Kochana Pani Jadwigo
Gdyby to była wiosna, poszłabym do ogródka, gdzie kwitłyby czerwone tulipany. Kiedy się poznałyśmy, wykopywała je Pani przed zimą sama. Gdybym była z Szymkiem, dostałby do siedzenia na tarasie zydelek w kształcie sarenki i klocki do zabawy – zawsze opisuje Panią, jako tą, u której układał kiedyś klocki.
Na tarasie słońce grzałoby za mocno, siadłybyśmy naprzeciw siebie przy stole w pokoju gościnnym. Patrzyłabym na srebrny obłok Pani włosów i bez skrupułów jadła kolejne paszteciki. Pilnowałby nas regał z książkami i od książek zaczęłybyśmy rozmowę. Pani byłaby na bieżąco, pewnie czytałaby Pani właśnie „Sprawiedliwych zdrajców”, ja podzieliłabym się zachwytem „Jerozolimą”, książką o mieście, które po raz pierwszy spotkałam i zobaczyłam dzięki Pani. Wypytywałaby Pani co słychać u Joasi, Klary i czy znalazły już mężczyzn swojego życia.
Potem po schodach wspięłybyśmy się na piętro, do Pani gabinetu. Na parapecie kwitłyby fiołki w obramowaniu zieleni za oknem. Pani siadłaby przy komputerze i otworzyła dokument z kolejną relacją, historią człowieka, do którego dotarła Pani sama, zaprosiła do zwierzeń, stanowczo i bez sentymentów dochodziła do przeszłości, również własnej. Wprowadzałabym poprawki, wdawałybyśmy się w spór o słowa i formę, praca jednak postępowałaby naprzód.
Może zadzwoniłaby właśnie Pani Janina, ucięłybyście sobie codzienną pogawędkę i układały przy okazji kolejne spotkanie w Polsce lub w Izraelu. Gdyby to był luty, omawiałybyście wspólny marcowy spacer po telawiwskiej plaży. W czerwcu planowałybyście wyprawę w Bieszczady, na kajaki lub pod żaglami.
Gdybyśmy spotkały się po raz ostatni, zeszłabym po skrzypiących schodach do wyjścia umawiając się na kolejną wizytę – tak jak ostatnim razem.





