Wspomnienia Romana Pułki o ukrywaniu Żydówki w Milanówku

W czasie wojny razem z rodzicami i młodszym bratem mieszkałem w Milanówku pod Warszawą, w małym domu liczącym dwa pokoje z kuchnią. Na zawsze pozostanie w mojej pamięci historia ocalenia przez moją rodzinę młodej Żydówki. Nie znam ani jej imienia, ani nazwiska. Dziewczynę przyprowadził do nas jej ojciec, właściciel sklepu spożywczego w pobliżu Dworca Zachodniego w Warszawie. Był znajomym mojego taty, który pracował na kolei.

Żydówka mieszkała w naszym domu od wybuchu powstania warszawskiego do zakończenia wojny w 1945 roku. Za dnia przebywała w piwnicy pod kuchnią, nocą spała w pokoju z rodzicami. Wieczorami, kiedy było już ciemno, często wychodziłem z nią do ogródka, aby mogła zażyć świeżego powietrza. Kilka razy byłem świadkiem, gdy odwiedzał ją młody, przystojny mężczyzna – na pewno byli zaprzyjaźnieni. Mnie w tym trudnym czasie traktowała jak brata.

Późną jesienią 1944 roku miały zostać przeprowadzone kolejne wywózki mężczyzn z miasta. Do naszego mieszkania przyszedł oficer gestapo, aby skontrolować liczbę mieszkańców domu. Trafiliśmy na uczciwego oficera. Gdy zauważył, że ojciec jest w mundurze kolejarza, polecił nam niezwłocznie opuścić Milanówek.

Razem z ojcem wyjechaliśmy do Krakowa, gdzie mieszkała jego rodzina – matka i siostry. Wedle relacji mamy, która pozostała w domu z moim bratem i Żydówką, kilka dni po wyjeździe ów oficer znowu przyszedł do naszego domu, aby upewnić się, że ojciec wyjechał.

Gdy po zakończeniu wojny wróciliśmy do Milanówka, Żydówki już u nas nie było. Wyjechała. Nigdy nie dostaliśmy od niej żadnej wiadomości, nigdy więcej jej nie zobaczyliśmy. Bardzo chętnie spotkałbym się z jej rodziną. Może żyją jeszcze dzieci lub wnuki, którzy znają tę historię? Już teraz serdecznie zapraszam ich do Polski, do mojego domu.