Ocalenie Zivy Garini przez Walę Konowską

Moja mama, Ziva Garini, urodziła się 4 listopada 1923 roku w Rawie Mazowieckiej. Jej rodzice – Jakub Aharon i Miriam Gitel Janowscy – także urodzili się w Polsce. Przed wybuchem II wojny światowej wiedli szczęśliwe życie, mieli sześcioro dzieci. Byli Żydami, ale czuli się też polskimi patriotami.

Gdy wybuchła wojna, warunki ich życia z dnia na dzień ulegały pogorszeniu. Dziadek Jakub został zamordowany dwa dni po wkroczeniu Niemców, tylko dlatego, że był przedstawicielem gminy żydowskiej. W marcu 1941 roku rodzina została przesiedlona do stworzonego w Rawie Mazowieckiej getta, w którym panowały straszliwe warunki. Tam w wyniku choroby zmarła moja babcia.

Mama, wówczas 16-latka, została sama.. Mimo trudnych okoliczności umiała wykazać się dużym sprytem, dopisywało jej też szczęście. Zdołała przedostać się do getta warszawskiego, gdzie przebywali pozostali członkowie rodziny. Przetrwała do końca funkcjonowania getta, kiedy to Niemcy podpalali ostatnie ocalałe domy. Wyskoczyła z płonącego budynku  Przeżyła. Została złapana i przetransportowana do obozu śmierci na Majdanku, a stamtąd do Auschwitz.

Do Auschwitz przyjechała  tym samym transportem, co jej siostra Zehava, ciotka Estera i ich koleżanka. Na miejscu kobiety zobaczyły w tłumie znajomą Polkę z Rawy Mazowieckiej. Siostra mojej mamy, która znała jej imię, zawołała: „Wala Ḳonowska!”. Zaskoczona kobieta, po chwili rozpoznała siostry Janowskie i Esterę. Wala Konowska była w Auschwitz więźniarką polityczną. Miała około 24 lat, działała w podziemiu. Pewnego dnia ktoś doniósł na nią i jej męża. Zostali złapani przez Niemców. W Auschwitz pracowała w biurze, w nieco lepszych warunkach niż pozostali więźniowie.

W obozie Wala utrzymywała kontakt z moją mamą i jej krewnymi. Powiedziała im:  „Dopóki żyję, nie musicie się niczego bać. Nie martwcie się. Teraz udacie się na trzytygodniową kwarantannę. Nie mam na to wpływu, ale później wam pomogę”.

Kobiety odbyły kwarantannę, podczas której bardzo ciężko pracowały.  Gdy wróciły, Wala  zdołała przenieść je  do „Kanady”. Nazywano tak baraki, w których gromadzono i sortowano rzeczy więźniów, które później wywożono do Niemiec. Warunki pracy tam były nieco lepsze niż w pozostałych miejscach. W „Kanadzie” kobiety szukały kosztowności w ubraniach i to, co znalazły przynosiły do obozowych strażników.

W tym czasie mama zachorowała na szkarlatynę. Poszła do szpitala. Do bloku szpitalnego każdego dnia przychodził doktor Mengele i zabierał pacjentów na eksperymenty. Zwykle zabierał tych, którzy zajmowali najniższe łóżka. Kiedy Wala dowiedziała się, że jej znajoma znalazła się w bloku szpitalnym, natychmiast interweniowała u kapo. Dzięki wstawiennictwie Wali, mama dostała łóżko na wysokim trzecim poziomie, co uratowała jej życie.

Zarządca bloku powiedział mamie: „Gdy przyjdzie Mengele, udawaj, że śpisz. Nie ruszaj się, dopóki nie wyjdzie z bloku”. Trwało to trzy tygodnie.

Mama szczęśliwie przetrwała w Auschwitz do czasu przybycia Rosjan. Przez kilka dni szła w marszu śmierci, a następnie została przetransportowana pociągiem do Niemiec, gdzie odbyła prace przymusowe w fabryce amunicji. Gdy wojna skończyła się, została uwolniona i z grupą innych Żydów przedostała się do Szwecji.

Żyła tam przez kilka lat, pracując w żłobku. W 1949 roku przyjechała do Izraela, gdzie poznała mojego ojca. Wzięli ślub i od tej pory mieszkali w Hajfie. Ojciec zmarł w 1992, a mama w 2012 roku.

Niestety dalszy los Wali Konowskiej jest nieznany, nie wiadomo czy przeżyła Auschwitz, co działo się z nią po zakończeniu wojny. Chciałbym odnaleźć jej rodzinę lub kogoś, kto zna dalsze losy odważnej kobiety, która w obozie śmierci uratowała życie mojej mamy.