„Kiedyś pasę kozę i matko jedyna, szum się robi, jacyś Niemcy, pełno Niemców. Przy miedzy się skuliłam. Patrzę: wyprowadzają Żydów. Tatatata – i nie ma ich. Gdybym się ruszyła, to i mnie by zabili.
Miałam wtedy 10 lat. Dzisiaj myślę, Boże, co ta Cześka musiała przeżywać”.
Cześka Czertok miała 17 lat, gdy uciekła z getta w Wilnie. Ksiądz ją do nas przysłał pod koniec 1941 r. Że w dużej rodzinie łatwiej przechować.
„Nas w domu było dziewięcioro. Mieszkaliśmy we wsi Zimodry, potem w miasteczku Kurzeniec na Wileńszczyźnie. Mama mówiła, że Czesia jest córką jakiejś cioci. Dla mnie została starszą siostrą.
Dużo się przeżyło. Niemcy prowadzili Żydówkę z małym dzieckiem na rozstrzał. Śliczna dziewczynka i mama chciała bałagan zrobić i w tym bałaganie porwać dziecko. I Niemiec trzasnął ją kolbą tak, że później chodzić nie mogła”.
Czesia na początku prawie cały czas leżała w łóżku i była smutna. „Nie wiedziałam dlaczego i potrafiłam jej powiedzieć: ››Patrz, Czesia, tych Żydów rozstrzelali, do których my chodziliśmy.‹‹ Po co jej to mówiłam!
To były straszne czasy. Potrafili powiesić ludzi na środku miasteczka, tabliczkę do nich przywiesić i nie pozwolić pochować. Przez lata, gdy wchodziłam do ciemnej klatki schodowej, bałam się, że uderzę głową w wisielca.”
Ktoś musiał złożyć donos i przyszli szukać. Czesia uciekła, ale ją zaraz aresztowali i jeszcze raz uciekła. Odszukała siostrę Ewy, Wandę, która zaprowadziła ją do partyzantki.
Czesia i Ewa odnalazły się po wojnie w 1948 r. i cały czas utrzymują bliski, rodzinny kontakt, choć od 1969 r. Czesia mieszka z mężem w Izraelu.





