Pewnej jesiennej nocy w 1943 r. do mieszkania Alojzego i Zofii Dziadek we Włodzimierzu Wołyńskim przybyła czteroosobowa rodzina Michała Blocha. Mieszkanie to mieściło się w budynku przychodni przy ul. Szpitalnej 15. Dr Michał Bloch był podczas okupacji sowieckiej dyrektorem miejscowego szpitala powiatowego, w którym Alojzy pracował jako ogrodnik, zaś Zofia wydawała bieliznę w magazynie. We Włodzimierzu Wołyńskim Blochowie znaleźli się jesienią 1939 r., uciekając z Warszawy na wschód.
Po ucieczce z getta włodzimierskiego we wrześniu 1942 r. rodzina Blochów przez rok ukrywała się w okolicznych wsiach. Gdy konflikt polsko-ukraiński zaostrzył się, a okoliczne wsie stanęły w ogniu, Bloch wraz z żoną Olgą, 18-letnią córką Fredą i 16-letnim synem Jerzym zwrócili się o pomoc do rodziny Alojzego i Zofii Dziadków, którzy mieli troje małych dzieci: 3-letnią Jadwigę, roczną Irenę i urodzonego w 1944 r. Józefa.
Do czasu wyzwolenia Włodzimierza Wołyńskiego w lipcu 1944 r. Alojzy oraz Zofia ukrywali rodzinę Blochów w piwnicy swojego mieszkania: zapewnili im wyżywienie, dach nad głową, wynosili nieczystości, a także dostarczali gazety. „Ja nie mogłam patrzeć na jego łzy” – wspomina Zofia Dziadek w wywiadzie dla Muzeum Historii Żydów Polskich.
Po wojnie dr Michał Bloch przeniósł się do Łodzi, gdzie otworzył gabinet lekarski. W 1948 r. wraz z rodziną wyjechał do Australii. Do 1966 r. Blochowie i Dziadkowie utrzymywali kontakt korespondencyjny.
„I myślę, że mnie Pan Bóg wynagrodził za to, że uratowałam tych czworo, tych Blochów, mnie Pan Bóg chyba wynagrodził, ja nie narzekam i teraz też nie, chora jestem, chodzić nie mogę, ale mnie nie boli, z tego się cieszę” – podsumowuje Zofia Dziadek.





