Małopolscy aptekarze, zasłużeni dla ludności żydowskiej w czasie okupacji hitlerowskiej
Była to lekcja o tyle ciekawa, że indywidualne ludzkie losy członków jednego zawodu, splecione z historią regionu, stały się egzemplifikacją faktów ogólnych. To właśnie dzięki temu, pomimo iż jestem osobą bardzo młodą, a opisane poniżej postaci znam jedynie ze wspomnień, mogę podzielić się „Swoją opowieścią”, opowieścią, której bohaterami są małopolscy aptekarze, zarówno ofiary II wojny światowej jak i ci, którzy ryzykując własnym życiem, starali się pomagać…
Czytelnikowi niniejszego opracowania należy się jednak na początek wyjaśnienie. Pozycja zawodu aptekarskiego w XIX wieku i w okresie dwudziestolecia międzywojennego była zjawiskiem niepowtarzalnym. Prowincjonalni aptekarze byli ludźmi wielkiego formatu – burmistrzami, prezesami instytucji samorządowych, kulturalnych i społecznych. Aptekarz, obok lekarza, proboszcza, naczelnika poczty i zawiadowcy stacji kolejowej, należał do ścisłej elity małej miejscowości. Był osobą, od której promieniowała kultura, godność osobista, ofiarność, patriotyzm…
Pierwszym zagadnieniem, związanym z tematyką żydowską, z którym zetknąłem się opracowując temat historii aptek południowej Małopolski, były postaci aptekarzy pochodzenia żydowskiego, którzy stali się ofiarami II wojny światowej. Na pierwszym miejscu chciałbym wymienić uwielbianego wprost przez społeczność Starego Sącza magistra Izydora (Issera) Opoczyńskiego (ur. 1891, zm. ?), właściciela tamtejszej apteki.
Nie bez powodu Izydor Opoczyński cieszył się w Starym Sączu tak wielkim uznaniem. Był człowiekiem szlachetnym i wspaniałomyślnym, prawdziwie oddanym swym pacjentom, którym leki – w razie potrzeby – wydawał za darmo. Jego apteka należała do najlepiej urządzonych w Małopolsce. Posiadała swoje własne laboratorium „chemiczno-farmaceutyczne”, w którym produkowano – według reklamy zamieszczonej w „Ilustrowanym informatorze nowosądeckim” z 1936 – własne wyroby specjalne: Likier żelazisty, Nerwon i Balsam antyreumatyczny, Balsam żołądkowy, Syrup balsamiczno-sosnowy. Mydła i kremy, puder dla dzieci oraz specjalne proszki od bólu głowy. Ponadto w aptece można było zakupić wszelkie środki lecznicze krajowe i zagraniczne, wina lecznicze, wody mineralne i opatrunki. Zioła lecznicze. Artykuły weterynaryjne i środki dezynfekcyjne. Środki toaletowe, perfumy krajowe i zagraniczne. W aptece starosądeckiej pacjenci mogli także skorzystać z wagi osobowej.
Opoczyński udzielał się społecznie, uczestnicząc – jako członek Zarządu – w pracach Związku Zawodowego Farmaceutów Pracowników w Rzeczypospolitej. Był także członkiem zwyczajnym krakowskiego Towarzystwa Popierania Nauk Farmaceutycznych. Nie wahał się przez kilka lat bojkotować wszystkich leków produkcji niemieckiej, a w lecie 1939 roku zasilił pokaźną składką fundusz Pożyczki Obrony Przeciwlotniczej. Po wybuchu II wojny światowej, wraz z Wojskiem Polskim, wyjechał do Lwowa i tam wszelki słuch po nim zaginął… Z całej, licznej rodziny Opoczyńskich, wojnę przeżyła jedynie córka – Leontyna. Przeszła przez koszmar pobytu w gettach w Starym Sączu, Nowym Sączu i Krakowie. Przeżyła niewolniczą pracę w krakowskiej fabryce, a także pobyt w obozie koncentracyjny w Oświęcimiu i w Belsen. W Niemczech poznała swego przyszłego męża – Davida Daviesa, żołnierza armii brytyjskiej, z którym po wojnie osiadła w Londynie. Córka Opoczyńskiego wielokrotnie telefonowała do swych starosądeckich koleżanek i wypytywała, co dzieje się w Polsce i w jej mieście. Jednak pierwsze, nieodzowne pytanie, dotyczyło zawsze ojcowskiej apteki!
Drugim aptekarzem pochodzenia żydowskiego, na którego pozwolę sobie zwrócić uwagę Czytelników, będzie magister Aleksander (Lesław) Sandauer (1897-1940), właściciel apteki w Krynicy. Poza prowadzeniem swej apteki był aktywnym członkiem dwóch żydowskich instytucji kulturalnych: stowarzyszenia „Humanitas”, którego siedziba znajdowała się w rodzinnym mieście Sandauera – w Przemyślu oraz krynickiej Loży B’nei B’rith, stawiającej sobie za zadanie działania dobroczynne i doskonalenie członków w duchu humanistycznym. To właśnie do Sandauera mieli zgłaszać się kryniccy kuracjusze pochodzenia żydowskiego, chcący wziąć udział w spotkaniach Loży. We wrześniu 1939 roku, jako podporucznik Wojska Polskiego, został zmobilizowany do X Szpitala Okręgowego w Przemyślu. Aresztowany przez sowietów, wywieziony został do obozu jenieckiego i w roku 1940 rozstrzelany w Katyniu.
Aptekarze - Polacy, niemal natychmiast po wybuchu II wojny światowej, bardzo mocno zaangażowali się w działalność konspiracyjną, a między innymi – w pomoc dla okrutnie prześladowanej ludności żydowskiej. Był to w odczuciu osób wspominających bohaterów mojej dysertacji, kolejny wzorowo wypełniony obowiązek aptekarzy, wynikający z charakteru ich pracy i konsekwentnie prezentowanej postawy. Trudno dyskutować i przyznać któremuś z małopolskich aptekarzy palmę pierwszeństwa, jeżeli chodzi o pomoc dla ludności żydowskiej. Warunki tej działalności były niezwykle trudne i ryzykowne – stąd też próby jakiejkolwiek klasyfikacji rozbijają się o ówczesne realia. Pomimo to autor pozwala sobie jako pierwszą opisać postać magistra farmacji Albina Burza (1897-1960). Przybył on do Nowego Sącza w roku 1933 i wydzierżawił aptekę „Pod Opatrznością” przy ulicy Lwowskiej. Dzierżawcą apteki tej pozostawał do końca okresu międzywojennego, w czasie II wojny światowej i aż do momentu nacjonalizacji polskich apteki w roku 1951.
Okres okupacji, spędzony w aptece „Pod Opatrznością” wspominała siostrzenica Albina Burza, późniejsza farmaceutka – pani Barbara Schauer: Albin Burz doskonale znał język niemiecki. Kupował mąkę, dawał do wypieku i nosił partyzantom i Żydom. Pomagał im też finansowo. Z przodu Niemcy pobierali leki, a z tyłu partyzanci otrzymywali żywność, leki, pieniądze, ubrania i mydło, które robiono w aptece. Żołnierze Armii Krajowej przychodzili z lasu do apteki przy ulicy Lwowskiej nocą. Na umówiony znak (trzy razy po trzy pukania) przez malutkie okienko od podwórza wyrzucało się przygotowane materiały. Pani Barbara Schauer wspomina, że do pobliskiego getta przyjeżdżali konno gestapowcy, aby podpalać ubrania mieszkających tam Żydów. Poparzonych opatrywali pracownicy apteki, przemywali rany i zaopatrywali w odpowiednie maści. Żydom przekazywano także leki, opatrunki i żywność „na zapas”. Dzięki pomocy Burza z getta udało się uciec m.in. laryngologowi, doktorowi Mieczysławowi Koerbelowi wraz z siostrą oraz okuliście – doktorowi Jakubowi Mendlerowi. Ponadto pracownicy apteki dostarczyli tym lekarzom rowery, na których dalej uciekano. Leki i materiały opatrunkowe z apteki „Pod Opatrznością” nosiły na punkty kontaktowe Barbara Schauer oraz żona Albina Burza – Zofia. Punkty kontaktowe znajdowały się na Chruślicy oraz w aptece „Obwodowej” magistra Zbigniewa Nowakowskiego. Na skutek donosu obie panie zostały aresztowane, jednak dzięki staraniom Albina Burza udało im się powrócić na wolność.
O kolejnych szczegółach pracy konspiracyjnej nowosądeckiego aptekarza pisze Marian J. Nowak w opracowaniu „Z dziejów nowosądeckiego aptekarstwa w XVI-XX wieku” („Rocznik Nowosądecki” 1993): zaopatrywano się [w aptece Burza] nie tylko w leki i środki opatrunkowe, ale i chemikalia potrzebne do produkcji materiałów wybuchowych. Ponieważ jego apteka przylegała tylnym wejściem do muru getta, Albin Burz wykorzystywał to korzystne położenie dla niesienia pomocy Żydom. Przez aptekę Burza opuściło getto wielu Żydów. Nowak wspomina także, że Burz aktywnie uczestniczył w pracach nowosądeckiej Rady Głównej Opiekuńczej, niosącej pomoc repatriantom i więźniom. Dzięki wsparciu Burza w roku 1941 utworzona została w nowosądeckim getcie apteka żydowska, zaopatrywana za pośrednictwem apteki „Pod Opatrznością”.
Do powyższych wspomnień dodać należy, że magister Burz cieszył się wśród Niemców zaufaniem i szacunkiem, a znając język niemiecki, zaopatrywał w leki także okupantów. Przekupując naczelnika więzienia, Burz posiadał informacje o dokonanych aresztowaniach, planowanych egzekucjach i wywózkach do obozów.
W nieodległej od Nowego Sącza Piwnicznej działał magister farmacji Eugeniusz Brągiel (1899–1960), właściciel tamtejszej apteki „Pod Opatrznością”. W czasie II wojny światowej zaangażował się w działalność ruchu oporu. Do podziemi apteki lub do prywatnego domu aptekarza trafiały (czasem na kilka dni) osoby, które przy pomocy kurierów miały zamiar przedostać się przez granicę. Do Brągiela trafiali także Żydzi, których przerzucali przez granicę specjalni, wyspecjalizowani kurierzy. Wszystkich przybyszów, a także przesiedleńców z ziem przyłączonych do III Rzeszy, piwniczański aptekarz otaczał bezinteresowną, troskliwą pomocą, dostarczając za darmo leków i pożywienia.
Pomocą dla ludności żydowskiej wsławił się także magister farmacji Józef Walter (1870-1947), właściciel apteki „Pod Trzema Koronami” w Krościenku nad Dunajcem, który dostarczał darmowych leków i materiałów opatrunkowych. Podobnie postępował magister Zygmunt Maksay (1888-1948), właściciel apteki „Zdrojowej” w Rabce Zdroju. Także rodziny aptekarzy zapisały piękną kartę w dziejach polskiej pomocy dla ludności żydowskiej. Eugenia Dworzańska (1899-1972), żona aresztowanego i więzionego w obozie jenieckim magistra Władysława Dworzańskiego (1891-1975), właściciela apteki „Pod Kozicą” w Nowym Targu, wydawała nowotarskim Żydom bezpłatnie leki oraz żywność, aż do chwili wywiezienia ich do obozów koncentracyjnych.





