Dzień, w którym skończyła się wojna. Wychodzenie Żydów z ukrycia (1944/1945)
8 maja 2025 r. mija 80. rocznica zakończenia II wojny światowej w Europie. Z tej okazji Muzeum POLIN przygotowało wystawę czasową pt. „1945. Nie koniec, nie początek”, która prezentuje losy polskich Żydów i Żydówek ocalałych z Zagłady i ich powojenne doświadczenia. Temat zakończenia wojny i pamięci o tym przełomowym wydarzeniu jest ważnym wątkiem w relacjach świadków i świadkiń historii z kolekcji historii mówionej Muzeum POLIN. W niniejszym artykule prezentujemy wybór relacji na temat wychodzenia Żydów z ukrycia w latach 1944–1945.
Spis treści:
- Mira Ledowski-Krum o pierwszych radzieckich nalotach
- Irena Senderska-Rzońca o strachu Żydów przed wyjściem z kryjówki i dramatycznym stanie fizycznym osób ocalałych
- Ryszard Ciszewski o ostatnich godzinach okupacji niemieckiej, wyjściu Żydów z ukrycia i chwili pożegnania z nimi
- Bolesława Szabat o radości ocalałego z zakończenia wojny
- Stefan Galas o fotografii wykonanej po wyjściu Żydów z ukrycia
- Janina Cohen o mentalnym wyjściu z ukrycia i dziecięcym rozumieniu realiów ukrywania się
- Guiora Joseph Lauer o trudach związanych z powrotem do społeczności żydowskiej po wojnie
„Każdy z ocalałych miał dzień i miejsce, w którym skończyła się dla niego wojna. Od lata 1944, kiedy Sowieci wyzwolili obecne wschodnie tereny Polski, do wiosny 1945 r., kiedy Niemcy oficjalnie się poddały. Koniec wojny oznaczał – paradoksalnie – stanięcie twarzą w twarz z Zagładą i pojęcie jej rozmiaru”, czytamy we wstępie do wystawy czasowej Muzeum POLIN „1945. Nie koniec, nie początek”.
W styczniu 1944 r. wypierająca wojska niemieckie Armia Czerwona, wraz z oddziałami Ludowego Wojska Polskiego, wkroczyła na tereny przedwojennej Polski. Już stamtąd, z Łucka czy Kołomyi, pochodzą świadectwa pierwszych polskich Żydów, którzy wyszli z ukrycia.
Nieliczni – ci, którzy posiadali odpowiednie fałszywe dokumenty, znali język polski, mieli tzw. dobry wygląd, ukrywali się pod przybraną tożsamością. Większość Żydów, będąc po tzw. aryjskiej stronie, musiała ukrywać się fizycznie w kryjówkach – w piwnicach, na strychach, w lasach. Część ukrywała się samodzielnie, inni korzystali z pomocy Polaków. Każda z tych strategii przetrwania wiązała się z ogromnym ryzykiem. Wyjście z ukrycia po latach życia w zagrożeniu i strachu było momentem przełomowym – oznaczało nie tylko fizyczne ocalenie, lecz także psychiczną konfrontację ze skutkami Zagłady.
Jak wyglądał dzień zakończenia okupacji niemieckiej i końca wojny? W jakich okolicznościach Żydzi wychodzili z ukrycia? Z jakimi problemami zmagały się osoby ocalałe po opuszczeniu kryjówki? W rocznicę zakończenia II wojny światowej, oddajemy głos świadkom i świadkiniom historii – osobom ocalałym oraz tym, którzy w czasie Zagłady pomogli im przetrwać, którzy przekazali swoje relacje do kolekcji historii mówionej Muzeum POLIN.
Mira Ledowski-Krum. Leżałyśmy w polu kukurydzy, a nad nami fruwały katiusze
Moment pierwszych radzieckich nalotów i związany z nimi strach zapamiętała Mira Ledowski-Krum, która jako dziecko wraz z matką ukrywała się wtedy u Antoniny Działoszyńskiej we wsi Puźniki k. Koropca (dziś w Ukrainie).
„Niemcy zbierali się do ataku, do odejścia. Ale przedtem przeszukiwali okolicę, nie szukali Żydów, tylko szukali schowków, gdzie była broń, jedzenie dla partyzantów.
[...] potem oni się wycofali, a myśmy leżały razem z panią Działoszyńską w polu kukurydzy. I ona z dziećmi i moja mama. Mama mnie wciąż przykrywała. A nad nami fruwały katiusze [radzieckie pociski – red.]. Niebo było całe w tych… gorące paski kolorowe. I ten świst okropny.
Moja mama [...] po raz pierwszy się rozkleiła. Płakała. Trzymała mnie kurczowo w objęciach i mówiła: »nie bój się, ty na pewno przeżyjesz, nic ci się nie stanie, ojciec o to zadba, żebyś przeżyła i mogła opowiedzieć, co przeżyłyśmy«. Ja to zapamiętałam, wtedy miałam sześć lat, blisko siódmego roku, to był sierpień”.
Po wojnie Mira Ledowski-Krum i jej matka Adela przeprowadziły się do Wrocławia. Mira rozpoczęła tam studia polonistyczne, jednak po antysemickim incydencie na uczelni w 1957 r. zdecydowała się przerwać naukę i wyemigrowała do Izraela.
Irena Senderska-Rzońca. Wyjdź, przyznaj się, żeś się tutaj przechował
Paraliżujący strach Żydów przed wyjściem z kryjówki w chwili wejścia wojsk radzieckich oraz dramatyczny stan fizyczny osób ocalałych opisała Irena Senderska-Rzońca, której rodzice Józef i Helena Krzyształowscy od lutego do sierpnia 1944 r. udzielali pomocy znajomej rodzinie żydowskiej – Eliasowi i Reginie Banderom z synem Myronem w Borysławiu. Józef Krzyształowski zorganizował dla nich kryjówkę na strychu budynku gospodarczego. Irena dostarczała osobom ukrywającym się pożywienie, wynosiła nieczystości oraz przynosiła zabawki dla chłopca.
„A ci Żydzi, tak się potwornie bali tych Rosjan. Nie chcieli wyjść. Mój ojciec poszedł, mówi: »Wyjdź, przyznaj się, żeś się tutaj przechował«. [Elias:] »A on ma pistolet, on ma karabin, on mnie może zastrzelić«. No po prostu to było już takie lękowe [...]. Nie wyszli.
Rosjanie się wycofali i dopiero moja matka zdołała to dziecko [Myrona – red.] ściągnąć z góry i już po dziecku przyszła ta Regina, czyli matka tego dziecka, a on [Eliasz] jeszcze kilka […] dni leżał na tym strychu. […] zszedł na dół, oparł się tak o drzwi tej komórki, to pamiętam, jak podartą miał całą marynarkę na łokciach. Łokcie brudne, wytarte […] całe kolana u spodni też i kolana na wierzchu […] i tak stał i nie wiedział, czy umie chodzić czy nie umie chodzić […].
Mój ojciec wszedł do mieszkania i wyniósł na wieszaku zawieszoną koszulę, marynarkę i spodnie. I tak popatrzył na niego i mówi do niego »Eliasz, Ty doktór, a ja szofer, weź ten garnitur«. I oddał mu ten ostatni garnitur”.
Po wojnie Banderowie wyemigrowali do Stanów Zjednoczonych, gdzie po latach Irena Senderska-Rzońca spotka się z Myronem. Rodzina Krzyształowskich opuściła Borysław i osiadła w Wałbrzychu. W 2000 r. Irena Senderska-Rzońca i jej rodzice zostali uhonorowani tytułem Sprawiedliwych wśród Narodów Świata.
Ryszard Ciszewski. Wyszli z ukrycia, spojrzeli w słońce
Ostatnie godziny okupacji niemieckiej, wyjście Żydów z ukrycia i chwilę pożegnania z nimi wspomina Ryszard Ciszewski. Jego matka Janina Ciszewska z domu Kałuska udzielała pomocy znajomym Żydom w Stanisławowie (dziś Iwano-Frankiwsk). Kilkanaście osób ukrywało się w zaciemnionym zasłonami pokoju w domu Ciszewskich przez okres 18 miesięcy, od jesieni 1942 do lata 1944 roku. W pomoc Żydom zaangażowani byli również synowie Janiny – Ryszard i Zdzisław.
„No i zaczyna się ruch, słychać przez kilka dni. Gdzieś tam z daleka, jakby w kotle się coś gotowało, bulgotanie takie, coraz bliżej, bliżej... I któregoś popołudnia, to było takie lato ładne, chyba też sierpniowe [...], koło godziny piątej po południu, nagle słychać z pistoletów maszynowych strzelanina jakaś po ulicy. Okazuje się, że kilku fizylierów sowieckich [żołnierzy piechoty – red.] idzie, jedna sanitariuszka z nimi, przeszli koło nas, koło naszego domu i poszli dalej. I cisza.
[...] za jakieś pół godziny może po tym, przychodzi jakiś tam oficer-lotnik do nas [...]. I mówi tak: »A tutaj koło was stało kilkanaście czołgów niemieckich, ja w nocy przyleciałem samolotem, puściłem flarę, żeby sprawdzić...«. Mama mówi: »No dobrze, żeś nie trafił w te czołgi, bo by z naszej chałupy nic nie zostało i z nas też«. [...] uświadomił wszystkich, że już koniec, można już wychodzić. Ci nasi [Żydzi] wyszli, odetchnęli, no i zaczęli się rozchodzić, każdy w swoją stronę. […] ich wolna wola, wyszli z ukrycia, spojrzeli w słońce i koniec. Na tym cały najważniejszy czas i najgorszy skończył się.
Jak wyglądał dzień pożegnania? Tak jak mówiłem, wyszli, popołudniowy ciepły dzień. »Jańcu, dziękujemy«. Cmok, cmok, cmok. Poszli. […] Gdzieś się porozpraszali po świecie, jak ta Bronia, jak ta Malwina. O reszcie to nic nie wiem”.
Po wojnie ocalali Szmerl i Malwina Sternowie wyemigrowali do Meksyku, a Dudek i Bronisława Berlerowie do Izraela. Janina Ciszewska z synami Ryszardem i Zdzisławem przeniosła się do Łodzi. W 1987 r. zostali oni uhonorowani tytułem Sprawiedliwych wśród Narodów Świata.
Bolesława Szabat. Aż pod sufit podskakiwał, cieszył się, że przeżył
Radość z zakończenia wojny ocalałego Efraima Urmana wspomina Bolesława Szabat. Jej rodzice Józefa i Andrzej Siekowie przed dwa lata udzielali mu schronienia w swoim gospodarstwie we wsi Lipiny Dolne (powiat biłgorajski).
„[...] cieszył się Żyd. Tańczył u tego sąsiada, bo tam taka potańcówka była. Ktoś na akordeonie grał i tam poszedł sobie. Tam sobie wypił, bo zaraz mu ten sąsiad tego bimbru [dał]. Przyszedł taki wesoły i mówi, że już wyjeżdża, już na wolności jest. A tańczył – mówiła ta sąsiadka – aż pod sufit podskakiwał, cieszył się, że przeżył.
Wszyscy wiedzieli, że przeżył i każdy kto tam blisko był to wiedział, że on [nie ma] żadnego majątku, bo był z biednej rodziny, żadnego majątku do nas nie przyniósł, żebyśmy go trzymali z majątku. [...] przyszedł, i jak mówię, umył się, kolację zjadł i ubrał się [w] takie ciuchy ojca [...]. Potem sobie przeszywał z lewej strony na prawą i był ładnie ubrany. Bluzę taką sobie uszył”.
Po wyzwoleniu Efraim zamieszkał na krótko w Łodzi, a następnie wyjechał z Polski do obozu dla dipisów (od ang. displaced persons – osoby przemieszczone, w skrócie DPs) w północnych Włoszech. Tam też odnalazł go wujek Charles – jedyny ocalały z rodziny Urmanów – i zaprosił do Paryża. Pod koniec lat 50. Efraim wraz z rodziną wyemigrował do Nowego Jorku.
Stefan Galas. Fotografia na pamiątkę
„Moment pożegnania. Oni od nas wychodzą, wolni, zadowoleni [...]. Obydwoje są na drodze w pobliżu naszej zagrody. Z walizkami. [...] Widzę nasze gospodarstwo w tle. I brzózki. Drzewa brzozowe stojące przy drodze. Droga gruntowa”.
Chociaż ten dzień i ta chwila nie zachowały się w pamięci Stefana Galasa, przetrwała fotografia, którą szczegółowo opisał. Widzimy na niej Rachelę Birenbaum i Józefa Jassa, Żydów ocalałych z Zagłady, którzy wiosną 1945 r. opuszczają gospodarstwo rodziny Galasów w Strzeniówce k. Nadarzyna. Rachela ukrywała się tam od stycznia 1941 r., a Józef co jakiś czas otrzymywał doraźną pomoc. Poznali się w kryjówce, zostali parą.
Wraz z zakończeniem okupacji niemieckiej wyszli z ukrycia. Gospodarstwo Galasów opuścili prawdopodobnie po kilku tygodniach od wkroczenia Armii Czerwonej i wyparcia Niemców w styczniu 1945 roku. Udali się na Dolny Śląsk, później wyemigrowali do Izraela.
„Przysyłali owoce południowe na święta. Korespondencję nawiązali Czajkowie [sąsiedzi Galasów – red.] i ten kontakt utrzymywali dłuższy czas”, wspominał Stefan Galas.
Niezwykłą fotografię z wiosny 1945 r. prezentujemy w galerii zdjęć na górze strony.
Janina Cohen. Pierwszy raz powiedziałam do mamy „mamo”
O mentalnym wyjściu z ukrycia i dziecięcym rozumieniu wojennych realiów ukrywania się wspomina ocalała m.in. w Czatkowicach k. Krzeszowic, Janina Cohen z domu Lachs. Sześcioletnia wówczas Janina i jej mama Helena mieszkały w Czatkowicach u piekarza nazwiskiem Płaczek. Helena funkcjonowała pod przybranym imieniem i nazwiskiem jako „Olga Szczepańska” i oficjalnie uchodziła za ciotkę Janiny.
„Mama mi opowiadała, że w dzień jak wkroczyła armia radziecka, to powiedziałam pierwszy raz »mamo«. [Wcześniej] ludzie się pytali: »no to jednak jest ciężko, że nie masz mamy koło siebie«. Ja mówiłam »No tak, ale moja ciotka jest bardzo dobra. Ale to nie jest tak, jak mama«. Byłam na wojnie, to dobrze kłamałam. Potem dużo czasu przeszło, zanim się przyzwyczaiłam nie kłamać.
Pamiętam, że jak wojsko wkroczyło do Czatkowic, to mi mama powiedziała: »tylko ty nie bierz żadnych cukierków […]«. Żadnego cukierka nie dostałam, bo żołnierze radzieccy nie mieli cukierków. Ale pamiętam, że to była prawdziwa frajda”.
Po wojnie Janina i Helena wróciły do Krakowa, gdzie mieszkały przed wojną. Helena podjęła swój dawny zawód – pracowała w kancelarii adwokackiej. Janina rozpoczęła naukę w szkole. W 1949 r. Helena – przebywająca wówczas służbowo we Francji – ściągnęła Janinę do Paryża, gdzie obie zamieszkały.
Guiora Joseph Lauer. Płakałem i mówiłem, że ja nie chcę być Żydem
Guiora Joseph Lauer, ocalały jako dziecko we wsi Lipki z pomocą Polaków, relacjonuje trud związany z powrotem do społeczności żydowskiej, której przed wojną nie zdążył poznać. Dalsza rodzina zabrała go z Polski do Paryża w 1945 roku.
„Było mi ciężko. W Paryżu dali mi piękny pokój... Wszystko było w porządku, ale nie byłem z tego zadowolony. Myślałem o moich przyjaciołach w Lipkach. Każdej nocy śniło mi się, że jestem na huśtawce i [bujam się] szybko, szybko, szybko i spadam do Lipek. Po tym, jak powiedzieli mi, że jestem Żydem, bardzo trudno było mi nim być, bo w Lipkach słyszałem o Żydach niezbyt dobre rzeczy. To było wstyd być Żydem. […] Płakałem i mówiłem, że ja nie chcę być Żydem, że ja jestem dobry chłopak, ja nic złego nie zrobiłem. Potem zacząłem pytać i powoli mi wytłumaczyli, co to znaczy być Żydem”.
Z czasem Guiora Joseph Lauer został członkiem młodzieżowych organizacji syjonistycznych. Podczas jednego z obozów poznał swoją przyszłą żonę i razem postanowili wyjechać do Izraela. Historią swojej rodziny zainteresował się dopiero w 2017 roku. Od tego czasu poszukuje nowych informacji dotyczących przodków i swojego ocalenia podczas Zagłady z pomocą m.in. Leona Leńskiego-Eitela.
*
Szacuje się, że Zagładę przeżyło ok. 350 tys. polskich Żydów i Żydówek, spośród których 30–50 tys. osób pod okupacją niemiecką. Dotychczasowe wyniki badań nie pozwalają stwierdzić precyzyjnie jaki procent tej liczby stanowią osoby, które przetrwały w ukryciu lub pod fałszywą tożsamością po tzw. aryjskiej stronie. Cześć z nich ocalała wyłącznie dzięki własnej zaradności, inni z pomocą Polek i Polaków.
Dzień zakończenia wojny powinien być czasem euforii:
„Tłumy wychodzą na ulice miast i miasteczek, ludzie całują wyzwolicieli, rzucają im kwiaty, tańczą. Na tym polegać powinien koniec wojny”, zapisali kuratorzy wystawy czasowej Muzeum POLIN.
Dla Żydów i Żydówek, zmagających się ze stratą niemal wszystkiego – bliskich, wspólnoty, domu, był to przede wszystkim moment podejmowania decyzji – co dalej?
O tych ludziach, którzy na zgliszczach starego świata próbowali zbudować swoje życie na nowo, dowiesz się więcej w wystawie „1945. Nie koniec, nie początek” (dostępna do 15 września 2025).
Klara Jackl, Mateusz Szczepaniak, maj 2025
Bibliografia:
- 1945. Nie koniec, nie początek, red. A. Bikont, K. Kijek, Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN, Warszawa 2025
- Zbiory Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN, kolekcja historii mówionej:
- Wywiad z Ryszardem Ciszewskim, Łódź 28.03.2009
- Wywiad z Janiną Cohen, Kraków 7.05.2025
- Wywiad ze Stefanem Galasem, Warszawa 12.06.2019
- Wywiad z Guiorą Josephem Lauerem, Holon 10.10.2018
- Wywiad z Mirą Ledowski-Krum, Warszawa 31.08.2015
- Wywiad z Ireną Senderską-Rzońcą, Warszawa 7.07.2014
- Wywiad z Bolesławą Szabat, Warszawa 1.07.2014
Przeczytaj, zobacz więcej:
- Postawy Polaków wobec Żydów podczas Zagłady →
- Żydzi ukrywający się po „aryjskiej stronie” [zakładka tematyczna] →
- Żydzi pomagający innym Żydom po „aryjskiej stronie” [zakładka tematyczna] →
- Rozmowy eksperckie z cyklu „W ukryciu. Historie Ocalałych i Sprawiedliwych” →
- Powojenne losy Żydów polskich z kolekcji historii mówionej Muzeum POLIN →
- Relacje świadków historii w kanale „Historia mówiona / Kolekcja Muzeum POLIN” →
- Obiekty ze zbiorów Muzeum POLIN w portalu Kolekcje →





