Szukam polskich rodzin, które ukrywały moją rodzinę (nazwiskiem Moriles) w czasie II wojny światowej
Dziadek był handlarzem bydła. Codziennie jeździł po okolicy i regularnie odwiedzał targowiska, dzięki czemu miał wielu polskich znajomych. Urodził się w Górce Kościejowskiej, małej wiosce niedaleko Racławic (przy drodze nr 783, około 15 km na wschód od Miechowa). Miał dwóch braci i trzy siostry: Mortka (Mordechaja), Aarona, Maszę, Felę i Manię. Rodzice dziadka mieszkali tam, dopóki nie zostali wysiedleni przez Niemców. Byli jedyną żydowską rodziną w miejscowości.
W Proszowicach dziadek mieszkał z żoną i dziećmi w wynajętym mieszkaniu przy ul. 3-go Maja 75. Dom nadal należy do krewnych właściciela, od którego mój dziadek wynajmował mieszkanie (jego siostra mieszkała na pierwszym piętrze kiedy odwiedziliśmy ten budynek dwa lata temu).
Pod koniec sierpnia 1942 roku, na wieść o zbliżającej się deportacji Żydów, rodzina uciekła z domu i ukryła się w lesie. Schronili się w lasach koło Jakubowic (na wschód od Proszowic). Pomagał im wtedy właściciel ziemski o nazwisku Kleszczyński (dostarczał im jedzenie). Wspierał ich też w następnych latach. Podczas kilkutygodniowego pobytu w lesie, moja babcia zachorowała na zapalenie płuc i zmarła, gdyż nie udało się zdobyć dla niej lekarstwa. Wtedy dziadek wraz z dziećmi na kilka miesięcy wrócił do mieszkania w Proszowicach.
8 listopada 1942 roku uciekli ponownie. Tym razem schronili się w domu znajomego nazwiskiem Koteza pod Proszowicami (nie wiem dokładnie gdzie, ale prawdopodobnie było to na tyle blisko, że można było dojść tam pieszo). Rodzina ukryła się na strychu, Koteza dostarczał im jedzenie. Z kryjówki wychodzić mogli tylko nocą. Jedynie mój ociec, który miał tzw. dobry wygląd, wychodził w ciągu dnia i bawił się z dziećmi pana Kotezy.
Po około dwóch miesiącach we wsi miała miejsce tragedia – niemieccy żołnierze przeszukali wieś, znaleźli i zamordowali dwóch Żydów oraz rodzinę, która ich ukrywała. Wtedy Koteza, namawiany przez żonę, poprosił moją rodzinę o odejście, gdyż ryzyko było już zbyt duże.
Następne miejsce, w którym rodzina znalazła schronienie, prawdopodobnie znajdowało się w pobliżu Górki Kościejowskiej. Ukryli się w gospodarstwie pewnego rozwodnika (lub wdowca). Mężczyzna uprawiał tytoń, miał dwie córki i konkubinę. Kryjówka była w stodole, wchodziło się tam po drabinie. Pewnego dnia konkubina właściciela odkryła obecność ukrywających się. Moja rodzina została poproszona o zmianę kryjówki.
Ich ostatnim schronieniem był dom we wsi Lelowice lub w okolicy, który znajdował się w pewnej odległości od innych domów we wsi. Według wspomnień mojego ojca, była to gliniana chata kryta strzechą. Właściciel był bardzo biedny i z trudem utrzymywał własną rodzinę. Miał wóz z jednym koniem, oborę (chyba tylko dla jednej krowy) i dwie kury. Moja rodzina ukrywała się w dziurze wykopanej pod oborą.
Niebawem dalsza część rodziny dołączyła do kryjówki – siostra mojego dziadka Masza ze swoimi dziećmi, Józefem, Dawidem i Cilą, oraz druga siostra, Fela, ze swoim mężem Izaakiem (Iczem). Nikt nie wychodził w niej w ciągu dnia. Tylko ciotka Bronia, podążając za wytycznymi dziadka, chadzała do chłopów z okolicy, przyjaciół dziadka, którzy pomagali, jak tylko mogli. Nocami dziadek szedł do Kaczowic po jedzenie.
Zachował się list, napisany przez Polaka, Zygmunta Zubackiego (lub Zubatkina), który mieszkał w Opatkowicach 39, około 2 km na północ od Proszowic. Jego krewni wciąż tam mieszkają. Mój dziadek handlował z nim bydłem. Podczas ukrywania dziadek często przychodził do niego z prośbą o jedzenie.
W liście Zubacki (Zubatkin) pisze, że po wejściu wojsk rosyjskich, mój dziadek poprosił go o zawiezienie go wozem po dzieci (czyli po mojego ojca i ciotkę), które wciąż przebywały w kryjówce. Zatrzymali się nieopodal Lelowic, w Ibramowicach. Dziadek poprosił Zubackiego (Zubatkina), żeby zaczekał tam na nich (pewnie nie chciał, by ktokolwiek wiedział, kto ich ukrywał). Półtorej godziny później wrócił z dziećmi. Dziadek musiał nieść ojca (wówczas siedmioletniego) na rękach, gdyż po długim siedzeniu w kryjówce nie był w stanie samodzielnie iść. Pan Zubacki (Zubatkin) napisał w liście, że tak czy owak wiedział, że dziadek udał się do Lelowic.
Szukam informacji o rodzinach, które ukrywały moich bliskich. Znane jest mi nazwisko tylko jednej z rodzin – Koteza – oraz nazwy miejscowości, w których mieszkali. Zależy mi zwłaszcza na informacjach o właścicielach domu wiejskiego w Lelowicach lub w okolicy Lelowic. Jeśli ktokolwiek znał mojego dziadka, albo słyszał o naszej rodzinnej historii – bardzo proszę o kontakt.





