Achim z Antonówki. Czy go znasz?
Poniżęj list od pani Florentyny Marzec. Jeśli wiesz coś o Achimie, skontaktuj się z nami.
„Byliśmy na naszej działce rolnej przy wykopkach ziemniaków z mamą i nas czworo rodzeństwa, zauważyliśmy coś czołgającego się obok w lesie. Mama mówi do nas: ››to przecież nie zwierzę, wygląda jak człowiek.‹‹ Mama sama pobiegła w kierunku tego widoku. Bożę, co się okazało: że to był chłopczyk w wieku 10 lat. Ja nie zapomniałam tego widoku. Był podobny do Żyda, piękny chłopczyk. Nasza czwórka dzieci wraz z mamą zrobiliśmy wszystko, żeby go uspokoić, bo nie wiedział kim my jesteśmy, Polakami czy Ukraińcami.
Był wygłodniały i wychłodzony przez noce jesienne, które spędzał przez kilka tygodni na dworze pod gołym niebem. Zrobiliśmy palenisko, ogrzał się, daliśmy jeść, był tak wycieńczony, że połykał bardzo słabo. Brat był starszy ode mnie, zdjął z siebie ubrania, żeby te rzeczy mokre, zawilgocone zdjąć z niego. Mama zapytała się jego jak mu jest na imię, odpowiedział ››Achim ‹‹ zabraliśmy go do domu. Ale tu był wielki strach przed Niemcami, bo naszej rodzinie groziła śmierć.
Ojciec wybudował mu schron pod piecem chlebowym i tam był przechowywany. Niestety to nie trwało długo, może ponad rok. Ktoś zawiadomił żandarma niemieckiego. Przyjechali żandarmi, aresztowali ojca, przeszukali cały dom i obejście gospodarcze. Cud od Boga – nie znaleźli go. Musiał odejść od nas i udał się na naszą działkę zalesioną. Mama i my, dzieci przez dłuższy czas dowoziliśmy mu jedzenie.
Zabrawszy ojca za przechowywanie Żyda, Niemcy chcieli go zabić. Udaliśmy się z mamą do więzienia, a ojciec już stoi pod murem, czeka na egzekucję. Mama i my płakaliśmy i krzyczeliśmy: ››nie zabijajcie nam ojca‹‹, któryś z żandarmów powiedział: ››my was też zabijemy, bo ukrywacie Żyda‹‹. Na szczęście wszedł znajomy Ukrainiec, twierdząc, że to nie możliwe: ››Albin nie ukrywał żadnego Żyda‹‹ Ojca puścili, wróciliśmy wszyscy do domu, ale nie swojego już, ponieważ nasza wieś i sąsiednie wsie były spalone. Nas przymusowo wywieziono do Niemiec – Lagier Weissenburg Bayern.
Po wyzwoleniu nie wolno nam już było wracać na nasze tereny, gdyż było to już po podziale granic. Mama i ja pojechałyśmy na paszport polski do tej miejscowości, skąd pochodziliśmy. Nikt nam nie udzielił żadnej informacji o żydowskim chłopcu Achimie.
Ja ciągle uważam, że on żyje. Jeżeli uciekł od śmierci, gdy zabijano wszystkich Żydów, rodzina jego cała została zabita, jego kula nie trafiła, czołgając się uciekł od śmierci. (…) Lasami dotarł do naszej wsi, następnie żandarm nie znalazł go w naszym domu.
W swoim testamencie moja mama zobowiązała mnie, żeby w dalszym ciągu poszukiwać tego Żyda, który dla niej był jak własne dziecko. Liczę na to, że pomożecie mi odnaleźć naszego Achima, którego pokochaliśmy jak brata”.
Florentyna Marzec





