Jeden ziemniak dziennie – relacja Anatoliusza Inowolskiego

Państwo Inowolscy z Zalesia Dolnego ukrywali żydowskiego chłopca i jego opiekunkę, panią Janinę. Po wojnie chłopiec wraz z matką wyemigrowali do Kanady. „Chciałbym zasadzić wspólnie z chłopcem drzewko na pamiątkę moich rodziców” – pisze pan Anatoliusz Inowolski, syn ratujących.

Moi rodzice, Helena i Ładysław Inowolscy mieszkali od 1934 roku w Zalesiu Dolnym (obecnie część Piaseczna pod Warszawą) przy ul. Spokojnej 17. Mieli tam niewielki, jednopokojowy domek z dwiema malutkimi przybudówkami po 3x3 m. Mieszkałem tam z rodzicami i z bratem. Miałem wówczas 9 -10 lat a brat 6 – 7. W czasie wojny mieszkała z nami nasza babcia, która okresowo mieszkała nieopodal, u naszej ciotki, przy ul. Cichej 4.

Zalesie Dolne było osiedlem położonym częściowo w lesie i częściowo pod lasem, z małymi i średnimi domami, zbudowanymi na działkach ok. 1500 m2. Na ogół mieszkali w nich ludzie, którzy przenosili się z Warszawy od wczesnych lat trzydziestych. Najbliższa wieś była położona w odległości ok. 1 km, a Piaseczno w odległości ok. 1,5 km.

Latem 1940 lub 1941 r. sąsiad rodziców, pan Jan Tkaczyk (zamieszkały przy ul. Spokojnej 19 lub 13) zwrócił się do mojej matki z zapytaniem, czy jest zainteresowana wynajęciem jednej z przybudówek chłopcu i jego opiekunce. Z uwagi na trudne warunki życiowe rodzice zaakceptowali propozycję. Byłem świadkiem rozmowy z panem Tkaczykiem.

Pamiętam, że z panem Tkaczykiem przyszli do nas: matka chłopca, młoda kobieta, blondynka, chłopiec w moim wieku (9-10 lat, wysoki, szczupły, blondyn lub rudy o semickich rysach twarzy) oraz opiekunka chłopca, pani Janina, tęga kobieta, około czterdziestoletnia. Pamiętam rozmowę między rodzicami, zaraz po sprowadzeniu się lokatorów: nie mogli odmówić ich przyjęcia.

W jednej z przybudówek (z wejściem od tyłu domku) zamieszkali: chłopiec wraz z panią Janiną i mieszkali do końca wojny, tj. do 17 – 18 stycznia 1945 r. Matki chłopca nie widziałem przez całą wojnę. Z chłopcem dzieliliśmy jedyne buty. Oczywiście, nie było mowy o jakiejkolwiek płatności za mieszkanie. Pamiętam, że zarówno my, jak i chłopiec z opiekunką często jedliśmy po jednym ziemniaku dziennie.

Po przeciwnej stronie ul. Spokojnej (nr 14 lub 16) mieszkali, zaprzyjaźnieni z rodzicami państwo Pankowie (sąsiad był emerytem kolejowym). Rodzice nie rozmawiali o pochodzeniu kogokolwiek. Dopiero wiele lat po wojnie w rozmowie z matką dowiedziałem się, że pani Pankowa była pochodzenia żydowskiego. Rozmowa z matką miała miejsce po śmierci p. Panka. Wtedy okazało się, że mieszkała tam także siostra pani Pankowej. Cała rodzina przetrwała wojnę.

Kiedyś do matki, wtedy już ponad siedemdziesięcioletniej, podeszła w Zalesiu młoda kobieta i zapytała o sąsiadów. Była to kuzynka pani Pankowej z USA. Przyjechała na miejsce uratowania swoich ciotek. Mama była zachwycona rozmową.

Jak obecnie pamiętam, w Zalesiu Dolnym rzadko pojawiali się żołnierze niemieccy. Nie pamiętam także policjantów polskich. W pobliskiej wiosce, we dworze, przez pewien czas stacjonowały wojska niemieckie i węgierskie. Wyjątkiem był okres od wybuchu Powstania Warszawskiego do wyzwolenia. W tym czasie w Zalesiu Dolnym stacjonowały tabory niemieckie w leśnych ziemiankach i w większych domach. Wszystkie domy były oceniane przez niemiecką administrację wojskową pod względem możliwości ulokowania żołnierzy na kwaterach. Nasz domek szczęśliwie nie został objęty zasiedleniem.

Natychmiast po wyzwoleniu przyszła do nas matka chłopca i wszyscy troje wyjechali z Zalesia Dolnego. Nigdy więcej nie mieliśmy kontaktu z Chłopcem i Jego Matką.

Około 1953 roku, mieszkając już w Warszawie, moja matka została poinformowana, jako członek tzw. "trójek lokatorskich”, że na schodach w sąsiednim budynku koczuje staruszka. Okazało się, że na schodach mieszka bezdomna, pani  Janina – dawna opiekunka ukrywanego chłopca. Pozostała bez środków do życia. Powiedziała wtedy mamie, że matka i chłopiec natychmiast po wojnie wyjechali do Kanady. Matka chłopca była właścicielką (cytuję) „fabryk w Łodzi”. Nie pamiętam w jaki sposób moja matka pomogła pani Janinie, gdyż w tym czasie studiowałem poza Warszawą.

Przez wiele lat spodziewałem się, że chłopiec odwiedzi Zalesie Dolne i mały domek, w którym uratowano mu życie (jesteśmy w tym samym wieku). Miałem nadzieję, że zasadzę wspólnie z nim drzewko na pamiątkę moich rodziców.

Mam przyjaciół Żydów w Izraelu i w Polsce.