1939
W trzydziestym dziewiątym roku miałam trzynaście lat. Zaczęłam szóstą klasę. I wojna wybuchła i musieliśmy stamtąd uciekać, bo i tak wszystkich, całą osadę, wszystko wywieźli do Rosji.
Do Mościsk przyjechaliśmy w trzydziestym dziewiątym roku, jak wojna wybuchła [...] Z Wołynia myśmy przyjechali. Ojca wywieźli do Rosji, a myśmy z matką, to było nas czworo dzieci, mama, zostaliśmy tu u mojej mamy rodziny, to znaczy u Staszczaków. [...] To tam mieszkał wujek, babcia i dwie ciocie.
Ojciec przyjechał z nami do Mościsk i pojechał jeszcze tam na Wołyń, mówi: może coś tam jeszcze stamtąd przywieze. Tymczasem akurat trafił na wywózkę. [...] Na Sybir. No i dopiero potem na Monte Casino był i jak powracali po wojnie tu wrócił. [...] szukał przez Czerwony Krzyż, znalazł nas.
Babcia
No to ci mieszkali w Mościskach. Ci [...] Rechesowie. [...] ja ich nie znałam. [...] To wszystko załatwiała babcia moja. Oni, to Żydzi tak chodzili, chodzili po tych, żeby ich przyjąć na..., żeby ich ukrywać. No i właśnie oni przyszli i prosili. No i babcia się zgodziła na to. I ukrywali ich. [...] myśmy nie mieli nic do gadania. To tylko miała babcia i ciotki.
Tych Żydów? [...] No ta ja mówię, że siedem [...] Ja ich nazwiska nie znam. Tylko z imiona ich znałam.
Bunkier
Mieli zrobione w stodole, bo to była gospodarka, były tak zwane sąsieki, gdzie się składało zboże, tego. I w tych sąsiekach był wykopany bunkier. I ten bunkier był nakrywany zbożem, a jak się zboże młóciło, to była nakrywany słomą. I oni w tym bunkrze w stodole byli.
Ja tam specjalnie nie chodziłam, tam coś była raz czy dwa razy, ale nie tam u nich, tylko byłam w stodole, a oni wyszli. [...] ja nie miałam czasu, bo dlatego że była wielka gospodarka. Także trzeba było robić, że nie było na to czasu na takie jakieś wychodne albo na jakieś spacery, albo coś. [...] Mnie to nie interesowało.
Jak nie było nikogo, to wychodzili. Ale tak specjalnie to nie, tak specjalnie nie wychodzili. Tylko musieli się porozglądać, czy tego.. [...] Więcej, raczej więcej, to oni nocami, ale to nie wszyscy wychodzili tylko...[...] To wychodził ten młody, ten Beneś, on się nazywał Beneś, a ona Basia, siostra. Z nią nie rozmawiałam. O Rechesowa, ona wychodziła, Rechesowa to tak. Więcej z Rechesową.
Tajemnica
Bali się. Pewnie, że się bali. To co ty myślisz jacy byli sąsiedzi. [...] Nikt o tym nie wiedział. Jeden sąsiad wiedział, bo on to kopał, on to robił. [...] to krewny, mojej mamy krewny był [...] Ta rodzina tylko wiedziała. Tak poza tym więcej nikt nie wiedział.
Sąsiada syn chciał pójść do tego tam do stodoły […] Chciał pójść tam do stodoły, ona [Wiesława, najmłodsza siostra Józefy Guerer – przyp.red.] mówi: nie chodź tam, bo tam są szczury, nie chodź, bo cię zjedzą.
Staraliśmy się tak uważać, żeby nie, żeby nie wpaść, żeby nie tego. Tak w dzień to właściwie do tej stodoły mało się chodziło. Tak w tygodniu jest gorzej. Już w niedzielę to tam prędzej można było pójść. Bo to w niedzielę to każden już tam do kościoła poszedł, na spacery chodzili, no to tam już tego. Bo to przeważnie ci młodzi. Ale tak to nie.
Myśmy się bali, ale jakoś, jakoś Pan Bóg dał, że to wszystko przeminęło szczęśliwie. Szczęśliwie. [...] byli do zakończenia, jak Niemcy się cofli, do wycofania się Niemiec.
Koniec wojny
Jak było głośne już, że już Niemcy się het cofli, [...] no to myśmy powiedzieli im, że już Niemców nie ma, Niemcy się cofli. Więc ten jeden Żyd, ten Beneś, ten kawaler wyszedł i poszedł. Zaryzykował i poszedł i sprawdził, czy to jest faktycznie.
Nie szedł ulicą tylko polami, żeby nie było widać u kogo się ukrywał. I jak wracał to tez polami wracał. On już, jak już wiedzieli, że tego, to już wtedy, to jeszcze, to znaczy jeszcze tak w tej chwili nie, bo dlatego, że nie mieli mieszkania, nie mieli gdzie iść. Dopiero wyszli, poszukali mieszkania, dopiero się wtedy wyprowadzili.
Znaleźli tam takie mieszkanie i mieszkali tam. Ja tam nawet do nich chodziłam, bo dlatego chodziłam do nich, bo chodziłam do kościoła. W kościele zmarzłam, bo było zimno. Poszłam się do nich zagrzać. Tam chodziłam do nich. [...] Oni chyba handlowali. [...] ten Benaś kawaler był zegarmistrzem.
Jak myśmy przyjechali tutaj do Przemyśla. Oni też przyjechali. No to już myśmy się znali. To już tak chodziłam tam wtedy do nich. Tutaj w Przemyślu jak byli, to znaczy nie często. Ot tak czasami.
Jak przyjechaliśmy do Przemyśla, to dostaliśmy gospodarkę, to znaczy Staszczaki dostali, ale potem i tato dostał. To robiliśmy na gospodarce tutaj. W Krównikach dostaliśmy gospodarkę i na tej gospodarce robiliśmy.
Listy
Do Ameryki wyjechali.[...] Ale w którym roku to nie pamiętam. Bo i mnie to specjalnie nie interesowało, to nie pamiętam, w którym roku.
Tam brat jeden, drugi brat no i moja rodzina, to tam oni dostawali od nich tam paczki, [...] już po wojnie, jak już do Ameryki wyjechali ci Żydzi, bo oni pisali do tych Żydów. Jak Żydzi wyjechali, to napisali, podali adres swój, że są i kontakt mieli listowny. Kontakt mieli. To Janek miał, Jerzyk, Wieśka no i ciotka. I ciotka ona to..[...] Ona nie [...] Ona taka była jakaś, ja wiem, taka sama w sobie jakaś...
Odznaczenie
Janek to załatwiał. [...] jakieś papier dostał. I on to wszystko załatwiał. I tutaj odrzucili Wiesię i odrzucili Jerzyka, bo to małoletni. On więc mówi: a jak by się Niemcy dowiedzieli o tym, że są Żydzi, to oni by patrzyli, że to są małoletnie? [...] Oni by na to nie zwracali uwagę, tylko by wszystkich wystrzelali. Tego. To to, co ja wiem. A poza tym ja więcej nie wiem, jak tam było.





