Zachować ludzką godność swoją i innych - opowieść Bronisławy Folusz

Pragnę opisać historię żydowskiej rodziny Szczupaków, która sąsiadowała ze mną w czasie wojny na Lubelszczyźnie. Wydarzenia, które opisuję miały miejsce w latach 1942-1944. Miałam 17 lat. Czułam się już wtedy jak osoba dorosła – okupacja hitlerowska miała ogromny wpływ na szybsze dorastanie. Mieszkałam wtedy ze starszą siostrą i jej mężem w małym jednoizbowym domu połączonym z oborą.

Szczupakowie mieszkali niedaleko nas, we wsi Kolonia Poniatówka w gminie Wojsławice, pow. Chełm Lubelski. Pan Szczupak miał na imię Azyk, jego żona nosiła imię Gitla, a dzieci: Szlomka, Berko, Srulek i Hana. Rodzina ta była bardzo uczynna dla innych mieszkańców okolicznych terenów. Żona pana Szczupaka przychodziła do nas i pomagała przy wielu pracach gospodarczych, w zamian za co udostępnialiśmy jej paszę dla krowy. Żyliśmy na bardzo przyjaznej stopie sąsiedzkiej bez jakichkolwiek uprzedzeń rasowych czy religijnych. Doskonale wiedziałam, że Szczupakowie są Żydami. Nie miało to żadnego wpływu na mój stosunek do nich.

W 1942 r. na naszych terenach hitlerowcy wzmożyli represje wobec osób pochodzenia żydowskiego. Zaczęły się masowe ucieczki Żydów przed niemieckimi obławami, wywózkami do obozów śmierci. Rodzina Szczupaków także musiała się chronić. Pan Szczupak poszedł do lasu, do partyzantów. Walczył pod pseudonimem „Gwiazda”. Pani Szczupakowa ze swoimi dziećmi ukrywała się w różnych miejscach w okolicy. Ich dom zajęła jakaś rodzina przesiedlona przez Niemców.

Na jesieni 1942 r. sprowadziłam panią Szczupakową i jej dzieci do mojego domu. Wiedziałam o niebezpieczeństwie z tym związanym, ale odczuwałam potrzebę pomocy im. Przecież to byli moi dobrzy znajomi i sąsiedzi, czy można postąpić inaczej? Obok naszego domu wykopany był loch na kartofle, w którym pani Szczupakowa schroniła się wraz z dziećmi. Ukrywała się tam w ciągu dnia, a wieczorem przychodziła do domu na kolację i dostawała od nas jedzenie dla dzieci. Czasem wychodziła też w inne miejsca, żeby zdobyć nieco pożywienia. Jej najstarszy syn Szlomka mieszkał w domu razem z nami. W ciągu dnia przebywał na chlebowym piecu, wieczorem wychodził z ukrycia. Trwało to kilka miesięcy.

Sytuacja zmieniła się wskutek naszej obawy przed sąsiedzkim donosem do Niemców. Pani Szczupakowa postanowiła zmienić miejsce ukrywania. Schronienie znalazła w niedalekich kamieniołomach, w których przebywała przez pewien okres. Zima była tamtego roku bardzo ostra. Pani Gitla przychodziła do mojego domu wieczorami – karmiliśmy ją i, jeżeli mogliśmy, przekazywaliśmy jedzenie dla dzieci.

Pamiętam szczególnie jedno bardzo traumatyczne wydarzenie. Któregoś dnia pani Gitla przyszła do nas do domu zrozpaczona i oznajmiła, że dwójka dzieci zniknęła z kamieniołomów. Do dzisiaj widzę jej smutek i rozpacz. Jakiś „usłużny” donosiciel zabrał dzieci podczas nieobecności pani Szczupakowej, zawiózł je do Wojsławic i oddał Niemcom.

Wiosną 1943 r. Szlomka postanowił dołączyć do partyzantów. Nasz kontakt urwał się wtedy zupełnie. Zdarzało się, że widywaliśmy jeszcze pana Azyka, który później przychodził czasem do nas wraz z innymi partyzantami. Gościliśmy ich.

Kiedy w 1944 r. okupacja na naszych terenach zakończyła się, przesiedlona rodzina opuściła dom Szczupaków, a pani Gitla znów w nim zamieszkała. Miała ze sobą jednego kilkunastoletniego syna Srulka i malutkie dziecko, które miało chyba kilka miesięcy [prawdopodobnie zostało urodzone podczas ukrywania – przyp. red.].

Wiosną 1945 r. w nocy jacyś bandyci napadli na dom Szczupaków i zamordowali Gitlę oraz jej dzieci. Dom został podpalony. Następnego dnia moja matka poszła na zgliszcza domu i to co zobaczyła przerosło jej wyobrażenie –  Gitla zwęglona, trzymająca przy sobie zwęglone szczątki malutkiego dziecka, obok zwłoki Srulka.

Pan Szczupak był w tym czasie w Hrubieszowie. Nie znam jego dalszych losów. Wiem tylko, że ponownie ożenił się po wojnie. Jego ocalały syn Szlomko został w Polsce, zmienił imię na Edward.

Na tym zakończę tę historię, której byłam uczestnikiem. Nie wiem na ile pomogłam innym ludziom w zachowaniu życia, ale mam przekonanie, że chociaż odrobinę pomogłam zachować ludzką godność swoją i innych.