Dzieci z fotografii. List Pani Elżbiety Buczyńskiej

Odwielu lat nosiłam się z zamiarem nawiązania kontaktu z osobami, które mogą być zainteresowane pewną historią opowiedzianą mi przez moją mamę Wandę Bortnowską.

W latach 1920-tych mama uczęszczała do gimnazjum żeńskiego w Łomży i tam zaprzyjaźniła się z dziewczynką, którą widzimy na zdjęciu (po prawej) w towarzystwie rodzeństwa. Miała na imię Sonia. Fotografia jest piękna, dzieci też. Pamiętam, że jako dziecko, byłam nimi zafascynowana. Mówiłam do mamy: „Jak oni na mnie patrzą tymi wielkimi oczami”. Mama niechętnie pozwalała mi tę fotografię oglądać. „Ostrożnie - mówiła - nie zniszcz jej, to moja jedyna pamiątka”. Nigdy mi nie opowiadała o dzieciach ze zdjęcia. Opuściłam rodzinny dom bardzo wcześnie i dopiero w 1993 roku, na rok przed śmiercią, mama opowiedziała mi wstrząsającą historię dzieci ze zdjęcia. W czasie okupacji, już jako dorośli ludzie, ukrywali się oni u różnych przyjaciół. Między innymi u mojej babci, Stefanii Bortnowskiej,  mającej w 1941 roku 66 lat, mieszkającej na peryferiach Łomży,  na ulicy Słonecznej 4. Był tam wielki ogród, w którym wykopano schron i ukryto w nim Sonię, jej rodzeństwo i dwoje dzieci - nie wiem czyich. Mieszkali tam jednak tylko przez tydzień. Nie chcieli narażać cudzego życia i mimo nalegań, żeby zostali, pewnej nocy przenieśli się na cmentarz i ukryli w grobowcu. Zdawało im się, że tam będzie najbezpieczniej.

Niestety po miesiącu odkrył ich kryjówkę grabarz i sprowadził gestapo. Zostali wywleczeni z grobowca. Pobito ich i ociekających krwią prowadzono ulicami Łomży. To był straszny widok. Patrzyli na to ludzie, którzy ich znali, koledzy ze szkoły, sąsiedzi, przyjaciele. I nic nie mogli zrobić. Mama mówiła, że tamten widok pozostawił w niej najstraszniejsze wspomnienie. „Jakby mi ktoś serce wyrwał” - mówiła. Po śmierci mamy odziedziczyłam tę fotografię i przechowywałam ją z największym pietyzmem. Ale teraz sama mam już siedemdziesiąt lat i chciałabym przekazać ją w godne ręce. Tak, żeby nie poniewierała się gdzieś. Może ktoś pozna te dzieci. Może przeżyły.