (…) półtora roku żeśmy przechowywali”.

„Ale co dzieci robili, co Niemcy zrobili z nich. Boże. Obok Wilna były takie Ponary się nazywały. (…) Tam rozstrzeliwali właśnie. Tam była największa masakra. Tam było kazane, rozebrać się do naga. Wykopane były rowy, i tak, jedna tura rozstrzelali, ale Żyd Żyda musiał zakopać, a później następny rów, a później jechały beczkowozy z wapnem, z chemikaliom, żeby epidemia nie (…) Tylko były słychać od nas takie odgłos strzałów, rozstrzeliwali”.

„Była taka rodzina, Wasilewscy. W naszych stronach, to oni, przyjęli Żydów, pobrali im futra, wszystkie oszczędności jakie Żydzi mieli, a później zgłosili Niemcom, jak już wszystko zabrali od nich to później w ten bunkier wrzucili granaty. I to właśnie było takie zakończenie. Wszystko zabrali, co Żydzi mieli wartościowego. (…) I tego Levina właśnie cośmy wychowali jego rodzice właśnie w tym bunkrze zginęli”.

Ukrycie

 „Zmoknięci, głodne. Pukali po oknach. (…) Z getta uciekli. Bo w getcie to, już ich rodzice zginęli tego Levina, zginęły rodzice. I my zaryzykowaliśmy przyjąć”.

„To były dwie siostry, brat i jego żona. To była taka rodzina, co my wychowaliśmy (…) Najstarsza to chyba była Cichanowska. Tak gdzieś. Ona... ta druga to , Leya to ona była do Polki podobna. A tak to po 25 lat gdzieś”.

Niemowlę

„On przyszedł z żoną. Nie mówił, że jest w ciąży, a się okazało, że na przechowalni się urodziło dziecko. A, były ciężkie kłopoty. (…) jak to dziecko urodziło się, zaczęło płakać, to już nas wszystkich, byśmy wszyscy zginęli, bo dziecko płacze dzień i noc, bo nie ma warunków, na przechowalni z dzieckiem małym”

„Ja napisałam, że dziecko jest nie chrzczone i żydowskie i było tak ciepło jak dzisiaj i sam Levin zaryzykował, dziecko wynieść z naszej przechowalni, bo wszyscy zginiemy i wyniósł, położył to dziecko koło drzewa (…) i taka kobieta wzięła te dziecko, znalazła pod tym drzewem (…) i na ambonie ksiądz powiedział, za tydzień, że znalezione, znalazła kobieta dziecko pod drzewem, dzisiaj chrzest dziecka żydowskiego w kościele. Nie mogę opowiadać. Płakać mi się strasznie chce”

„Ta kobieta wychowywała to dziecko. (…) Ale pan Levin był nieuprzejmy, jak wyszedł już z przechowalni zaraz we Wilnie (…) i dowiedział się gdzie jego córeczka, (…) normalnie z łóżeczka dziecko zabrał, na wóz drabiniasty z końmi, bo to nie było żadnych samochodów i to dziecko się przeziębiło i przechrzcił na wiarę żydowską i dziecko przeżyło tydzień i zmarło”.

Sąsiedzi

 „Raz z sąsiadką się spotkałam taką Kowalewską, miałam mleko w dzbanie i talerze, i ona do mnie, drzwiach myślmy się spotkali, a ona mówi do mnie, sąsiad mnie mógł sypnąć, co to robię, a mówi: „A panna Gienia, gdzie się wybrała z talerzami?” Ja się spotkałam, ja mówię, świniom noszę, „Pani świniom daje jeść na talerzach ?” (…) Raz weszli, że wiadro ziemniaków obieram, że chlebów tyle, że tak dużo jemy, wszystko trzeba było chować. Jak, taka młoda dziewczyna, tak dużo je. To wszystko trzeba było chować”.

„Im trzeba było wodę nosić, ręce moje nosiły, daleko, nie było kranów, tak jak dzisiaj, że ze studni trzeba było dostarczyć wodę. Trzeba było im wyprać, bo oni sami nie wyprali. Trzeba było chleb dostarczyć, całe wyżywienie. W ogóle wszystko, podać. I nie wolno im było spacerować, ani w żaden nie miał prawa wyjść poza domem”.

Bunkier

„Wykopałam im taki wielki bunkier w razie tego, gdy do nas ktoś przychodzi, to na strych wychodzili, bo na strychu, nie mogą cały czas. A na noc to wprowadzaliśmy do mieszkania, żeby się umyli, żeby zjedli, jak już noc. (…) My ze swoich finansowaliśmy”.

„W stodole wykopany taki, taki dół, i tam słoma leżała, siano, jak to na gospodarstwie. No, ale oni, jak ktoś wszedł, bo psy były, to jak ktoś, widzieli, że niebezpieczeństwo, to chowali się do tego bunkra. A tak, jak już nie było groźno, to chodzili sobie, ale nie zewnątrz, że były zabudowania. Nie wolno było pokazać ich. Nie wierzyło się sąsiadom, ale i tak były dobre ludzie”.

Czas

„Ta Cichanowska to umiała trochę szyć, to mi jakieś sukienki przerabiała, a Leya to na drutach. To ja im dawałam to takie nici, druty to skarpetki robiły sobie takie. Musieli mieć jakieś zajęcie. (…) Gazetę trzeba było dorwać, żeby poczytali. (…) I do studni się chodziło. Dosyć daleko. (…) To nie jest jeden dzień”.

„Była młoda to dawałam wiadomości i trzeba było dowiedzieć się gdzie jest front. Każdy dzień był dla nich, czekali jakiejś dobrej nowiny, gdzie front gdzie jest wojsko. (…) Trzeba było jakąś gazetę dorwać i poczytać im. To była dla nich radość, gdzie jest front, gdzie rosyjski front się posuwał, w jakim mieście. To Levin złożył ręce do Boga, że Ruskie już niedaleko, że będą wolni. Trzeba im było co dzień coś nowego powiedzieć”.

„Levin trochę chorował, miał takie wysypkę jakaś, ale jakaś maść pamiętam kupowałam. Ale tak zdrowe były, jeszcze tego brakowało, żeby pochorowały”.

Modlitwy

„On religijny bardzo był i on rano wstawał, (…) się modlił bardzo głośno. Ja mówię Levin możesz się modlić ile chcesz tylko po cichu. A on wyszedł na strych i krzyczał te swoje modlitwy, a tu słychać dookoła. (…) Ale jak była bieda i kula pachniała niemiecka jedli wszystko, jedli nawet wieprzowinę. Aby przetrwać. Ale religia im przed wojną nie pozwalała nic”.

Potańcówka

„Był taki duży mróz. Dosyć i upiekliśmy chleb i ciepło było w domu, i tego, wszyscy się myli w tym ciepłym mieszkaniu, bo to trzeba się myć, bo przecież by robactwo poszło. (…) Zaraz szczekają psy, ujadają, a koleżanka moja przyszła z kolegą. „Co ty tak siedzisz, jak jakaś zakonnica. Chodź! U mnie potańcówka. Chodź ! Wyjdź ! Zabaw się ! Co tobie jest ?”

„Wpuściłam ich do domu. (…) Cichanowska schowała się za szafę, pamiętam. A Levin uciekł na ten piec, co się chleb piekło, bo tam bardzo gorąco. A ta Leya i ta jedna weszła pod łóżko, jedna pod stół. A ta Cichanowska była bardzo przeziębiona i kaszlała, sobie chustkę do ust wsadziła, bo.. A Koleżanka: „Chodź, idziemy na potańcówkę”. Mój Boże ! Ten dzień do końca życia nie zapomnę. (…) bardzo się bałam, że mnie sypną”.

Rosjanie

„Jak Ruskie weszły, to wtedy już oni zrobiły się wolne”.

„Levin przyjechał do Wałbrzycha, a Cichanowska, bo gdzieś zatrzymała się w Krakowie, ale jak odjeżdżała, to tu zajechała na pożegnanie. I Levin też się pożegnał i powiedział, że mnie postawi na nogi (…) jakieś brylanty mi obiecali, a młoda dziewczyna łakoma była na brylanty, ale nie ma tych brylantów i nie będzie”.

„A on jak wyjechał do Kanady to, on musiał mieć gdzieś złota, bo od razu w Kanadzie też już sklep miał. To z czego ? Musiał mieć złoto, bo ja słyszałam, że miał gdzieś podwójne dna w neseserach. Jak wyjeżdżał z Polski. Musiał coś przewieść”.

Motywacja

„Dzisiaj takiej roboty, proszę panią, nikt by się nie podjął. (…) Nie zgodziłabym się. Bo ja leciałam na te brylanty. Ale brylantów nie było. Tylko jestem szczęśliwa, że odeszli żywe i zdrowe”.

Bibliografia

  • Ceglarek Aneta, Wywiad z Genowefą Jankowską, Wałbrzych 29.06.2010